Chaosem odpływając w samotność (Café Panique)

Chaosem odpływając w samotność (Café Panique)

We Wrocławskim Teatrze Pantomimy możemy razem ze zbłąkanymi rybami zanurzyć się w świecie pełnym nonsensu i uświadomić sobie, że wszyscy niekiedy czujemy się zagubieni w ludzkim absurdzie,, przybierającym kontrastowe barwy. Takich doświadczeń dostarczą odwiedziny w niewielkiej, surrealistycznej Café Panique, wykreowanej przez Joannę Gerigk.Reżyserka, która inspirowała się opowiadaniami Cztery róże dla Lucienie i Najpiękniejsza para piersi na świecie Rolanda Topora,  porzuciła słowo, aby  językiem pantomimy opowiedzieć o ludzkich wstydach, absurdach i pożądaniach.

Tytułowa kawiarnia, której klimat kojarzy się z muzycznymi lokalami z początku ubiegłego wieku, stanowi tło dla kilku przeplatających się, choć niebezpośrednio powiązanych ze sobą, historii. Niemal każdy bohater jest w pewien sposób groteskowy. Nieporadny, starszy dżentelmen próbujący zdobyć serce kuszącej śpiewaczki, kelner posiadający władzę nad niepokornymi przedmiotami, para kochanków niepotrafiących oprzeć się niszczącym ich wspólne uczucie pokusom – wszyscy swoim przerysowanym zachowaniem uwydatniają te cechy, do których posiadania tak często boimy się przyznać. Gerigk stworzyła wariację na temat przestrzeni publicznej, w której relacje międzyludzkie wydają się  nienaturalne, a nieporadność i przekorność bohaterów uniemożliwia sprawną komunikację. Wątkami łączącymi poszczególne sceny są samotność i pogubienie się w nonsensie istnienia.

Płynne przejścia między fragmentami o odmiennych fabułach spektakl zawdzięcza dobrze skonstruowanej scenografii. Jej ruchomość pozwala na delikatne, ale znaczące zmiany scenerii. ADzieki mobilnym czarnym modułom aktorzy w trakcie gry mogą subtelnie przekształcać otoczenie, wprowadzając nas do nowego miejsca. Pierwszym planem przez cały czas pozostaje kawiarnia, w której  na każdym stoliku stoją identyczne, plastikowe lampki. Ten stały element kontrastuje z dynamicznie zmieniającą się akcją oraz różnorodnością rekwizytów.

Ważna  jest także przestrzeń przeznaczona dla intrygujących stworzeń o ludzkich nogach i rybich głowach. . Zazwyczaj jedynie majaczy ona  na odległym, niezmiennym przez cały spektakl planie. Dziwaczne istoty są  jak stwory ze snów, któreodsuwają  bohaterów od panującego wokół nich chaosu. Pojawiając się w kulminacyjnych momentach, w akompaniamencie melancholijnej muzyki, wprowadzają odrobinę ładu i spokoju do niepoukładanego życia postaci.

Surrealistyczną konwencję spektaklu uwydatnia wyrazista kolorystyka. Piękne, nasycone barwy naniesione na kostiumy aktorów oraz różnorodne, zaskakujące rekwizyty tworzą migawkę wrażeń i impresji, dodają poszczególnym scenom dynamizmu i stanowią prawdziwą ucztę dla oczu. Scenograf, Michał Dracz, inspiracje czerpał z malarstwa i grafiki Topora, dzięki czemu łatwo możemy poczuć surrealistyczno-satyryczny charakter przedstawienia.

Przez cały spektakl prowadzi  nas dobrze dobrana muzyka Sebastiana Ładyżyńskiego. Najpierw wprowadza w klimat jazzowego klubu, który powoduje nieco luźniejsze podejście do przedstawianych na scenie problemów. Później jednak coraz częściej zamienia się w poważniejsze nuty, wprawiając w nastrój zadumy. Mieszanka dźwięków i barw, skupienie na formie, brak linearnej narracji  – to wszystko nasuwa na myśl eksperymentalne, awangardowe formy, tworzone między innymi przez dadaistów. Reżyserka, przekształcając na swój sposób historie stworzone przez Rolanda Topora i starając się jak najbardziej działać na nasze zmysły, tworzy obraz chaosu, który często przepełnia pogmatwaną codzienność. Bez słów, jedynie mimiką i gestami pokazuje samotność i pogubienie się człowieka w nonsensie istnienia.

Komiczna konwencja  pozwola  dobitniej przedstawić paradoksy ludzkich zachowań. Ruchy aktorów są bardzo wyraziste, wręcz przerysowane, niekiedy nieco filmowe, a czasem sztampowe. Artyści często łączą się w małe grupy, tworząc żywe elementy scenografii. Dzięki zgrabnej choreografii na scenie widzimy zgrane układy dodające wdzięku całokształtowi. Na wyjątkowe wyróżnienie zasługuje Artur Borkowski, który swoimi sztucznymi rękami budzi zarówno grozę, jak i śmiech. Wymachując nimi z ogromnym zaangażowaniem, próbuje przejąć kontrolę nad grupą muzyków, ale traci jednocześnie panowanie nad własnym ciałem.

Człowiek żyje w świecie pełnym absurdów, które sam tworzy. Złapani we własne sidła, nie radzimy sobie z otaczającą nas rzeczywistością, jednocześnie nie chcąc się do tego przyznać. Bez wątpienia Joanna Gerigk miała rację, mówiąc, że to właśnie poetyka absurdu najlepiej ukazuje ludzkie słabości i śmieszności, co zresztą udało jej się pokazać na scenie. W wywiadzie dla dziennikarzy dodała również, że mimo wszystko warto wszelkie dziwactwa oswoić i uczynić czymś ciekawym. Pytanie, czy w spektaklu cechy te faktycznie zostały docenione, czy raczej do reszty ośmieszone i udziwnione? Eksplozja pomysłów na surrealistyczną opowieść na temat  ludzkiej natury nieco przyćmiła samą istotę problemu. Café Panique bez wątpienia na długo pozostanie w głowach widzów, możliwe jednak, że bardziej ze względu na formę niż konkretnie wyrażoną treść.

 

Joanna Suppan, Teatralia Wrocław

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 268/2018

 

Wrocławski Teatr Pantomimy im. Henryka Tomaszewskiego

Café Panique

reżyseria: Joanna Gerigk

scenografia: Michał Dracz

muzyka: Sebastian Ładyżyński

wykonanie rekwizytów: Aleksandra Stawik

obsada: Mariusz Sikorski, Monika Rostecka, Artur Borkowski

premiera: 9 lutego 2017

fot. Natalia Kabanow

 

Joanna Suppan, rocznik 2000, nierozsądna uczennica liceum, z teatrem związana mocnymi sznurami wyobraźni. Liczy na to, że dzięki ochoczo zbieranym impresjom będzie mogła wyrazić więcej.