Hossa, bessa... (Bracia Dalcz i S-ka)

Hossa, bessa… (Bracia Dalcz i S-ka)

W krakowskiej inscenizacji Braci Dalcz i S-ki Wojciech Kościelniak przenosi widzów w czasy dwudziestolecia międzywojennego, ale adaptując powieść Tadeusza Dołęgi-Mostowicza, nie rezygnuje z wydobycia wątków brzmiących dzisiaj aktualnie i niepokojąco. Widzowie znający poprzednie realizacje reżysera, jak mistrzowska Lalka, Chłopi czy świetna Ziemia obiecana, nie będą zawiedzeni. Kościelniak kolejny raz udowadnia, że musical wcale nie musi być jedynie rozrywką.

Najnowszy spektakl muzyczny Teatru im. Juliusza Słowackiego zachwyca widowiskiem złożonym z wielu dopracowanych w najmniejszych szczegółach elementów. Pozwala nasycić się atmosferą przedwojennej Warszawy czy Londynu, choć oparty jest raczej na nowoczesnej machinie inscenizacyjnej niż historycznej rekonstrukcji. Stale współpracujący z reżyserem Piotr Dziubek napisał muzykę, w której wyczuwa się sznyt znanych szlagierów, ale uzupełnionych o nowoczesne brzmienia. To właśnie muzyka, z przewagą kompozycji na instrumenty dęte i klawisze w znacznym stopniu buduje klimat przedstawienia. Piosenki ze słowami Rafała Dziwisza pozostają w pamięci na długo po zakończeniu spektaklu. Teksty są zróżnicowane, kiedy trzeba lekkie i rozrywkowe, kiedy indziej liryczne i poetyckie. Sprawdzają się jako monologi postaci, pozwalając na oddanie szerokiej gamy emocji.

W przedstawieniu widać inspiracje rewią i wodewilem, dwoma gatunkami silnie rozwijającymi się w dwudziestoleciu. Wiele sytuacji pomyślanych jest właśnie jako sceniczne „numery”. Aktorzy wykonują piosenki do mikrofonu wprost do widzów, z towarzyszeniem chórków, a występy dopełniają choreografie Jarosława Stańka. Snopy punktowego światła kierowanego na wykonawców również przywodzą na myśl przedwojenne rewie. W złożonych formach wokalnych i tanecznych błyszczy zespół Słowackiego. Aktorzy świetnie wyczuwają formę musicalu z lekkością i precyzją wykonują swoje partie. Sympatię widowni zaskarbiają sobie już od pierwszych chwil Karolina Kazoń, Ewelina Przybyła i Katarzyna Zawiślak-Dolny, odgrywające role chórzystek i narratorek. Komentując, opowiadając, tłumacząc, zdradzają epickie korzenie utworu, adaptowanego przez Kościelniaka. Karolina Kamińska zachwyca szczególnie w roli Marychny Jaroszówny, naiwnej dziewczyny niespodziewanie wprowadzonej do sfer finansjery drogą wiodącą przez alkowę. Na tle całej obsady najsilniej wyróżnia się Agnieszka Judycka, kreująca w przedstawieniu najbardziej tajemniczą, skomplikowaną i najpiękniejszą postać, Krzysztofa Dalcza. Jego zawikłany los rysuje się znakiem zapytania nad pędzącą razem z poczynaniami żądnego władzy i potęgi Pawła Dalcza fabułą. Aktorka intryguje najpierw jako tajemniczy młodzieniec, którego smutku nikt nie może przemóc ani wyjaśnić, a później w roli oddanej swojemu mężczyźnie kobiety. Moment wykonywania przez Judycką piosenki z Satyrą na księżyc Tuwima w refrenie jest chyba najpiękniejszym w całym spektaklu.

