Dobro w strzępkach (O dobru)

Dobro w strzępkach (O dobru)

Dobro znajduje sobie coraz lepsze kryjówki i coraz skuteczniej się kamufluje – taką skrótową refleksją można by skwitować spektakl Strzępki i Demirskiego. W dość przewrotnie zatytułowanej sztuce O dobru widzowie raz po raz chwytani są w sieć groteskowych wzruszeń i śmiechu przez łzy.

Industrialny klimat Galerii Labirynt, mieszczącej się w dawnym warsztacie samochodowym, znakomicie wpisał się w nastrój przedstawienia. Płachta czarnego materiału oddzielająca foyer od sali widowiskowej, nieco prowizoryczne podesty pełniące funkcję widowni – takie warunki idealnie współgrały z preludium spektaklu, kiedy to na scenę wyszła Agnieszka Kwietniewska w charakteryzacji à la Amy Winehouse i płaczliwym głosem zaczęła tłumaczyć się z nieudanego widowiska, z artystycznej porażki, której świadkami będziemy. Aktorzy porzuceni przez reżysera postanowili bowiem mimo wszystko zaprezentować  niedopracowany efekt swoich prób. Przez kilka minut oglądamy zatem scenę napadu na bank, w której – na zasadzie pastiszu – pobrzmiewają echa stylu Demirskiego. Następnie ukłony, kwiaty i płynący z głośników kultowy kawałek The End Doorsów.

Jednak już po chwili rozpoczyna się akcja właściwa. Przenosimy się w nieodległą przyszłość, do roku 2016, do – jakżeby inaczej – MOPS-u. Pierwszym elementem scenicznej przestrzeni, jaki rzuca się w oczy, jest wielki szkielet dinozaura. Pod nim zdezelowane szpitalne łóżko, a pod łóżkiem – żółte worki z ziemią kwiatową. Prawą stronę okupuje stara kuchenka z piekarnikiem i garnkami; obok niej plastikowy stolik z parasolką, zastawiony akcesoriami iście grillowymi – papierowe kubeczki, talerzyki, jakiś termos. W takiej bieda-scenerii grupa nieprzystosowanych do rzeczywistości po transformacji bierze udział w terapii pod dowództwem kategorycznej psycholożki w białym kitlu (Angelika Cegielska). Wśród pacjentów są m.in. dziennikarze, z rozrzewnieniem wspominający bajeczne lata 90. w „Gazecie Wyborczej”, obywatelka kultury ze skłonnością do protestów i petycji (Małgorzata Białek) czy przedstawicielka tzw. klasy średniej, energiczna i pewna siebie (Mirosława Żak). Co ciekawe, żadna z postaci nie ogranicza się wyłącznie do jednej tożsamości (z wyjątkiem Amy, ale to już osobny wątek). Dziennikarze GW są równocześnie słynnym duetem Woodward & Bernstein z „Washington Post”, śledzącym aferę Watergate, oraz (to już, zdaje się, osobowość wieloraka) aktorami Perkowskim i Kłakiem, czyli po prostu sobą. Dziecko ubogiej matki (Rozalia Mierzicka), szykanowane przez szkolnych kolegów, jest również reżyserką, która w studiu radia TOK.fm nie potrafi sprzeciwić się nadętemu prezenterowi i wyrazić swoich przekonań. Wreszcie harda businesswoman wchodzi w rolę Sony Music Entertainment.

W terapię wpleciona jest historia kariery Amy Winehouse (w dość syntetycznym ujęciu) oraz rekonstrukcja jej ostatniego koncertu w Belgradzie, narodziny gwiazdy i jej stopniowe umieranie pod ciężarem twardych reguł rządzących przemysłem muzycznym. Sztuka ginie, a człowiek staje się najmniej ważny, gdy chodzi o pieniądze – najważniejsze wszak, że „kochane bileciki” uratowane. Kwietniewska, brawurowo wykonująca Rehab, wykrzykująca „Hello Belgrad!” i chwiejnym krokiem przemierzająca scenę, jest wyjątkowo mocnym akcentem w tym kolażu wątków. Zaryzykowałabym wręcz tezę, że to właśnie Amy i jej opowieść na dłużej pozostaje w pamięci, podczas gdy pozostałe elementy tej układanki (tego misz-maszu?) ulatują dość szybko, pozostawiając w głowach widzów jedynie fragmentaryczne zamyślenie. Nawarstwienie tematów i postaci pozwala wprawdzie na pokazanie szerokiej gamy zjawisk, w których dobro mogłoby się łaskawie objawić, gdyby tylko chciało, ale jednocześnie wprowadza pewien nadmiar zamieszania, który zdaje się rozsadzać strukturę spektaklu.

Bez odpowiedzi wciąż pozostaje kluczowe pytanie: gdzie podziało się tytułowe dobro? Czyżby w zupie gotowanej przez obywatelkę kultury dla umierającego na raka Carla Bernsteina? W jajecznicy przyrządzonej przez kogoś z publiczności dla egoistycznej biznesmenki, „żeby starczyło dla wszystkich”? Wszystko to przecież na polecenie terapeutki, jako element leczenia. Szukajmy więc dalej – może dobro schowało się w motywach klamrowo spajających przedstawienie: przytulaniu widzów przez aktorów na początku i wspólnym śpiewaniu You’ll never walk alone przy ognisku na zakończenie? To rzeczywiście gesty, które na pozór wytwarzają familiarną atmosferę integracji, bliskości. Ale gdy doraźne emocje opadną, pojawia się myśl, że to również zostało nakreślone ironiczną kreską. Dobro zaś należy tylko do przeszłości, jak ów gigantyczny szkielet stwora z prehistorii, który zgubił drogę do muzeum.

Katarzyna Łupińska, Teatralia Lublin
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 74/2013

XVII  Międzynarodowy Festiwal Konfrontacje Teatralne w Lublinie

Teatr im. Jerzego Szaniawskiego w Wałbrzychu

O dobru

reżyseria, światła: Monika Strzępka

tekst: Paweł Demirski

muzyka: Jan Suświłło

scenografia, kostiumy: Michał Korchowiec

obsada: Agnieszka Kwietniewska, Małgorzata Białek, Angelika Cegielska, Andrzej Kłak, Filip Perkowski, Rozalia Mierzicka, Mirosława Żak

premiera: 27 kwietnia 2012

fot. Maciej Rukasz