Czy jest tu Czarna Kucharka? (Blaszany bębenek)

Czy jest tu Czarna Kucharka? (Blaszany bębenek)

Nadeszła długo wyczekiwana premiera spektaklu, który od miesięcy wzbudzał kontrowersje swoją kampanią reklamową – Blaszanego bębenka w reżyserii Wojciecha Kościelniaka w Teatrze Muzycznym CAPITOL. Co ciekawe, wrocławska produkcja scenicznej adaptacji powieści Güntera Grassa miała miejsce dokładnie w 59. rocznicę wydania pierwowzoru. Spektakl Wojciecha Kościelniaka jest zarówno hołdem dla twórczości pisarza, jak i samodzielnym bytem, niezależną opowieścią ze współczesnym przesłaniem.

Przedstawienie przenosi widzów do Wolnego Miasta Gdańsk końca lat 30. XX wieku, gdzie na świat przychodzi Oskar Matzerath (Katarzyna Pietruska), główny bohater oraz narrator wystawianej na scenie historii. Jako trzylatek zdecydował się przestać rosnąć, czym wprawił swoich rodziców i całe otoczenie w zdumienie, które z czasem przekształciło się w grozę. Jego oczami obserwujemy rozkwit rodzinnego miasta, stopniowy rozwój hitleryzmui wybuch II wojny światowej.

Najbardziej ujmująca w całym spektaklu jest jego koncepcja. Tak jak w powieści historia opowiedziana zostaje z perspektywy dziecka, które w ramach sprzeciwu wobec świata przestało rosnąć. Taki zabieg sprawia, że ma ona absolutnie wyjątkowy charakter. Dzieci często same bawią się w teatr i tworzą opowieści, które są „odgrywane” przez  lalki i pluszaki. Tak samo dzieje się i tutaj. Artystów upodobniono do marionetek, ubrano w stroje z wyciętymi na plecach dziurkami na klucze, którymi można ich nakręcić; część z nich nosi maski zwierząt. Oskar ma nad nimi widoczną władzę, jest panem historii i decyduje o tym, co widz zobaczy, a czego nie. Gdy nudzi się lub przedstawiany fragment sztuki nie przypada mu do gustu, każe zabawkom przestać grać i przechodzi do kolejnej sceny swojej opowieści.

Z kostiumami współgra scenografia, za oba elementy oprawy plastycznej odpowiada bowiem Anna Chadaj. Głównym elementem dekoracji jest papierowa ściana ustawiona z tyłu sceny. W trakcie poszczególnych fragmentów spektaklu wyświetlają się na niej różne obrazy – zamienia się w szkolną tablicę, w mur na podwórku, na którym dzieciaki wypisały różne sprośne żarciki, innym razem prezentowane są na niej konstelacje gwiazd lub nazistowskie symbole.

Obsada spektaklu jest rzeczywiście ogromna i choć wszyscy spisali się wspaniale, to na ogromną uwagę zasługują przede wszystkim tancerze. Choreografia autorstwa Eweliny Adamskiej-Porczyk stanowi duże wyzwanie, pełno w niej zmian ustawień, kostiumów i charakteryzacji. Pomimo takiej liczebności artyści są ze sobą zsynchronizowani, wszystkie przejścia i układy wykonują z niesamowitą precyzją, bez najmniejszych potknięć. Z jednej strony podnosi to wartość przedstawienia pod względem technicznym, z drugiej –samo w sobie jest bardzo imponujące. Tak umiejętne wykonanie skomplikowanej i różnorodnej, bo składają się na nią i układy swingowe, i taniec nowoczesny, choreografii ogląda się z wielką przyjemnością.

Pod względem aktorskim i wokalnym przedstawienie wypada równie olśniewająco. Utwory skomponowane w klimacie jazzowym wydają się tak skonstruowane, aby dać aktorom jak najwięcej pola do popisu. I każdy po kolei to pole wykorzystuje. Wszyscy artyści świetnie bawią się na scenie, bije od nich prawdziwa energia i żywiołowość, a w pewnych momentach ich sceniczny dialog zamienia się w rozmowę z widownią. Spektakl pełen jest elementów komicznych, jeden z nich stanowi portret dość osobliwej rodziny Oskara, trójkąta miłosnego między jego matką, Agnieszką (w tej roli niesamowita Agnieszka Oryńska-Lesicka), a domniemanymi ojcami, mężem Matzerathem (Artur Caturian) i kochankiem Janem (Błażej Stencel), którym lojalnie towarzyszy babka chłopca, rodowita Kaszubka (grana przez fantastyczną Justynę Szafran). Tak różnorodna mieszanka często doprowadza widza do śmiechu swoją nietypowością.