Mottem przedstawienia staje się powtarzana wciąż przez bohaterów łacińska sentencja Mundus vult decipi, ergo decipiatur. Zespół dośpiewuje: „Świat chce być oszukiwany, niechże będzie zatem”. Historia opisana przez Dołęgę-Mostowicza to opowieść o karierze jakich wiele miało szansę rozegrać się podczas gwałtownego wybuchu kapitalizmu, rozwoju techniki i wolnego rynku. Po tragicznej śmierci właściciela fabryki, Wilhelma, rozpoczyna się nerwowe poszukiwanie następcy, którego tylko pozornie brak. Bohaterowie to nieświadomi rynkowych mechanizmów nieudacznicy, chciwi, ale mało przedsiębiorczy. Przemiana Pawła Dalcza z pijanego, stroniącego od pracy utrzymanka ojca w rozciągniętych kalesonach i podkoszulku, w bezwzględnego biznesmena, dyrektora nie jednej, ale wielu fabryk, i inwestora na światową skalę tworzy oś spektaklu, ale w jego centrum pozostaje pytanie o prawdę i możliwość bycia uczciwym w świecie niepotrzebującym już wcale uczciwości i nie ceniącym jej wcale. Rzeczywistością Braci Dalcz rządzą ersatze, podróbki, falsyfikaty. Sztuczny jest diament w pierścieniu właściciela fabryki, fałszywe są blankiety poświadczające spłatę kredytu zaciągniętego przez Wilhelma Dalcza, fałszywa tożsamość Krzysztofa, budowana dla osiągnięcia materialnego zysku. W takim świecie nikt nie wnika pod powierzchnię rzeczy, w zupełności wystarczy pozór skrojony tak, by dawać chwilową satysfakcję i na chwilę zaspokoić żądzę władzy i pieniądza.

Dynamiczna choreografia odpowiada tempu życia, w którym o swoje miejsce i racje walczą bohaterowie. Nieskomplikowanie charakterów, zawężenie pobudek postaci do chęci bogacenia się podkreśla plastyczna oprawa musicalu i scenografia Damiana Styrny. Inscenizacja operuje w warstwie wizualnej wieloma odcieniami szarości, widocznej i w kostiumach, i w świetnej scenografii, będącej wyjściowo pustą sceną pokrytą czarną grafiką, a w trakcie rozwoju akcji zapełnianą pojazdami, maszynami czy wnętrzami mieszkań i biur. Dość długie widowisko trzyma w napięciu do samego końca, widownia oczekuje nie tylko zakończenia historii wielkiej kariery, ale kolejnych „numerów” w wykonaniu zespołu aktorów, tancerzy i orkiestry, tworzących to, z całą pewnością warte uwagi, przedstawienie.

Zuzanna Berendt, Teatralia Kraków
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 115/2014

Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie

Bracia Dalcz i S-ka

scenariusz na podstawie powieści Tadeusza Dołęgi-Mostowicza

adaptacja i reżyseria: Wojciech Kościelniak

muzyka i kierownictwo muzyczne: Piotr Dziubek

choreografia: Jarosław Staniek

obsada: Hanna Bieluszko (Józefina Dalcz/Pielęgniarka), Agnieszka Judycka (Krzysztof Dalcz/Dziwka), Karolina Kamińska (Marychna Jaroszówna/Sekretarka Mary), Karolina Kazoń (Proszyńska), Ewlina Przybyła (Wreczkowska), Katarzyna Zawiślak-Dolny (Klimaszewska), Rafał Dziwisz (Zdzisław Dalcz/Minister), Radosław Krzyżowski (Paweł Dalcz), Daniel Malchar (Ottman/Dziennikarz), Tomasz Międzik (Karliczek/Kierowca), Feliks Szajnert (Karol Dalcz/Izaakson), Rafał Szumera (Jachimowski/William Willis), Tomasz Wysocki (Holder)

premiera: 22 czerwca 2014

fot. mat. teatru

Zuzanna Berendt, rocznik 1994, studentka wiedzy o teatrze UJ, w wolnych chwilach podróżująca do Gdańska (koniecznie z książką!), skąd pochodzi i w którym zaczął się dla niej teatr.