Gra o tron nad Gopłem (Balladyna)

Gra o tron nad Gopłem (Balladyna)

Agnieszka Olsten sięga po Słowackiego, by opowiedzieć o żądzy władzy, która jest motywem ludzkich działań, szczególnie tych wątpliwych moralnie. Reżyserka snuje swoją wizję Balladyny w sposób nieoczywisty, a jednocześnie wydaje się wyczerpująco realizować, a przede wszystkim komentować taką interpretację dramatu, która funkcjonuje jako najpowszechniejsza. Refleksje Olsten nadbudowane nad historią o malinach i miłości do Kirkora to jednak nie tyle artystyczny teatralny freestyle, ile rzeczowa analiza dzieła literackiego w zestawieniu z szerszym spojrzeniem na problematykę siły kobiet i władzy.

Jeżeli klucz maturalny z języka polskiego jest wciąż tak mało elastyczny, jak go zapamiętałam, zapewne Agnieszka Olsten nie zdałaby egzaminu, na którym padłoby pytanie o interpretację motywów działania Balladyny czy symbolikę utworu Słowackiego. Teatr Muzyczny Capitol tak sztywnymi ramami szczęśliwie nie operuje i pozostawia zaproszonej do współpracy reżyserce swobodę przedstawienia romantycznej tragedii zarówno w formie, jak i w treści. Spektakl obejmuje okres, który następuje już po koronacji Balladyny, a o tym, jak do tego doszło i co musiało się wcześniej zdarzyć, dowiadujemy się z opowieści bohaterów i retrospektywnych scen. Taki wybór czasu akcji rzutuje na wiodące problemy, o których zechcą opowiedzieć postaci dramatu – z tej perspektywy kwestia zdobycia korony jest już nieaktualna, a polem refleksji staje się to, jakim ciężarem może być przyjmowana wraz z nią odpowiedzialność.

Balladyna jest spektaklem groteskowym, co nie oznacza bynajmniej, że reżyserka nie traktuje Słowackiego i jego myśli poważnie. Karykaturalne przerysowanie idzie w parze z aurą nieoczywistych znaczeń i ambiwalentnych ocen. Żadnego z bohaterów przedstawienia Olsten nie da się ocenić jednoznacznie, a próby wartościowania ich zachowań czy wyborów dostarczają zdecydowanie więcej pytań niż odpowiedzi. Reżyserka przy pomocy groteski niejako rozbraja dramat, znajdując w tym metodę na sproblematyzowanie kwestii dostępu do władzy, brzemienia, jakie niesie ona za sobą, a wreszcie konsekwencji podejmowania decyzji – nie tylko przez tytułową postać, ale i przez pozostałych uczestników nadgoplańskich wydarzeń.

Już pierwsze sceny obnażają ironiczne zapędy twórców, którzy perfekcyjnie bawią się formą teatralną w ogólności i teatrem muzycznym w szczególe – w tej masce najlepiej odnajduje się grająca tytułową rolę Agnieszka Kwietniewska, kreując postać budzącą respekt i tworzącą wokół siebie aurę bycia właściwą osobą na właściwym miejscu, lecz pozostającą przy tym mocno karykaturalną wersją bohaterki Słowackiego. Dystans, z jakim Kwietniewska odtwarza tak skonstruowaną postać – ujawniający się przede wszystkim w stosunku bohaterki do pozostałych postaci, ale nierzadko również do wygłaszanego przez siebie tekstu – jest przez aktorkę podkreślany nader często, przez co konfrontacje Balladyny z siostrą czy Kirkorem nabierają pastiszowego zabarwienia. Daleko posunięta ironia ma w tym przypadku także inną funkcję: determinuje stosunek bohaterki do otaczającego ją świata. Przyjęta przez twórców groteskowość przełamuje tendencyjną interpretację dramatu, który chciałoby się odczytywać głównie przez pryzmat miłosnego trójkąta. Balladyna Kwietniewskiej sama nie wierzy w to, co mówi, gdy usiłuje przekonać Kirkora, że kocha go bardziej niż Alina – wszystkie uwagi na temat dzbana malin padają z capitolowej sceny również w tonie niepozbawionym sarkazmu. Reżyserka szybko uporała się z pokutującymi lekturowymi kalkami, sprawiając, że patrzymy na spektakl tak, jakby ktoś odsłaniał mocno zatuszowany, niewidoczny dotychczas drugi plan, który okazuje się dużo ciekawszy niż nęcący miłosną intrygą, powierzchowny ułamek problematyki.

