Daj mi kanapkę z hajsem (Idiota)

Daj mi kanapkę z hajsem (Idiota)

Zaledwie pół roku minęło od bielskiej premiery Idioty Dostojewskiego w reżyserii Janusza Opryńskiego, a w Teatrze im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie wystawiono kolejną  wersję tej wielkiej rosyjskiej powieści (reżyseria – Szymon Kaczmarek, adaptacja Żelisław Żelisławski). To ciekawe, że w tak krótkim odstępie czasowym na dwóch różnych scenach powstały odmienne adaptacje Idioty.

Twórcy rzeszowskiej premiery, w przeciwieństwie do Opryńskiego, pominęli zupełnie aspekt „jurodstwa” głównego bohatera – w spektaklu ani razu nie pada słynne zdanie: „(…) książę jest jurodiwy, a takich Pan Bóg lubi”. Myszkin (Mateusz Mikoś) przechadzający się po scenie w samej bieliźnie i długowłosej peruce jeszcze przed rozpoczęciem spektaklu robi wrażenie kruchego i bezbronnego. Idiota w jego wykonaniu jest nie tyle obłąkany, ile wyjątkowo empatyczny. Posiada zdolność współodczuwania, która w połączeniu z umiejętnością obserwowania, tworzy frapującą kombinację. W porównaniu z pozostałymi bohaterami przedstawienia – Rogożynem (Szymon Rząca) i Ganią (Mateusz Marczydło) – książę jawi się jako osoba ufna i naiwna.

Żelisławski i Kaczmarek uzewnętrzniają wrażliwość Myszkina, wykorzystując nowe media. Przez większość spektaklu na dużym ekranie z tyłu sceny wyświetlane są zbliżenia twarzy Mikosia i części widowni rejestrowane przez kamerę na żywo. Robi to szczególne wrażenie w tych fragmentach, w których postać księcia znajduje się na drugim planie, a pozostali aktorzy wypowiadają swoje kwestie. Widzimy jak Myszkin blednie za każdym razem, gdy jego towarzysze obrzucają się wyzwiskami i nawzajem upokarzają. Na przykład w scenie urodzin Nastazji Filipownej (Sylwia Gola), podczas których pozornie niewinna gra towarzyska (goście mają za zadanie opowiedzieć swój najgorszy postępek w życiu) zamienia się w gwałtowną rywalizację pomiędzy dwoma głównymi kandydatami do ręki dziewczyny – Rogożynem i Ganią. Projekcje sylwetki Mikosia na tle widowni tworzą również klimat programów telewizyjnych typu Saturday Night Live kręconych przy udziale publiczności, w których dyskutuje się bieżące problemy. Widz ma poczucie przynależności do wspólnoty ludzi oglądających przedstawienie o świecie, który pod wieloma względami przypomina ich własną rzeczywistość. Szczególnie w tych momentach, w których ze sceny padają wypowiedzi do złudzenia przypominające współczesne slogany z programów rozrywkowych lub publicystycznych: „Wyzywam was wszystkich ateistów: czym uratujecie świat? Czym? Kredytem?”. –  krzyczy Lebiediew – pijak i miłośnik Apokalipsy Św. Jana – świetnie zagrany przez Roberta Żurka. Nawiązania do współczesności manifestują się w doborze kostiumów i w sposobie bycia głównych bohaterów. Na przykład Rogożyn – ubrany w futro i sportowe buty – zwykle pojawia się w asyście dziwek w kabaretkach i mini spódniczkach (Mariola Łabno – Flaumenhaft i Joanna Baran). Kobiety nieustannie mizdrzą się do przenośnej kamery, poprawiają włosy, mruczą coś pod nosem. W ich towarzystwie Rogożyn zachowuje się jak agresywny przywódca osiedlowej bandy – wygłasza pogróżki pod adresem swoich rywali, patrzy spode łba. Jego przechwałki zabawnie kontrastują z harcami, które z boku sceny wyprawiają kobiety z jego świty – ostentacyjnie wkładają lizaki do buzi, przybierają wulgarne pozy. Widok tej wesołej ferajny wywołuje skojarzenia z video Hajs Mister D, w którym Dorota Masłowska, paradująca w tandetnej imitacji raperskiego stroju podśpiewuje: „(…) daj mi kanapkę z hajsem”.

Idiota Kaczmarka i Żelisławskiego to znacznie więcej, niż tylko luźna adaptacja powieści Dostojewskiego, podrasowana gagami aktorskimi i ciekawymi rozwiązaniami inscenizacyjnymi. Rzeszowski spektakl, to przede wszystkim opowieść o życiu w świecie, w którym ludzie dla pieniędzy zrobią wszystko. Osobą najbardziej skrzywdzoną kultem pieniądza jest Nastazja Filipowna (Sylwia Gola). Dawna wychowanka milionera Tockiego (Paweł Gładyś), nie może pogodzić się z traumą z przeszłości. Nastazja wielokrotnie wykrzykuje tonem skrzywdzonego dziecka „(..) byłam dziewczynką Tockiego!”. W zderzeniu ze starannie wyartykułowanymi kwestiami Gładysia intonacja jej głosu i tempo mówienia momentami wydają się nonszalanckie i niedbałe. Być może ta maniera młodej aktorki jest próbą odcięcia się od stereotypowej kreacji Nastazji – upadłej – zmysłowej kobiety. W wykonaniu Goli, Filipowna nie epatuje seksem. Przypomina zbuntowaną, zranioną emocjonalnie nastolatkę. U Kaczmarka chorobliwa niechęć Nastazji do małżeństwa jest wyrazem buntu wobec przedmiotowego traktowania kobiet. Filipowna nie chce być trofeum dla interesownego Gani i zapalczywego Rogożyna. Jest również zbyt pozbawiona złudzeń, aby zaryzykować trwały związek z naiwnym księciem Myszkinem. Musi ponieść klęskę tak jak pozostali bohaterowie. W finale Rogożyn zmywa podłogę swojego rodzinnego domu olbrzymim mopem. Ta scena ma duży ładunek emocjonalny – być może sugeruje widzom, że cierpienie ma zawsze skutki uboczne, które należy zlikwidować tak jak brud, którego za wszelką cenę chce się pozbyć mężczyzna. Muzyka (realizacja dźwięku: Tomasz Lupa) dodająca epickości prezentowanym wydarzeniom brzmi wtedy wyjątkowo złowrogo. Wywołuje również pewne skojarzenia z ścieżką dźwiękową: 2001: Odysei Kosmicznej Stanleya Kubricka. Podróż przez wszechświat Idioty widz musi jednak odbyć sam – Kaczmarek i Żelisławski mogą mu tylko wskazać drogę.

 

Katarzyna Bolec, Teatralia Rzeszów,

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 221/2018

Teatr im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie

Fiodor Dostojewski

Idiota

Reżyseria: Szymon Kaczmarek

Adaptacja, dramaturgia, opracowanie muzyczne Żelisław Żelisławski

Przekład Justyna Gładyś

Scenografia: Kaja Migdałek

Obsada Joanna Baran, Sylwia Gola, Mariola Łabno-Flaumenhaft, Paweł Gładyś, Mateusz Marczydło (gościnnie), Mateusz Mikoś, Szymon Rząca, Robert Żurek

Premiera: 14 stycznia 2018

fot. Michał Ramus