Lody jadam tylko rano (Sinobrody - nadzieja kobiet)

Lody jadam tylko rano (Sinobrody – nadzieja kobiet)

Młoda, ładna kobieta i dojrzały mężczyzna w pokoju zaimprowizowanym na małej scenie. Ona pragnie uwagi i uczucia – on zaprasza ją do siebie, lecz nie jest zainteresowany stworzeniem głębszej relacji. Dagny Cipora i Slawomir Gaudyn występujący w inscenizacji tekstu Sinobrody – nadzieja kobiet autorstwa Dei Loher (reżyseria Jakub Kasprzak) mieli szansę stworzenia erotycznego duetu opartego na schemacie ofiara i jej prześladowca. Nie do końca ją wykorzystali.

Cipora daje z siebie wszystko, wcielając się po kolei w kobiece postaci dramatu, Gaudyn odgrywa rolę tytułowego Sinobrodego w nieco monotonny sposób. Aktor, który ostatnio częściej reżyseruje niż gra, mówi cały czas w wolnym tempie, nie zmieniając tonu głosu. Ta konsekwencja w prowadzeniu swojej postaci z początku wydaje się mocno uzasadniona – Gaudyn wciela się przecież w psychopatę w metodyczny sposób mordującego kobiety.

Niestety, tortury w jego wykonaniu są pozbawione napięcia emocjonalnego i zwyczajnie nużą. Zwłaszcza sceny wiązania kobiet według japońskiej sztuki Shibari mocno rozczarowują – Gaudyn-Sinobrody zachowuje się tak, jakby przygotowywał się do sezonu żeglarskiego, a nie uczestniczył w perwersyjnej damsko-męskiej zabawie. Nie wiadomo kogo winić za taki stan rzeczy – reżysera, który dialogi głównego bohatera z kolejnymi ofiarami przeplata przydługimi monologami Sinobrodego na temat sensu życia czy aktora – tworzącego zbyt powściągliwą, przewidywalną postać.. Trzeba jednak przyznać, że Gaudyn przekonująco odgrywa scenę szamotaniny z prostytutką. Aktor każdym ruchem stara się oddać emocje osoby, która pożąda i gardzi swoim partnerem jednocześnie.

Cipora u Kasprzaka jest natomiast zdecydowanie najlepsza w momentach, w których wciela się w postać niezdarnej dziewczynki noszącej grube szkła. Dobrym tego przykładem są fragmenty, w których skulona siedzi na podłodze i garbi się w sposób charakterystyczny dla nastolatki, aby za chwilę wstać i poruszać się jak pewna siebie, atrakcyjna kobieta.

Pojawienie się na scenie kolejnych ofiar Sinobrodego poprzedzają filmiki ilustrujące w metaforyczny sposób ich osobowość. Imiona widoczne na ekranie znikają zbyt szybko, aby widz mógł je zapamiętać i połączyć z postaciami odgrywanymi w danym momencie przez Ciporę. Pierwszy filmik z dziewczyną liżącą lody zwraca uwagę na fakt uprzedmiotowienia kobiet. Niestety, kolejne projekcje – luźne impresje, utrzymane w nostalgicznej stylistyce , odwracają tylko uwagę od osi fabularnej spektaklu. Fragmentaryczność przedstawienia spowodowana przez odtwarzane filmiki nie prowokuje do zastanowienia się nad ukrytymi sensami prezentowanych zdarzeń, lecz potęguje wrażenie niespójności fabularnej. Kasprzak zamiast kameralnej opowieści o ludzkich namiętnościach, prezentuje kilka oddzielnych historii bez wyraźnej puenty, przerywanych projekcjami multimedialnymi.

Istotną częścią przedstawienia jest scenografia autorstwa Adrianny Gołębiewskiej składająca się z prowizorycznego wyposażenia pokoju: fotela z bordowym obiciem – świetnie współgrającego kolorystycznie z sukienką Cipory w tym samym kolorze oraz ozdobną kotarą na drzwiach z boku sceny. Ciepłe oświetlenie sylwetek aktorów zmagających się z własną cielesnością tworzy momentami intymny klimat tego nierównego przedstawienia i daje nadzieję na to, że Sinobrody nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

Katarzyna Bolec, Teatralia Rzeszów

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 247/2018

Teatr im Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie

Dea Loher

Sinobrody – nadzieja kobiet

reżyseria Jakub Kasprzak

przekład: Karolina Bikont

scenografia: Adrianna Gołębiewska

obsada: Dagny Cipora, Sławomir Gaudyn

premiera: 11 maja 2018

fot. Maciej Mikulski