Gruzy na szczycie (Sny o wojnie)

Gruzy na szczycie (Sny o wojnie)

Wojna to dla większości z nas zanurzonych po uszy w codzienności i przynależnych jej problemach tylko montaż przypadkowych ujęć oglądanych kątem oka do kolacji. Tu wystrzał z wyrzutni rakiet, tam jakieś ruiny, nie wiadomo czego, nie wiadomo gdzie. W najlepszym wypadku to wysokobudżetowa produkcja obficie zajadana popcornem, od wielkiego dzwonu dokument z niezależnej wytwórni, po którym przez kilka dni jest nam trochę przykro. Tymczasem okazuje się, że nawet jeśli wojna nas niezbyt interesuje, to wcale nie oznacza, że jesteśmy od niej wolni. Jej panowanie zaczyna się, kiedy zamykamy oczy, a przez eksplozje i serie z karabinów budzimy się rano głęboko wciągając powietrze. Trzeba pamiętać, że przed pierwszym wystrzałem zawsze był czyjś sen, a „kiedy się śpi, wszystko jest inne”. Opowieść o tych bitwach, o których nie przeczytamy w żadnym podręczniku snuje Agata Skrzypek na Scenie Supernova.

Sny o wojnie to surrealistyczna historia dwóch sióstr zamkniętych w układzie wymykającym się wszelkiej logice. Rytm przedstawienia wyznaczają migotliwe impresje oscylującego między realizmem a onirycznym liryzmem tekstu dramatu (również autorstwa Skrzypek). Równie nieuchwytne i nie dające się łatwo zakwalifikować są kreacje aktorek, które swobodnie poruszając się między konwencjami, tworzą zupełnie nową jakość. Roma (Joanna Sitko) nie wychodzi z łóżka, a dni upływają jej na rozmowach z pluszowym misiem imieniem Wojtek i przygotowaniach do nadchodzącej według niej nieuchronnie wojny. Płacenie rachunków za wspólne mieszkanie to raczej zadanie Sawy (Karolina Niemiec-Gustkiewicz), twardo stąpającej po ziemi karierowiczki. Sukcesy święciła już w dzieciństwie – mimo wady wymowy – samodzielnie nauczyła wypowiadać się „r”. Później oczywiście studia za granicą, pierwsza miłość i praca, w której bezbłędnie realizowała oczekiwania szefowej. Mieszkanie bohaterek mogłoby znajdować się gdziekolwiek, choć przypomina raczej to dziwne miejsce ze snów, o którym wiemy, że jest naszym domem, ale wygląda zupełnie inaczej niż go zapamiętaliśmy. Wokół sceny plącze się bluszcz, na podłodze porozrzucane są łazienkowe dywaniki, na ścianie wiszą zegar i czarno-białe zdjęcia. Najważniejsze jest jednak ogromne łóżko i biała pościel w czerwone maki, o których śpiewać będzie Roma.

Chciałabym, żeby nam było dobrze, patriotycznie. Nie chciałam nikogo urazić.” – tłumaczy się, kiedy rozdrażniona wojskową pieśnią Sawa wskaże na publiczność krzycząc: „Jesteś nienormalna, ci ludzie cię słuchają!”. Ta niepozorna wymiana zdań stanowi swoisty węzeł nawarstwiających się napięć, przenikających całe przedstawienie. I tak zarówno patriotyczna melodia w wykonaniu Romy, jak i jej koszmar o kostiumowej wojnie, w którym straszna nie była przemoc tylko „ten kicz i splendor”, mogą być wyrazem obawy przed infekującym zbiorową wyobraźnię fantazmatem bohaterskiej walki, rosnącą falą nacjonalizmu i już zupełnie rzeczywistym przeczuciem nieuchronnego konfliktu. Skrzypek jednak nie zamyka swojej scenicznej wypowiedzi w ramach jednoznacznego komunikatu, to my z postrzępionej narracji rodem z filmów Lyncha musimy ułożyć przekonującą nas opowieść – i co w tym przedstawieniu najlepsze, możemy ten proces powtarzać za każdym razem z innym wynikiem.

