Gdzie ci herosi? (Superspektakl)

Gdzie ci herosi? (Superspektakl)

Twórcy Superspektaklu podejmują próbę znalezienia współczesnego superbohatera. Pomysł wydaje się kuszący: zaostrzające się konflikty polityczne i coraz silniejsze niepokoje społeczne rodzą tęsknotę za dobrym opiekunem, który zawsze wiedziałby co robi. Niestety, ktoś taki nie pojawia się nigdy, a na tym głęboko w nas zakorzenionym, dziecinnym marzeniu żerują różnej maści manipulatorzy.

Superspektakl jest pierwszym przedstawieniem, w którym na scenie spotykają artyści Teatru 21 z aktorami teatru instytucjonalnego. Dla zespołu Justyny Sobczyk to okazja na wejście do teatralnego mainstreamu, co wiąże się także z poszerzeniem dotychczasowej problematyki. Służy temu przekonująca, ale nienachalna analogia między problemem wykluczania i dyskryminowania osób z niepełnosprawnością, (który do tej pory był głównym tematem prac zespołu), a stosowania podobnych strategii wobec tych, którzy, pozostając rzekomym suwerenem, pozbawieni są bezpośredniej władzy: a więc w zasadzie wszystkich.

Spektakl pierwotnie miał być oparty na przygodach V, znanego z V jak Vendetta, jednak twórcy nie otrzymali pozwolenia na wykorzystanie jego wizerunku. Chociaż autorka odmownego listu wyraża wielkie uznanie dla działalności Teatru 21 i jego pracy na rzecz inkluzji osób z niepełnosprawnością intelektualną, jej jawna niechęć do udzielenia prawdziwego wsparcia nie napawa optymizmem. Wspaniałomyślnością rządzą prawa rynku – nie da się zarobić, pozwalając niewidocznej grupie na używanie popularnych znaków towarowych. Wykluczeni pozostaną wykluczonymi, ponieważ włączanie ich w pole kultury czy rynku się nie opłaca.

Doskonale wyraża to scena, w której aktorzy gromadzą się wokół gabloty zawierającej strój batmana i fantazjują o tym, czego by dokonali, gdyby tylko mogli go założyć. Dopóki gablota pozostaje zamknięta, nie będą mogli zrealizować swoich marzeń. Kostium dałby im głos, widzialność i przede wszystkim wiarę we własne sprawstwo. Jest w tej scenie bezsilność i frustracja, ale równocześnie wiele humoru, który powstrzymuje od pogrążenia się w apatii. Co więcej, staje się impulsem do stworzenia własnej drużyny superbohaterów.

Przez większość czasu spektakl balansuje na granicy euforycznej naiwności: aktorzy przeistaczają się w superbohaterów, skacząc na trampolinie, następnie zakładają partię polityczną. Widzowie także zgłaszają swoje postulaty, utrzymuje się atmosfera euforii, która sztucznie nadmuchiwana, staje się nieznośna. Powoli robi się jasne, że to do niczego nie prowadzi. Nie założymy partii, jesteśmy przecież w teatrze. Chorobliwy entuzjazm zaczyna obnażać swoją polityczną niemoc, natomiast poczucie znużenia rodzi oczekiwanie na przełamanie impasu. Z krępującej sytuacji wybawia superbohaterów kandydat (Jacek Beler) chcący do nich dołączyć. Jest skupiony, charyzmatyczny, natychmiast budzi zaufanie. Pozostali superbohaterowie przyjmują go chętnie, co on błyskawicznie wykorzystuje, przejmując władzę.

Wychodząca od niezgody na wykluczenie próba stworzenia nowego porządku politycznego, kończy się klęską. Marzenia o stworzeniu wspólnotowej utopii zostają zniszczone nie przez zewnętrzną agresję, ale przez naiwność jej twórców, którzy nie dostrzegli w porę zagrożenia. Ulegli marzeniu o silnym przywódcy i zostali wypchnięci ze sceny zamieniając się w mickiewiczowską lawę, pod której twardą skorupą nie płonie już ogień. Schowani w umieszczonym na scenie dużym sześcianie reprezentują uśpione społeczeństwo. Zamykając się w sobie, pielęgnują iluzję niezależności, jak we śnie, z którego nie mogą się obudzić. Zostaje im tylko przeświadczenie, że coś utracili i już nawet nie żal, ale obojętność.

Najważniejsze dla spektaklu kwestie rozstrzygają się w ciągu ostatniego kwadransa, co skutkuje dłużyznami w niemal dwugodzinnym przedstawieniu. Te dramaturgiczne niedociągnięcia tłumaczy częściowo ewolucyjna forma przedstawienia, prowadząca długą krętą ścieżką politycznych prób i błędów ku nieznanemu finałowi. Tym, co może zadecydować o sukcesie tej produkcji jest fakt, że z Superspektaklu każdy, niezależnie od wieku i teatralnego stażu może wyciągnąć coś dla siebie. Stąd także eklektyczna forma, w której sceny niosące banalnie, uniwersalne przesłanie o wartościach patriotyzmu funkcjonują obok komentarzy dotyczących bieżącej polityki. To chwilami męcząca, ale w gruncie rzeczy dobrze sprawdzająca się propozycja na robienie teatru skierowanego do możliwie szerokiej publiczności.

Walor edukacyjny włączony w bardzo dobre przedstawienie stanowi cenne dopełnienie. Gorzkie zakończenie podkreśla palącą potrzebę działania, budowania dojrzałego, demokratycznego społeczeństwa, które nie da się zwieść manipulantom cynicznie wykorzystującym lęk i niepewność. Podobne produkcje są obecnie bardzo potrzebne. Polityka jest sprawą nie tylko dorosłych i teatr polityczny także nie powinien mówić tylko do nich.

Ida Ślęzak, Teatralia Warszawa

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 218/2018

Teatr Powszechny im. Zygmunta Hübnera w Warszawie

Superspektakl

reżyseria: Justyna Sobczyk, Jakub Skrzywanek

scenariusz (na podstawie improwizacji aktorów): Justyna Lipko-Konieczna, Justyna Sobczyk i Jakub Skrzywanek

dramaturgia: Justyna Lipko-Konieczna

scenografia: Barbara Hanicka

kostiumy: Wisła Nicieja

ruch sceniczny: Justyna Wielgus

muzyka: Kamil Tuszyński

reżyseria światła: Piotr Pieczyński

wideo: Wojtek Kaniewski

koordynacja produkcji: Katarzyna Stępniak

inspicjent: Barbara Sadowska

Obsada: Magdalena Koleśnik, Aleksandra Skotarek, Julia Wyszyńska, Jacek Beler, Grzegorz Falkowski, Jan Adam Kowalewski, Michał Pęszyński, Piotr Swend

Ida Ślęzak - studentka kulturoznawstwa i filozofii Uniwersytetu Warszawskiego

fot. Magda Hueckel