Na tle wszystkich aktorów wyróżnia się Katarzyna Pietruska w roli Oskara. Artystka ma do szyi przyczepiony tors szmacianej lalki, którym posługuje się z ogromną precyzją. Rezultat jest mistrzowski, ponieważ przez cały spektakl główny bohater zachowuje posturę małego dziecka. Nie przeszkadza to Oskarowi wchodzić w interakcję z innymi postaciami, swobodnie porusza się po scenie, tańczy, śpiewa, gra na bębenku. Tułów aktorki pozostaje dla widza niezauważalny, artystka jak prawdziwa wirtuozka tintamareski za pomocą swojej mimiki i lalkowego tułowia kreuje dynamiczną postać.

Warto również zwrócić uwagę na postać Czarnej Kucharki w wykonaniu Barbary Olech. Mimo że podczas przedstawienia nie pada z jej ust żadna kwestia, jej rola w spektaklu jest kluczowa – gdy pojawia się na scenie, bohaterowie milkną, zatrzymują się i obserwują, a widz już wie, że wydarzy się coś złego. Czarna Kucharka wydaje się funkcjonować na dwóch płaszczyznach, z jednej strony jest częścią świata przedstawionego na scenie, bohaterowie ją widzą, mówią o niej, ale z drugiej strony moc niepokoju płynąca ze sceny sprawia, że wykracza poza tę konkretną opowieść. Mrok i strach, który przynosi ze sobą, wypełnia całą widownię, wpływa na publiczność, co zdecydowanie dodaje panującej w teatrze atmosferze kolejną warstwę niezwykłości.

Mimo swej niezwykłości spektakl Wojciecha Kościelniaka mówi jasno o tym, co dzieje się tu i teraz. Blaszany bębenek opowiada historię ludzi różnych kultur – Kaszubów, Polaków, Niemców – którzy jednego dnia mieszkają po sąsiedzku, a kolejnego celują do siebie z karabinów. Obecnie również żyjemy w wielokulturowym świecie i choć pojęcia tolerancji, wzajemnego szacunku są lub powinny być wszystkim znane i przez wszystkich stosowane, to wciąż mają miejsce ataki na tle różnic narodowościowych. Wprawdzie przedstawienie utrzymane jest w pozornie lekkiej konwencji musicalu, ale momentami przeraża dosłownością, z jaką ukazuje okrucieństwo wojny. Tę brutalność publiczność obserwuje oczami dziecka, dla którego takie rzeczy po prostu nie mają sensu, są niedorzeczne – dlatego na scenie króluje absurd.

Blaszany bębenek w reżyserii Wojciecha Kościelniaka jest spektaklem doskonałym. Oczarowuje grą aktorską, zdumiewa rozmachem, zachwyca muzyką i porusza treścią, a każdy jego element został dopracowany do perfekcji. To dzieło wybitne, które każdy powinien zobaczyć, chociażby po to, by później zastanawiać się, czy w pobliżu niego nie znajduje się przypadkiem Czarna Kucharka.

 

Zuzanna Wójciak, Teatralia Wrocław

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 264/2018

 

Teatr Muzyczny Capitol we Wrocławiu

Günter Grass

Blaszany bębenek

scenariusz, teksty piosenek, reżyseria: Wojciech Kościelniak

muzyka: Mariusz Obijalski

kierownictwo muzyczne: Mariusz Obijalski i Adam Skrzypek

scenografia i kostiumy: Anna Chadaj

choreografia: Ewelina Adamska-Porczyk

współpraca choreograficzna: Krzysztof Tyszko

reżyseria świateł: Tadeusz Trylski

projekcje video: Jakub Lech

przygotowanie wokalne: Magdalena Śniadecka, Ewa Głowacka-Fierek

reżyseria dźwięku: Krzysztof Borowicz

charakteryzacja i peruki: Magdalena Chabrowska-Oleksiak, Agnieszka Jasiniecka, Ewa Soszyńska

asystent reżysera: Marta Parzychowska

asystenci scenografa: Anna Adamiak, Jakub Fidler

inspicjenci: Wojciech Kupczyński, Małgorzata Szeptycka

suflerka: Janina Garbińska-Budzińska

premiera: 6 października 2018

obsada: www.teatr-capitol.pl/spektakle/blaszany-bebenek/

Fot. Łukasz Giza

 

Zuzanna Wójciak – rocznik 2000, uczennica III klasy IX LO we Wrocławiu. Zamiast uczyć się do matury, chodzi do teatru.