Na Scenie Ciśnień rozgrywają się wydarzenia, których nie powstydziłby się George R.R. Martin – pełnokrwiste, charakterne postaci zmagają się ze sobą w dążeniu do uzyskania władzy. Olsten w tym boju zdecydowanie kibicuje kobietom, tworząc męskie postaci (Kirkor, Fon Kostryn, Grabiec) raczej pokraczne i skazane w tej potyczce na porażkę. Alina (Ewa Szlempo), choć prezentuje się z pokiereszowaną twarzą, nie jawi się jako postać przegrana – w rozmowach z siostrą wchodzi w rolę tej bardziej naiwnej, ale jej poświęcenie i determinacja mimo wszystko budzą podziw. Równie dumna jest Goplana (Justyna Antoniak), sterującą całą intrygą i żądna władzy w stopniu porównywalnym do tego, jak bardzo o potędze śni – świadomie lub nie – Balladyna.

Twórcy spektaklu z jednej strony intensywnie zajmują się tekstem oryginału, zestawiając go choćby z innymi utworami Słowackiego, a z drugiej jednak proponują widzom wiele nieoczywistych interpretacyjnie scen. O dziwo nagromadzenie tych wieloznaczności nie powoduje w Balladynie chaosu, zwłaszcza dzięki pracy Olafa Brzeskiego, wykonującego na żywo swoje kaligraficzne rysunki. We fragmentach, które zostały pomyślane jako piosenki, prace Brzeskiego stanowią swego rodzaju live teledyski, porządkujące przy tym wyśpiewywany przez aktorów tekst. To zabieg ciekawy nie tylko ze względów scenograficznych, ale także świetnie dopasowany do stylistyki spektaklu. Powstające na naszych oczach rysunki Brzeskiego wyświetlane są przy pomocy rzutnika w formie wielkiego obrazu zawieszonego nad sceną.

Olsten tworzy we wrocławskim Capitolu spektakl odważny i bezkompromisowy, który wymaga od widza poza stuprocentową atencją również pewnej otwartości na zmianę kierunku myślenia o Słowackim i jego tekstach. Trudno doszukiwać się w Balladynie słabych punktów, ale pomimo wyrównanego – wysokiego! – poziomu całej produkcji scenę i tak kradnie Agnieszka Kwietniewska, która tworzy postać nietuzinkową, inną od Balladyn, jakie zwykliśmy sobie wyobrażać. Taka brawura opłaciła się twórcom, bo dobrze znana bohaterka umieszczona w nieco odmiennych okolicznościach i kontekście zyskuje nową twarz – królowa ze swymi rozterkami, dająca ponieść się emocjom czy żądzy władzy staje się tym samym bardziej ludzka.

Katarzyna Mikołajewska, Teatralia Wrocław

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 192/2017

Teatr Muzyczny Capitol

Balladyna

Juliusz Słowacki

adaptacja tekstu Juliusza Słowackiego: Tomasz Jękot, Silvermoon & Willow

reżyseria: Agnieszka Olsten

muzyka: Kuba Suchar

scenografia i kostiumy: Olaf Brzeski

obsada: Justyna Antoniak, Agnieszka Kwietniewska, Ewa Szlempo, Artur Caturian, Konrad Imiela, Adrian Kąca, Błażej Wójcik, Olaf Brzeski

premiera: 10 lutego 2017

fot. Krzysztof Bieliński

Katarzyna Mikołajewska – rocznik 89. Absolwentka kulturoznawstwa ze specjalnością krytyka artystyczna. W teatraliach od 2010 roku. Recenzuje spektakle także dla artPapieru, Czasu Kultury i redaguje dział Teatr w „2Miesięczniku. Piśmie ludzi przełomowych”. Kiedy nie przesiaduje we wrocławskich teatrach, lubi uprawiać turystykę teatralną, choć żałuje, że wciąż ma na to zbyt mało czasu.