Kto zabił Polskę? (Korfanty. Hotel Brześć i inne piosenki)

Kto zabił Polskę? (Korfanty. Hotel Brześć i inne piosenki)

Przemysław Wojcieszek chce opowiadać o Polsce w taki sposób, który pozwala wyrwać się jej mieszkańcom z podziałów i naprowadza ich na drogę do ułożonego i szczęśliwego państwa. W Teatrze Śląskim na naszego przewodnika wybiera dyktatora III powstania śląskiego, Wojciecha Korfantego – postać symboliczną dla tego regionu. Trudno jednak uniknąć wrażenia, że poza interesującym pomysłem w najnowszym projekcie katowickiego teatru nie odnajdujemy żadnych wskazówek, jak do tego „szczęśliwego państwa” dotrzeć.

17 sierpnia 1939 roku umiera Wojciech Korfanty. Bezpośrednia przyczyna zgonu – owrzodzenie wątroby. Szybko pojawia się teoria spiskowa na temat jego śmierci. Powstaje przypuszczenie, że mógł zostać zamordowany: ściany celi, w której przetrzymywano go kilka miesięcy wcześniej, miały być pokryte arszenikiem. Kto był sprawcą tej wysublimowanej zbrodni? Kto wlał do farby truciznę i ozdobił nią surowe pomieszczenie więzienne przeznaczone dla jednego z czołowych polityków II RP? Kto zabił Korfantego? Piłsudski? Witos? Balcerowicz? Tusk? Kaczyński? Który z nich sięgnął po pędzel? A może każdy po kolei domalowywał następny fragment śmiercionośnej powierzchni? Mogłoby się wydawać, że pytania te nigdy nie doczekają odpowiedzi, ale ku naszemu zaskoczeniu za sprawą Przemysława Wojcieszka jest inaczej. On te odpowiedzi zna i chętnie się nimi dzieli. Wystarczy poświęcić 75 minut z niedzielnego spaceru po Galerii Katowickiej i wjechać ruchomymi schodami na jej trzecie piętro, gdzie od pewnego czasu funkcjonuje jedna ze scen Teatru Śląskiego. Tylko uwaga! Darmowy parking to tylko 2 godziny – na KFC czasu może już nie starczyć!

Właśnie tam odbyła się premiera Korfantego. Hotelu Brześć i innych piosenek Przemysława Wojcieszka, reżysera teatralnego i filmowego, autora kultowego (choć przecież nie tak odległego w czasie) Made in Poland i dużo młodszego Knives Out (któremu kultowość raczej nie grozi). Już przed laty Wojcieszek podjął się zadania tak odważnego, jak karkołomnego: zdiagnozowania choroby, na którą cierpi Polska. Jego najnowsza premiera jest kolejną hipotezą, przedstawianą bez odrobiny zawahania pacjentom, którzy skutki tej choroby odczuwają na co dzień. Nikogo, kto choćby szczątkowo orientuje się w jego twórczości, nie dziwi zatem fakt, że postać Korfantego i lejtmotyw poszukiwania jego mordercy stają się tylko pretekstem do wiwisekcji tego, w czym wszyscy tkwimy. Na Scenie w Galerii Teatru Śląskiego Polska współczesna przegląda się w swojej historii, a wielkie nazwiska trzęsące II RP zaglądają do XXI wieku. Wpadają tylko na chwilę i osiadają na aktorach jak kurz z archiwum, tworząc niedokończone, hybrydyczne postaci, rozciągnięte między dwoma stuleciami. Tu melonik, surdut i laseczka, tam białe Nike Air Force 1 MID i hipsterskie skarpetki. Wszystko to okraszone kontekstem górnośląskim (tak charakterystycznym dla katowickiego teatru pod dyrekcją Roberta Talarczyka), który z jednej strony ma wzbogacać rozmowę o Polsce, a z drugiej upodmiotowić tych, o których ta sama Polska pamięta wybiórczo. Całość Wojcieszek (współpracujący w tym zakresie z Filipem Zawadą) ubiera w formę muzyczną – słuchamy trzynastu piosenek, przygotowanych specjalnie na potrzeby spektaklu i wywodzących się z zupełnie różnych gatunków. Kompozycja niektórych z nich ma wyraźnie potęgować kontestacyjną wobec rzeczywistości wymowę tekstu i w konsekwencji wzmacniać buntowniczo-rewolucyjny charakter spektaklu.