Jeśli skupimy się na historii sióstr i rozgrywanym między nimi konflikcie, wtedy powracający wciąż temat rozmowy o pracę – symbol natrętnej i przerażającej rzeczywistości dla Romy, a spełnienia marzeń dla Sawy – stanie się ogniskiem neuroz toczących społeczeństwo. Na jednej z kilku projekcji mężczyzna – prawdopodobnie prezes firmy – w urokliwym otoczeniu nieodzownej biurowej paprotki i tanich mebli z lat 90-tych zadaje siostrom absurdalne (choć jakże znajome) pytania. Wyniku rekrutacji nie znamy, ale tak naprawdę istotna jest niezbędna w każdej pracy „umiejętność radzenia sobie w sytuacjach kryzysowych”. Z jednej strony świat wysuwa wobec nas oczekiwania, które (jak dla Romy) mogą okazać się niemożliwe do spełnienia – wtedy lądujemy w łóżku i bardzo ciężko się z niego wygrzebać – pozostaje tylko śnić. Z drugiej – możemy w tych oczekiwaniach i kolejnych kryzysach się zatracić, oddając życie i swoje marzenia sprawie, która tak naprawdę nikomu nie służy (jak Sawa). Wojna to dla sióstr konflikt ze światem, ale też paradoksalne poczucie odpowiedzialności (i winy) za to, co rozgrywa się za oknem. To zarówno rozdźwięk między rzeczywistością a skrywanymi głęboko marzeniami, jak i walka z samym sobą i swoimi snami oraz pamięcią, uparcie zniekształcającymi rzeczywistość.

Osią przedstawienia zdaje się właśnie napięcie między wewnętrznym, osobistym doświadczeniem a nieprzystającym do niego środowiskiem. To, co intymne jest w Snach o wojnie nierozerwalnie związane z przepuszczonym przez oniryczny filtr światem. W jednej z kluczowych scen siostry słuchają muzyki, dzieląc się słuchawkami i tańczą beztrosko skacząc po scenie. Po chwili, kiedy Roma ułoży Sawę na swoim łóżku i pieczołowicie okryje ją kołdrą, opowiada sen, w którym umiera na wojnie z faszystami. Tymczasem elektroniczna muzyka pulsująca z głośników zostaje przerwana charakterystycznymi dźwiękami przypominającymi komputerowy błąd, a rzeczywistość spoza snu przejawia się już tylko w postaci echa fragmentów rozmów na odtwarzanym nagraniu. Siostry zaczynają mówić jednym głosem przechodzącym w krzyk, aż w końcu cięcie – budzimy się w świecie à rebours. Bohaterki zamieniają się miejscami: teraz Sawa leży przyklejona do łóżka, a Roma, która jak się okazuje odebrała jej wymarzoną pracę, protekcjonalnym tonem oznajmia: „to nie są czasy dla ciebie”. Odwraca się też cała układanka znaków i symboli rodem z Kosmosu Gombrowicza: to postać Niemiec-Gustkiewicz jest winna śmierci Marty – wyimaginowanej kobiety w ciąży, wykreowanej wcześniej w wyobraźni Romy – która zginęła uderzona w głowę słoikiem z piórkiem w środku, zrzuconym z balkonu. Wybuchła wojna, a wojna to taka sytuacja, w której wszystko jest dokładnie odwrotnie, niż byśmy chcieli. Okoliczności równie absurdalne, co ubrane w narrację o słoiku i śmierci poczucie winy Romy (Sawy?). Tymczasem codzienność, którą wymieniliśmy na sny, zginęła w ogniu walk. Tylko, że bez niej jest jeszcze gorzej. Ze snami trzeba uważać, z tymi o wojnie szczególnie – na szczęście na scenie możemy się o tym przekonać całkiem bezpiecznie.

Witold Loska, Teatralia Kraków

Internetowy Magazyn "Teatralia", numer 229/2018

Scena Supernova

Sny o wojnie

reżyseria, dramaturgia, scenografia: Agata Skrzypek

muzyka: Piotr Ulasiński

operator kamery: Marcin Korbas

dźwięk (materiały wideo): Piotr Ulasiński

montaż (materiały wideo): Piotr Paruch

obsada:  Karolina Niemiec-Gustkiewicz (Sawa), Joanna Sitko (Roma)

premiera: 2 marca 2018

fot. Gustavo Zeballos

Witold Loska, rocznik 1988, student Wiedzy o teatrze.