Cezary idzie po paszport (Cezary idzie na wojnę)

Nie dalej jak przed kilkoma dniami ogłoszono nominacje do Paszportów Polityki. W kategorii „Teatr”, obok uznanego i święcącego triumfy Michała Borczucha, a także Michała Walczaka i Macieja Łubieńskiego (duetu stojącego za sukcesem Pożaru w Burdelu), możemy także znaleźć nazwisko, które jeszcze przed kilkoma laty nie mówiło zbyt wiele, zwłaszcza w kontekście głównego nurtu rodzimego teatru. Do tej pory Cezary Tomaszewski plasował się raczej na marginesie polskich sztuk performatywnych, a jego działalność oscylowała gdzieś między muzyką klasyczną, happeningiem, performansem a choreografią. W teatrze pojawiał się sporadycznie i raczej bez większego rozgłosu, aż do tego roku. Wałbrzyska Gdyby Pina nie paliła to by żyła i Cezary idzie na wojnę z Komuny Warszawa w ciągu zaledwie kilku miesięcy pozwoliły mu nie tylko wyjść się z cienia, ale wręcz wtargnąć na usta polskich teatralnych trendsetterów. Owocem tego jest obecność jego warszawskiego spektaklu na tegorocznej Boskiej Komedii, który wyprzedał się niemal tak szybko jak Proces.

Dla wielu wciąż jeszcze anonimowy Tomaszewski daje się poznać publiczności największego polskiego festiwalu teatralnego poprzez przedstawienie oparte na motywach autobiograficznych. Cezary idzie na wojnę pozwala spotkać się zarówno z niezwykle charakterystyczną estetyką reżysera, jak i z nim samym, zdystansowanym i autoironicznym, a równocześnie niezwykle poważnym człowiekiem, o jasno sprecyzowanej wizji artystycznej. Tomaszewski odnalazł pomysł na spektakl w wydarzeniu z 1994 roku, kiedy to Wojskowa Komisja Uzupełnień przyznała mu kategorię E, orzekając o jego trwałej niezdolności do czynnej służby. Młody chłopak, przyszły student Akademii Teatralnej i choreografii w Brucknerkonservatorium Linz, został uznany za nienormatywnego. Jego ciało, nieprzystające do wzorców zawartych w ministerialnym rozporządzeniu, stało się państwowo i społecznie nieprzydatne. Teraz, po ponad dwudziestu latach Tomaszewski wraca do przeszłości i zastanawia się, co oznacza taka lekarsko-urzędnicza decyzja w szerszej, kulturowo-tożsamościowej perspektywie.

Na scenie widzimy pięciu różnych Cezarych Tomaszewskich (Michał Dembiński, Weronika Krówka, Oskar Malinowski, Bartosz Ostrowski, Łukasz Stawarczyk), którzy przychodzą w strojach treningowych przed komisję wojskową, aby po raz wtóry poddać się ocenie. Przez godzinę dają popis swoich choreograficzno-sprawnościowych umiejętności, starając się sprostać wymaganiom wynikającym z patriotycznego obowiązku obrony ojczyzny. Jednak ich zdolności nijak nie realizują założeń z odczytywanego przez jednego z aktorów rozporządzenia w sprawie zasad określania przydatności do czynnej służby wojskowej. Tomaszewscy potrafią robić gwiazdy i świecę, chodzić na wspak z zawieszoną na brzuchu ławką gimnastyczną, tańczyć układy baletowe, a nawet grać na pianinie kolędę Przybieżeli do Betlejem nosem. Wszystko to jest jednak kulawe, przerysowane i groteskowe, a przede wszystkim dalekie od wojskowej kategorii A, wyznaczającej znormalizowany model męskości, w którym obwód bicepsa musi być o dwadzieścia procent większy niż obwód przedramienia.

Presja ciążąca na rozbitym na kilka postaci Cezarym zdaje się jednak dużo cięższa niż ta wynikająca z konieczności poddania się ocenie WKU. Prawnie narzucone standardy cielesności (a także język, w którym zostają wyrażone) są bowiem jedynie jedną z emanacji funkcjonującej w naszym społeczeństwie narodowo-romantycznej wizji postrzegania otaczającej nas rzeczywistości. Mężczyzna, husarz, żołnierz, tough guy musi nieustannie podkreślać swoją heroiczną tożsamość, rozciągniętą między potrzebą osiągania spektakularnych wiktorii a koniecznością składania ofiary z własnego życia. W spektaklu Tomaszewskiego tożsamość ta generowana jest przez ciągle powracające utwory Szostakowicza i Moniuszki, z których dużą część stanowią zagrzewające do boju pieśni patriotyczne. Sceniczni Tomaszewscy starają się zainscenizować (a przez to udowodnić) swoją rycerskość, ale są skazani na niedoskonałość – balet i piękny śpiew nigdy nie wpiszą się w romantyczny paradygmat bohaterstwa. Nie pozostaje im zatem nic innego, jak oddać życie – jeden po drugim uderzają głową w klawiaturę pianina i upadają na ziemię. Ich śmierć jest tak samo pusta i pozbawiona sensu jak sakralizacja umierania za ojczyznę.

Jednak prawdziwą siłą spektaklu Tomaszewskiego jest nie tyle sama treść, ile niezwykła umiejętność łączenia poważnej narracji z ogromnym poczuciem humoru. Wyolbrzymiany patos i wyłaniająca się spod niego prozaiczność śmieszą, ale nie przyćmiewają gorzkich diagnoz stawianych przez twórcę. Wręcz przeciwnie, zdają się je potęgować. Odśpiewywane na baczność z wypiętą piersią słowa: „to człowiek szczęśliwy to rycerz prawdziwy” bawią, a równocześnie nie pozwalają uciec od zadawania pytań o wzorzec kulturowy, który jest ich źródłem. Tomaszewski doskonale wyczuwa nastroje publiczności i pod osłoną scenicznego żartu i dobrej zabawy przemyca pacyfizm i sprzeciw wobec normatywności. Wychodzi mu to znakomicie, a spektakl Cezary idzie na wojnę udowadnia, że nominacja do Paszportu nie jest przypadkowa.

Maciej Guzy, Teatralia Kraków

Internetowy Magazyn „Teatralia”, numer 216/2017

10. Festiwal Boska Komedia

Komuna Warszawa

Cezary idzie na wojnę

Reżyseria: Cezary Tomaszewski

Realizatorzy: Bracia (Agnieszka Klepacka, Maciej Chorąży), Antoni Grałek, Tomasz Kowalski, Justyna Wąsik (stypendystka Prezydenta Miasta Lublin)Klaudia Hartung-Wójciak

Obsada: Michał Dembiński, Weronika Krówka, Oskar Malinowski, Bartosz Ostrowski, Łukasz Stawarczyk

Premiera: 8 lipca 2017

fot. materiały teatru

Maciej Guzy, rocznik 1995, student wiedzy o teatrze