Buty na wysokich obcasach, siniaki na kolanach, ciasto do muffin we włosach…. Czyli o tym, co nam sprawia przyjemność (wywiad z Piotrem Soroką)

Buty na wysokich obcasach, siniaki na kolanach, ciasto do muffin we włosach…. Czyli o tym, co nam sprawia przyjemność (wywiad z Piotrem Soroką)

Z Piotrem Soroką, reżyserem i choreografem spektaklu „Macht mir Spaβ” rozmawia Karolina Obszyńska

Z założenia spektakl opowiada o przyjemności i tę przyjemność ma dawać widzom. Skąd taki pomysł na przedstawienie?

Blisko rok temu rozmawiałem z Agnieszkami (Agnieszka Dziewa i Agnieszka Charkot, odtwórczynie głównych ról w spektaklu – przyp. K.O.), o tym, że mamy potrzebę zrobić coś swojego, autorskiego. Dziewczyny bardzo mnie namawiały. Ja wtedy powiedziałem, że właściwie teraz nie mam nic do powiedzenia że nie towarzyszą mi żadne skrajne emocje i nie czuję impulsu do twórczego działania. Jednocześnie pomyślałem sobie: no dobrze, skoro nie ma klimatu na dramaty i poważne rzeczy, to może przyjemności są dobrym tropem? Szukałem tematów, sytuacji, które mogą być przyjemne. W ten sposób, drogą eliminacji i własnych doświadczeń, doszliśmy do tematu… kulinariów i jedzenia. Było jeszcze kilka kwestii, które nadały ostateczny kształt temu projektowi, ciągle myślę, że coś jest jeszcze do poprawienia, do dopieszczenia.
Zdecydowaliśmy się na taką formę, bo uznaliśmy, że chcemy się sprawdzić, spróbować, zaproponować przedstawienie komediowe. Może to ryzykowne, ale chcieliśmy zacząć od czegoś, co będzie w pewnym sensie w kontrze, do tego co dzieje się w teatrach, czegoś, co będzie może nawet niemodne. Wierzymy w to, że ludzie, tak jak my, lubią się bawić. Po to jest „Macht mir Spaβ”, żeby się dobrze bawić, przyjemnie spędzić czas, żeby spróbować takiej rozrywki.

Czy fabuła spektaklu jest w całości wymyślona przez Ciebie?

Właściwie tak, ale w tych poszukiwaniach inspirowały mnie Agnieszki. Wszystko z nimi konsultowałem, opisywałem, żeby nabrały własnego wyobrażenia o scenach, o muzyce. Zawsze kiedy pojawiało się coś nowego, dzwoniłem do nich, bo już nie mogłem doczekać się ich spojrzenia na moją propozycję. Wspólnie sprawdzaliśmy co nas śmieszy, co jeszcze można zrobić, jak się wyrazić. Jedzenie i kulinaria stały się właściwie pretekstem do zabawy, więc zależało, i mi i nam, na odnalezieniu absurdów i humorze sytuacyjnym.

Jak doszło do realizacji spektaklu? Zechciałbyś podzielić się przebiegiem prac nad „Macht mir Spaβ”?

Najpierw był pomysł i wielki zapał do tej pracy. W kwietniu pracowałem nad przedstawieniem „Kopciuszek” w Lubuskim Teatrze w Zielonej Górze, pomyślałem, że będę miał też czas na zrobienie czegoś jeszcze. Udało się nadać jakby szkielet pierwszej wersji „Macht mir Spaβ” z Anią Zadłużną i Olą Maliszewską. W tym samym czasie, kiedy byłem we Wrocławiu, robiliśmy próby z Agnieszkami, a po wakacjach bardzo przyspieszyliśmy z pracą, zrobiliśmy dużo materiału. Doszliśmy do takiego momentu na próbach, kiedy zajmowaliśmy się bardzo szczegółowymi elementami. Dziewczyny miały ciężej – buty na wysokich obcasach, siniaki na kolanach, ciasto do muffin we włosach… Szło nam naprawdę bardzo sprawnie, ale też dobrze się znamy, więc może przez to było łatwiej…
Były też trudne momenty, ale zawsze w tych momentach pojawiał się ktoś, kto rozwiązywał problemy. Najpierw Antosia i Klara z RISK made in warsaw zdecydowały się podarować nam kostiumy dla dziewczyn. Kostiumy, o których marzyliśmy! Później Adam (Adam Królikowski, stylista i kostiumolog – przyp. K.O.), powiedział, że chętnie zajmie się designem – kostiumami, stylizacjami dla dziewczyn i scenografią. Krzysiek Szczepańczyk któregoś razu powiedział, że chciałby nam pomóc ze światłami. Później pojawiła się Marta Wyczółkowska, dzięki której powstały genialne projekcje. Próby, dzięki uprzejmości Zbigniewa Szymczyka, robiliśmy we Wrocławskim Teatrze Pantomimy, dostaliśmy też kilka cennych uwag, za co też wielkie dzięki! Takich osób życzliwych i wspierających nas jest znacznie więcej.