Przyciągająca uwagę konstrukcja formalna Korfantego pozostaje niestety tylko szkieletem. Narracja proponowana przez Wojcieszka (choć nierzadko trudno odmówić jej słuszności) bazuje bardziej na publicystycznych hasłach, niż rzeczywistej postawie krytycznej, a co gorsza, niekiedy wpada w te same mankamenty, które stara się piętnować. W sposób najbardziej dotkliwy razi prosta dychotomia, która leży u podstaw spektaklu. Istnieją dwa światy. Świat Piłsudskiego i świat Korfantego. Ten pierwszy to rzeczywistość autorytaryzmu, braku czytelnictwa, „wygaszonych” kopalń, neoliberalizmu, konsumpcjonizmu i niedokończonego hamburgera z McDonalda zawijanego w wiersze Słowackiego i Miłosza. Sam naczelnik państwa (ten z dwudziestolecia międzywojennego) staje przed widzami i mówi, że nas nienawidzi. Z kolei świat Korfantego otwiera przed nami drogę do prawdziwej demokracji, w której dbamy o siebie nawzajem, uczymy się na błędach historii i nie odnajdujemy pełni szczęścia w możności włożenia na ramię świecącej torby z modnego butiku (z której na scenie wysypują się biało-czerwone śmieci). Twórcy zadają łatwe (zbyt łatwe!) pytanie: Piłsudski czy Korfanty, autorytaryzm czy demokracja, zło czy dobro? Gdyby rozdać karty do głosowania, sondaże byłyby zbędne. Jednak to rozróżnienie nie przystaje do tego, co znajduje się poza przestrzenią Sceny w Galerii. Figury złego Piłsudskiego i dobrego Korfantego rozbijają się na pierwszej niejednoznaczności – przy pierwszej konfrontacji z osobą o innych poglądach, której przecież nie zamkniemy w naszej Berezie Kartuskiej, tylko dlatego że „nam” wolno, a „im” nie. Tak więc, Wojcieszek bazując na niezwykle szlachetnej postawie (piszę to bez cienia ironii – stawiane przez niego diagnozy są naprawdę niezwykle trafne), stara się zdystansować od klasycznych polskich podziałów, wikłając się w podziały nowe, nie mniej wyraźne, niż te pierwsze.

Po Korfantym jesteśmy zatem w tym samym punkcie, w którym byliśmy, gdy parkowaliśmy samochód na parkingu pod Galerią Katowicką. Wiemy, że nie chcemy autorytaryzmu, że należy czytać książki i wciąż nie jesteśmy pewni, co z tymi „wygaszanymi” kopalniami (być radykalnie za czy być radykalnie przeciw, bo przecież tylko tak można…). Spektakl Wojcieszka utwierdza nas w naszych własnych opiniach i daje poczucie, że ktoś mówi naszym głosem. Reżyser zaś jedynie ślizga się po powierzchni diagnozowanych problemów, nie pokazując ich wielowymiarowości. Pobuntowaliśmy się przez „godzinę piętnaście”, ale teraz szybko do auta, bo za chwilę zapłacimy za postój. Tylko po drodze zerkniemy na nowości w Zarze i zapomnimy o tym, co widzieliśmy, i dlaczego powinniśmy sięgnąć do historii Korfantego.

 

Maciej Guzy, Teatralia Śląsk

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 211 /2017

Teatr Śląski w Katowicach

Korfanty. Hotel Brześć i inne piosenki

Teksty i reżyseria: Przemysław Wojcieszek

Współpraca reżyserska i dramaturgiczna: Katarzyna Brzoska, Piotr Bułka, Karina Grabowska,  Adrianna Izydorczyk, Natalia Jesionowska, Arkadiusz Machel, Michał Surówka, Artur Pałyga, Mateusz Znaniecki

Scenografia i kostiumy: Małgorzata Bulanda

Muzyka: Filip Zawada

Choreografia: Katarzyna Kostrzewa

Asystentka reżysera: Adrianna Izydorczyk

Realizacja dźwięku: Mikołaj Lichtański

Realizacja światła: Mikołaj Wustrau

Inspicjent: Katarzyna Dudek

Producent wykonawczy: Małgorzata Długowska-Błach

Kierownik techniczny: Maciej Rokita

Projekt plakatu: Jadwiga Lemańska

Obsada: Katarzyna Brzoska Piotr Bułka Katarzyna Dudek Karina Grabowska Adrianna Izydorczyk Natalia Jesionowska Arkadiusz Machel Michał Surówka Mateusz Znaniecki

Premiera: 27 października 2017
fot. materiały Teatru Śląskiego

Maciej Guzy, rocznik 1995, student Wiedzy o teatrze.