Gesty, tiki, pozy, czyli w sidłach władzy (Władza)

Gesty, tiki, pozy, czyli w sidłach władzy (Władza)

O meandrach tytułowej władzy twórcy spektaklu w radomskim Teatrze Powszechnym opowiadają z rozmachem, wykorzystując liczne możliwości, które mają do dyspozycji twórcy teatralni. Dzięki scenie obrotowej wciąż zmieniają się przestrzenie. Znakomita muzyka odzwierciedla emocje bohaterów, tworzy niesamowity nastrój, czaruje publiczność. Wizualizacje kryją wieloraki przekaz symboliczny, wzbogacają dekoracje. Ruch sceniczny, dopracowany i perfekcyjny, wypełnia scenerię, bawi i niepokoi. Stroje zachwycają swoją elegancją, dbałością o szczegół, wyjątkowością. Widza frapują gesty i pozy postaci tego spektaklu.

Reżyser Władzy, Andrzej Bubień, przenosi widownię w wiek XVII do Francji, w czasy panowania młodziutkiego Ludwika XIV, który krok po kroku poszerza zakres swojego panowania, staje się władcą absolutnym, królem słońce, ucieleśnieniem idei „państwo to ja”. Po pomysłowo zaaranżowanych sceneriach snuje się zatem młody król grany przez Łukasza Stawowczyka. To rola niebanalna, wielowymiarowa, niezwykle sugestywna, pełna emocji i zaangażowania. Aktor świetnie balansuje między pełnym wigoru i radości życia młodzieńcem a zdesperowanym i coraz bardziej bezwzględnym władcą. Towarzyszy mu niekiedy jego androgyniczny brat Filip, w którego rolę wciela się równie przekonujący Karol Puciaty. Postać to nietuzinkowa – książę w spódnicy, w różowej peruce, z umalowanymi ustami, człowiek wrażliwy, niekiedy niestabilny emocjonalnie. Wykreowana przez Puciatego rola jest niezwykle barwna, zabawna, często rozładowująca ponury nastrój. Aktor wspaniale oddaje skomplikowaną osobowość bohatera, widać, że świetnie się bawi, kreując tę postać.

Należy jednak podkreślić, że oprócz tych dwóch znakomicie stworzonych ról pozostali aktorzy też świetnie sobie poradzili ze swoimi. Wszyscy są prawdziwi i przekonujący: starzejący się sybaryta i hedonista Fouquet grany przez Jarosława Rabendę; władcza królowa-matka o zawsze kamiennej twarzy, czyli Izabela Brejtkop; racjonalny i poukładany do bólu urzędnik Colbert stworzony przez Łukasza Wegrzynowskiego; Maria Gudejko w roli kokieteryjnej trzpiotki Henrietty oraz Joanna Zagórska jako wywodząca się z ludu kochanka króla, której metamorfozę z prostej dziewczyny w dostojną kobietę widz ma okazję obserwować na deskach teatru.

Nie wolno zapomnieć o grupie aktorów w maskach, perukach, wytwornych i zwiewnych strojach, snujących się z gracją po scenie, będących tłem intryg wyższych sfer, bezimiennym dworem sprawiającym, że scenografia staje się delikatniejsza, miększa, a atmosfera swobodniejsza i bardziej przyjazna.

Władza to również świetne dialogi, prowadzone najczęściej pomiędzy dwójką bohaterów. Powstaje wówczas kapitalna wymiana zdań, mocno symetryczna, w której kwestie wypowiadane są, jak gdyby była to retoryczna gimnastyka synchroniczna (najlepiej wypadają tu rozmowy bohaterów z Colbertem, gdzie słowo pada przeciwko słowu, nie ma nawet odrobiny rozwlekłości, każdy element jest niezbędny, nigdzie nie zostaje naruszona konwersacyjna maksyma ilości).

Poza bezwzględnie świetnym tekstem, uwagę widza przykuwają wspomniane już teatralne pozy i gesty postaci. Królowa jest zawsze sztywna, wyniosła, „zamknięta” w swoich strojach, niespokojnie poleruje palcem pierścień i wodzi dłonią po bransoletce. Ludwik za to jest niezwykły dynamiczny, raz naśladuje ruchy Fouqueta, raz zdaje się tańczyć paso doble, innym razem przybiera pomnikową pozę, jego ruchy są wyreżyserowane przez emocje, zawsze adekwatne do sytuacji. To postać będąca w ciągłym przeobrażaniu się, nigdy niezaznająca stanu constans.

Na tle całego przedstawienia niepokojące są nieznaczne, ale przykuwające wzrok gesty, tiki, ruchy palców Filipa, jego żony Henrietty i matki. Palce przebiegające w pustce powietrza, podążające przez przedramiona bohaterów wytwarzają poczucie niepewności, tajemniczości, trochę śmieszą, trochę przerażają, ale przede wszystkim intrygują. Skąd się wzięły u rodziny królewskiej? Co oznaczają? Jednak naprawdę przerażające jest coś innego…

Nie jest to bowiem spektakl o tym, jak władza uderza do głowy jednostce, ale o tym, jak usidla wszystkich dookoła, kształtuje niebezpieczne precedensy, sprawia, że ten, kto ją ma, chce górować nad wszystkim i wszystkimi, nie dać się przyćmić przez kogokolwiek, być jedynym słońcem na firmamencie. Być słońcem w ciemnej, niestety, przestrzeni smutnych manekinów i marionetek, gdzie król ma prawo zmienić system, bo chce, i ma prawo wyeliminować przeciwnika, bo może. Bo państwo to on.

 

Michał Kański, Teatralia Radom

Internetowy Magazyn Teatralny, numer 207/2017

 

Teatr Powszechny im. Jana Kochanowskiego w Radomiu (Scena Duża)

Nick Dear

Władza

Przekład: Elżbieta Woźniak

Reżyseria: Andrzej Bubień

Scenografia i kostiumy: Anita Bojarska

Muzyka: Piotr Salaber

Choreografia: Olga Wąchała

Projekcje: Maria Porzyc

Obsada: Izabela Brejtkop, Maria Gudejko, Joanna Zagórska, Karol Puciaty, Jarosław Rabenda, Łukasz Stawowczyk, Łukasz Węgrzynowski, Aleksandra Bogulewska, Agnieszka Grębosz, Patrycja Kowalewska, Przemysław Bosek, Marek Braun, Mateusz Michnikowski, Iga Jasiuk, Karolina Sukiennik, Patryk Grochala, Michał Kielski

Premiera: 18 marca 2016

fot. Marian Strudziński