O jakim widzu myślałeś realizując ten projekt?

Myślałem głównie o ludziach młodych, takich, którzy szukają w teatrze i w ogóle, w życiu, dobrze rozumianej rozrywki. Dla tych, którzy mają trochę dystansu do rzeczywistości, poczucie humoru i lubią teatr.
Właściwie, wydaje mi się, że każdy może się dobrze bawić, jeśli podczas „Macht mir Spaβ” pozwoli sobie wyłączyć perspektywę intelektualną, a włączy grę w spektakl i sam sobie pozwoli się bawić.

Z opisu spektaklu wynika, że „Macht mir Spaβ” będzie utrzymane w konwencji teatru absurdu. Możemy spodziewać się burleski, groteski albo nawet karykaturalności zjawisk?

Można się spodziewać wielu rzeczy, ale wolelibyśmy jednak zaskoczyć. Ponieważ nie używamy słów, wiadomo, że gest, ruch będą potraktowany mocniej, ale też nie w każdej ze scen. Nie zamykamy się w jednym gatunku.. Dajemy sobie dużo swobody w poruszaniu się na scenie i w teatrze w ogóle. Mamy różne doświadczenia sceniczne i zawodowe, staramy się je łączyć, więc można będzie zobaczyć naprawdę różne rzeczy. Wracając do konkretów – burleski akurat nie będzie, ale pracujemy nad kombinacją w stylu Vouge.

Czy swoboda i lekkość widoczne w tematyce przedstawienia przenoszą się również na ruch sceniczny, muzykę czy scenografię? Co w konstrukcji „Macht mir Spaβ” śmieszy?

Pracując nad „Macht mir Spaβ” chcieliśmy żeby było lekko i smacznie, dosłownie. Tu wszystko było dla nas bardzo ważne, każdy szczegół. To wyjątkowa praca, bardzo zespołowa, mimo, że na scenie będą tylko dwie aktorki. Jest trochę parodii, trochę satyry, zestawienia dalekich sobie znaczeń, kontekstów. Piękne kobiety, telewizja, światła, poważna sytuacja i wiesz – muffiny, które są osią całej opowieści, dają preteksty do działania i stworzenia sytuacji nabożeństwa! Nie fokusujemy się na logice wydarzeń, a jednocześnie staramy się utrzymać jasną linię fabularną. To dziewczyny dają radę, one nakręcają wszystkie zdarzenia, one dźwigają ciężar całego przedstawienia, one sprawiają, że ta historia jest zabawna.

Co dawało Ci najwięcej przyjemności w pracy nad spektaklem?

Wiele rzeczy, chyba wszystko. Ogromnie się cieszyłem, kiedy widziałem, że dziewczyny podobnie czują temat, że po etapie budowania scen naturalnie osadzały się w nich postaci, że mnie bawiły, że nie ma między nami gadania, tracenia czasu. Wiadomo, że były chwile, kiedy było najgorzej, że nie wiedziałem, co dalej, ale w takich momentach pojawiał się ktoś, kto mówił kilka mądrych słów, i można było działać dalej. Bardzo przyjemne było, i jest, obserwowanie ludzi, z którymi pracuję. Wszystko pięknie się uzupełnia, ciągle ktoś czymś mnie zaskakuje. To żywy organizm.
Ale mam też takie wspomnienia, że wstawałem z łóżka późno w nocy, żeby zapisać jakąś myśl. Że usta inaczej, że dłonie coś bardziej… To były bardzo konkretne rzeczy, ale bawi mnie to bardzo. Nigdy wcześniej się tak nie zachowywałem, ale to też pomogło nam uporządkować kilka scen.

