Histerycznie, a może nawet nijak (Pani Furia)

Histerycznie, a może nawet nijak (Pani Furia)

Na potrzeby inscenizacji przygotowywanej we Wrocławskim Teatrze Współczesnym przez Krzysztofa Czeczota tekst dramatu Grażyny Plebanek został uzupełniony o nowe wątki, autorstwa Jadwigi Juczkowicz. Spektakl miał pokazywać zjawisko furii, do której doprowadzić może zarówno rasizm czy szowinizm, jak i upokarzające wpychanie człowieka w pewne odgórnie ustalone ramy. Pani Furia miała szansę stać się, po rewelacyjnej Genialnej przyjaciółce, kolejnym bardzo ważnym spektaklem w repertuarze tego teatru – niestety, wzbudzający emocje temat nie wystarczył.

Zawinił przede wszystkim brak właściwego dostosowania środków do treści. Można przez to odnieść wrażenie, że bohaterowie przeżywają dużo więcej niż nam zdradzono albo że dokonano wielu cięć i uproszczeń, które czynią oglądane widowisko dość niezrozumiałym. Określając to jeszcze bardziej wprost – zachowania poszczególnych postaci są w większości pozbawione sensu. W toczonej przy obiedzie, w zwyczajnej atmosferze rozmowie pomiędzy matką, córką i księdzem nie wyczuwa się narastającego napięcia, a mimo to, bez żadnego uprzedzenia – a co ważniejsze, bez wyraźnego powodu – Amelka (Katarzyna Pilichowska) wybucha, zaczyna krzyczeć, uderzać w stół. Rozpoznałabym w takim ataku raczej histerię, która nie sygnalizuje siły i determinacji bohaterki, doprowadzonej do ostateczności i znajdującej się w sytuacji granicznej, ale staje się przejawem jej słabości i niemożności poradzenia sobie z problemami, z jakimi przyszło się jej mierzyć. Amelka została nakreślona przez Juczkowicz jako osoba z mocnym charakterem, niegodząca się na upokorzenia i potrafiąca stanąć na czele swoistego buntu. W spektaklu natomiast zamiast silnej jednostki, która buntuje się przeciwko swoim oprawcom, widzimy nieracjonalnie zachowująca się dziewczynę. Owszem, bohaterka w finałowych scenach wspina się na stół, przyjmuje waleczną postawę i już do końca spektaklu cały swój tekst bojowo wykrzykuje, ale pamiętając to, jak nielogicznie się zachowała chwilę wcześniej, zastanawiamy się nie nad tym, czy może stanąć na czele rewolucji, lecz czy aby na pewno jest w pełni poczytalna.

Postać drugiej Pani Furii, czyli Alii (Dominika Kimaty) prześladowanej ze względu na swój kolor skóry i pochodzenie jest z kolei nieprzekonująca, bo jej, już i tak dość rzadkie, epizody nikną w gąszczu wątków oraz w chaotycznych zmianach scen. Narzucona przez twórców dynamika nie sprawia, że akcja toczy się wartko. Obserwując gonitwę aktorów, którzy usiłują nadążyć za następującymi po sobie odsłonami kolejnych wątków, można im co najwyżej kibicować, by nie pogubili się w tym maratonie.

W takich warunkach teksty Plebanek i Juczkowicz tracą wiele, choć udaje się wyłuskać sens niektórych refleksji pozwalających stwierdzić, że zarówno książkowy pierwowzór, jak i dramat zasługiwałby na bardziej wnikliwą interpretację i mniej odwracającą uwagę od treści oprawę sceniczną. Zgrabne literacko, nierzadko ironiczne komentarze bledną, gdy stają się elementem całości skonstruowanej w tak chaotyczny sposób. W spektaklu charaktery poszczególnych postaci nie zostały starannie przedstawione, a na scenie pojawiły się zupełnie nieskomentowane motywy, jak choćby nawiązanie do podpalenia kukły Żyda we Wrocławiu czy przebranie się na krótką chwilę jednego z aktorów w kostium pokemona. Nieprzekonujące są z tego samego względu kreacje aktorskie – nikomu z licznej obsady spektaklu nie udaje się wypowiadać swoich kwestii tak, by wybrzmiały one w sposób autentyczny.

Pani Furia nie zachwyca, nie zapada w pamięć ani nie wywołuje emocji. I pretensje o to mam tym większe, że sama tematyka, jaką twórcy chcieli podjąć w spektaklu oraz tekst dramatu wyróżniony w II Konkursie Dramaturgicznym STREFY KONTAKTU powinny stać się wystarczającą podstawą do stworzenia ważnego i interesującego przedstawienia.

Katarzyna Mikołajewska, Teatralia Wrocław

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 250/2018

Grażyna Plebanek,

Pani Furia

reżyseria: Krzysztof Czeczot

dramaturgia: Jadwiga Juczkowicz

reżyseria świateł: Jakub lech

projekcje wideo: Jakub Lech/Okime Emilko

muzyka: Maciej Zych

scenografia i kostiumy: Dawid Zalesky

obsada: Wiesław Cichy, Dominika Kimaty, Tadeusz Ratuszniak, Krzysztof Zych, Jolanta Solarz-Szwed, Przemysław Kozłowski, Michał Szwed, Karol Iwański, Katarzyna Pilichowska, Elżbieta Golińska, Marcin Łuczak, Maciej Tomaszewski, Maciej Kowalczyk, Tomasz Zieliński, Michał Szwed

premiera: 19 maja 2018

Katarzyna Mikołajewska – rocznik 89. Absolwentka kulturoznawstwa ze specjalnością krytyka artystyczna. W teatraliach od 2010 roku. Recenzuje spektakle także dla artPapieru, Czasu Kultury i redaguje dział Teatr w „2Miesięczniku. Piśmie ludzi przełomowych”. Kiedy nie przesiaduje we wrocławskich teatrach lubi uprawiać turystykę teatralną, choć żałuje, że wciąż ma na to zbyt mało czasu.