Ciemne oblicze sztuki (Nie wierzę w śmierć)

Ciemne oblicze sztuki (Nie wierzę w śmierć)

W spektaklu Tomasza Kaczorowskiego Nie wierzę w śmierć krwawa gdańska legenda, przesycona mistycyzmem i grozą, będąca historią osobliwej zbrodni, którą popełnił znany rzeźbiarz na swoim modelu, opowiedziana zostaje przez drewniane lalki. Ich podłużne twarze o ostrych rysach i ciężkich, opuszczonych powiekach mają w sobie coś z wizerunku starotestamentowego Boga. Jest w nich jakiś dziwny smutek. Lalki snują opowieść o straszliwym morderstwie, popełnionym z zimną krwią i głębokim przekonaniem o jego zasadności.

Tłem dla prezentowanych w spektaklu wydarzeń jest XV-wieczny Gdańsk, przedstawiony w sposób symboliczny poprzez misterną konstrukcję, na której wyświetlane są rozmaite obrazy. W zależności od poszczególnych scen – raz jest to więzienie, po chwili pracownia artysty, wreszcie kościół Mariacki. Zarówno lalki, jak i scenografia zostały wykonane według projektu Agnieszki Wielewskiej. Stanowią niewątpliwy atut przedstawienia i wpływają na jego nastrój. Dopełnieniem tej podniosłej, niemal sakralnej atmosfery jest osobliwa gra świateł, która ściśle łączy się z tym, co dzieje się w danym momencie na scenie. Bardzo ważną rolę pełni także cisza, przerywana raz po raz piękną muzyką autorstwa Miłosza Sienkiewicza albo głosami animatorów.

Aktorzy grają po kilka ról, ale są na ogół niewidoczni na scenie, to drewniane rzeźby koncentrują na sobie uwagę. Przez cały spektakl większość z artystów ukrywa się za konstrukcją scenografii, skąd kieruje animowaną przez siebie lalką. Należą im się szczególne brawa, gdyż co chwilę przeobrażają się w inne postaci, przy czym zmieniają nie tylko trzymaną lalkę, ale także głos i sposób gestykulacji. Itak stają się Matką Boską, Żydem Wiecznym Tułaczem, Burmistrzem, Nadzorcą więzienia… Właściwie tylko Jacek Majok, wcielający się w Mistrza Jakuba, pozostaje na scenie cały czas. Zabieg ten, z pozoru mało znaczący, ma na celu uwydatnienie opozycji między postacią słynnego rzeźbiarza a resztą świata. Majok trzyma w ręku rzeźbę, ale do końca nie wiadomo, czy ma ona przedstawiać Mistrza Jakuba, czy jego poprzednika, do którego ten zwraca się w pewnym momencie podczas przedstawienia. Gra nie tylko lalką, ale całym sobą. Jego twarz, pełna smutku i cierpienia, przypomina momentami drewniane oblicza.

Jedną z najlepszych scen Nie wierzę w śmierć jest ta, w której Mistrz Jakub toczy walkę sam ze sobą. Nie chce już nikogo zabić, ale wie, że inaczej nie stworzy arcydzieła, nie będzie ono realistyczne, jeżeli nie ujrzy cierpienia swego modela w rzeczywistości. Dlatego decyduje sie popełnić tę samą zbrodnię po raz drugi, na innym modelu. W imię sztuki. Stoi samotnie w świątyni i miota się jakby w malignie. Za jego plecami widzimy przestrzeń kościoła, w której otwierają się okienka, a w nich ukazuje się tłum – symboliczne twarze, maski, poruszające się na lewo i prawo. Mistrz Jakub słyszy różne głosy: ktoś mówi mu, żeby nie zabijał, że życie człowieka jest ważniejsze od sztuki, po czym zaraz odzywa się inny, który nakłania go do morderstwa i usprawiedliwia je. Bohater z szaleństwem w oczach, walczy z wątpliwościami, nie może znieść prześladującego go chóru. Ta scena odzwierciedla dwoistość ludzkiej natury, która składa się z połączenia pierwiastków dobra i zła.

Zarysowany problem etyczny, z którym zmaga się protagonista zbiega się z rozważaniami o granicach sztuki. Autor scenariusza, o. Wacław Oszajca, stawia widza przed kluczowym pytaniem: czy aby powstało arcydzieło, artysta może zrobić wszystko – nawet pozbawić życia drugiego człowieka? Co jest ważniejsze? Etyka czy akt kreacji? Tekst twórcy Z dnia na dzień pokazuje, do czego zdolna jest istota ludzka, która, gdy raz już zabije, nie waha się zrobić tego po raz drugi. Mistrz Jakub to jednostka do głębi nieszczęśliwa: stracił miłość żony, reputację, przez chwilę nawet wolność, a wszystko w imię sztuki. Wciąż jednak ma poczucie misji. Dręczyły go wyrzuty sumienia, zgryzoty moralne, ale był zbyt słaby, by się zmienić.

Nie wierzę w śmierć ukazuje ciemne oblicze sztuki, pokazuje, co może ona zrobić z człowiekiem, jak talent może zostać wykorzystany w niewłaściwy sposób. Wszystko w tym spektaklu jest podporządkowane głównemu celowi: ukazaniu artysty i jego zmagań moralnych – począwszy od lalek, przez scenografię, muzykę, wreszcie przez grę aktorską, reżyserię i sam scenariusz. Każdemu, kto ceni dawne opowieści, zwłaszcza lokalne, związane z konkretnym miejscem, z pewnością spodoba się ta mroczna, zapomniana legenda starego Gdańska, przedstawiająca historię Mistrza Jakuba, który w Wielki Piątek miał oddać gotową rzeźbę Chrystusa na krzyżu…

Balbina Hoppe, Teatralia Trójmiasto

Magazyn Internetowy „Teatralia”, numer 216/2017

Miejski Teatr Miniatura, Gdańsk

Nie wierzę w śmierć

o. Wacław Oszajca

dramaturgia, reżyseria: Tomasz Kaczorowski
scenografia: Agnieszka Wielewska
muzyka: Miłosz Sienkiewicz

obsada:
Joanna Tomasik
Jacek Gierczak
Jacek Majok
Piotr Srebrowski
Krystian Wieczyński

premiera: 5 listopada 2017

fot. Piotr Pędziszewski

Balbina Hoppe – rocznik 1994. Studentka filologii polskiej i teatrologii na UG. Uwielbia literaturę, sztukę i teatr. Często bywa w trójmiejskich teatrach w roli widza, ale niekiedy staje też po drugiej stronie, za kulisami, i sama próbuje tworzyć spektakle – w sposób studencki, amatorski, ale pełen pasji i zamiłowania.