Postrzegasz ciało jako narzędzie pracy, które ma przewagę nad słowem? Utarło się, że zdecydowanie łatwiej rozbawić za pomocą języka, niż ruchu. Co o tym sądzisz?

Łatwiej, bo masz więcej środków, ale my świadomie zdecydowaliśmy się na działanie bez słów, nie brakuje ich nam. Mam nawet wrażenie, że w pracy z ciałem często język, jeśli jest potrzebny, to włącznie do jakiegoś doprecyzowania myśli, a kiedy przestanie się już mówić, wyostrzają się inne zmysły. Człowiek robi się bardziej czujny, uruchamia się wyobraźnia zarówno u aktorów czy tancerzy, jak i wśród publiczności. To specyficzny rodzaj skupienia, bardzo przyjemny.

A co Ciebie bawi w teatrze? Wykorzystałeś to w „Macht mir Spaβ”?

Najbardziej bawią mnie postaci i sytuacje w przedstawieniach dla dzieci. Niewymuszony, naturalny żart. Nie myślałem chyba o tym, żeby coś skądś przenosić czy wykorzystywać w „Macht mir Spaβ”. Lubię w teatrze komizm sytuacyjny, lubię zwroty akcji, nieoczekiwane wydarzenia, dwuznaczności, nowe interpretacje. To mnie w ogóle interesuje w teatrze, z pozycji widza i twórcy.

Czy Novy Ruch Teatr ma w planach kolejne premiery?

Trochę boję się rozmawiać o planach przed pierwszą premierą, ale tak, mamy w planach kolejne projekty. Chcemy „wejść” w miasto, pokazać inne jego strony, i nasze, inne jakości, nowe tematy. Planów i pomysłów jest dużo, bo każdy ma jakąś propozycję, każdy ma swoje fascynacje, a Novy Ruch to jakby platforma do ich realizacji.

fot. ze spektaklu Macht mir Spaβ: Klara Kowtun

Karolina Obszyńska, Teatralia Wrocław
Internetowy Magazyn „Teatralia” numer 121/2015
Piotr Soroka - choreograf, twórca ruchu scenicznego, animator kultury. Ukończył animację kultur,y specjalność sztuki widowiskowe na Uniwersytecie Zielonogórskim w Zielonej Górze oraz Kurs Choreografii Scenicznej. Otrzymał dyplom w Artystycznej Alternatywie Art Studio w Krakowie. Współpracował z najciekawszymi choreografami i tancerzami młodego pokolenia, brał udział i prowadził warsztaty m.in. w Warszawie, Łodzi, Zielonej Górze, Wrocławiu i Chełmie. Swoje przedstawienia /m.in. „La donna est mobile”,  „Motyle 2046”, „TuliPan” czy „Al Dente”/ prezentował m.in. w Chorzowie, Białymstoku, Warszawie i Krakowie. Twórca ruchu scenicznego w przedstawieniach „Świadectwa wzlotu, upadku, wzlotu, wzlotu, wzlotu, upadku itd. Antka Kochanka” reż. Sebastian Majewski /Państwowa Wyższa Szkoła Teatralna we Wrocławiu/, „It’s A Freak Show” op. art. Agata Piesiewicz /Bandit Queen Circus we Wrocławiu/. Wraz z reżyserem Przemysławem Jaszczakiem zrealizował przedstawienia dla dzieci „Brzydkie Kaczątko” /Teatr Lalki i Aktora w Wałbrzychu/, „Calineczka” /Teatr im. Andersena w Lublinie/, „Księga dżungli” /Teatr Pinokio w Łodzi/, „Kopciuszek”, "Dziewczynka z zapałkami" /Lubuski Teatr w Zielonej Górze/ oraz "Śmierć Kalibana" /Teatr Glósoli we Wrocławiu/. Od listopada 2014 roku współtworzy Novy Ruch Teatr.