zwykła czcionka większa czcionka drukuj

Marilyn - księżniczka, jakiej nie było

"Hollywood, fabryka snów, stworzyło dziewczynę marzeń. Czy ona mogła obudzić się do rzeczywistości? I czym była ta rzeczywistość? Czy istniało dla niej życie poza snem, poza marzeniem?" - pisał o najsłynniejszej blondynce świata jej przyjaciel, poeta Norman Rosten. Pozostał po niej konstrukt kobiety, idealny wzór niemożliwy do powtórzenia. Szkoda, taka księżniczka byłaby wystarczająco przewidywalna i bezpieczna. Jej wygląd można by zaakceptować. Doskonale pasowałaby do dworu, mogłaby zostać narzeczoną księcia Filipa. Zamiast niej po scenie toczy się inna blondynka, Iwona - anty Marilyn.

Chwileczkę, czy aby na pewno jesteśmy na królewskim dworze, do którego za chwilę wtargnie Iwona? Przestrzeń sceny ze spektaklu dyplomowego "Iwona, księżniczka Burgunda" w wykonaniu IV roku PWST, w reżyserii Małgorzaty Hajewskiej - Krzysztofik nie została naznaczona królewskością. Inocenty z aparatem na szyi zapala powoli kolejne światła, przygotowując scenę na wejście aktorów, a studio fotograficzne na przyjęcie modeli. Błysk flesza i trzask migawki wyznaczać będą rytm spektaklu. Nawet po pierwszej scenie, kiedy wykonana zostaje pamiątkowa fotografia, a którą nazwać by też można "studium szczerego uśmiechu", członkowie dworu nie przestają pozować. Dwoją się i troją, przybierając w obliczu, zbliżającego się do nich, obiektywu całą gamę spojrzeń, grymasów, nadając ciałom ponętne kształty. Grunt to prezencja.

Iwona, księżniczka Burgunda PWST Kraków

"Iwona, księżniczka Burgunda"

Nic dziwnego, iż wkraczająca w ten świat bezkształtna masa Iwony, wzbudza przerażenie. Jej milcząca obecność budowana jest w kontraście do hałaśliwie rozbawionego dworu, którego częścią staje się ku rozpaczy królewskiej pary. Małgorzata Hajewska - Krzysztofik główny akcent kładzie bowiem na zewnętrzną, fizyczną nieprzystawalność wybranki - nowej zabawki księcia Filipa. Jej odmienność staje się niebezpieczna zarówno dla ubranych w niemal identyczne, schludnie ułożone sukienki towarzyszek księcia, jak i dla króla Ignacego oraz królowej Małgorzaty. Nienaganne maniery i wystudiowana w najdrobniejszym szczególe etykieta zapewniała im dotychczas pozory bezpieczeństwa. Niestety, nieprzestrzegająca żadnych reguł, wyłamująca się z wszelkich prób klasyfikacji bezkształtna bezosobowość Iwony, staje się punktem zapalnym i burzy stabilny świat królewskiego dworu, utrzymywanego dotąd w bezpiecznych estetycznych ramach.

Iwona jest czystą słabością. Paradoksalnie właśnie ona pociąga i przyciąga dwór z jego sztywnymi regułami postępowania. Sprawia, że słabostki zaczynają go opanowywać, a on sam chwieje się w posadach. Konsekwentnie budowana postać królowej Małgorzaty zaczyna obawiać się, że jej od dawna skrywane tajemnice, małe grzechy sentymentalności zostaną spalone przez światło dzienne. Nie może znieść myśli, iż ktoś odkryje jej, wątpliwej wartości artystycznej, ale dla niej osobiście niezwykle ważne, próby poetyckie. Podobnie król, oskarża przyszłą synową o powracającą pamięć, dokonanej przez niego w przeszłości zbrodni.

Co jakiś czas na dużym ekranie wyświetlane są zdjęcia z wybiegów mody, a dotychczas skwapliwie przyjmowany trzask migawki aparatu, zaczyna przeszkadzać łapanym w kadr osobom. Prawdziwe uczucia, odbijające się na sfotografowanych twarzach, nie są już tak mile widziane. Dlatego należy przywrócić ład i porządek. Iwona musi zniknąć, aby dwór mógł na nowo pokazywać biel wszystkich swoich idealnie równych zębów w szerokim uśmiechu. Koniec końców wszyscy klęczą przed portretem tragicznie zamordowanej Iwony, stylizowanym na najsłynniejsze zdjęcie Marilyn Monroe. Taka powinna być księżniczka, taką ją zapamiętają, choć właśnie takiej jej nie było. Wszyscy, poza księciem, dzięki temu pięknemu złudzeniu, odzyskują spokój.

Jako widz jednak ani spokoju nie utraciłam, ani też nie odzyskałam. Stopniowe infekowanie dworu przez słabość, inność, osobność zostało w spektaklu zbanalizowane, a wieloznaczność gombrowiczowskiego tekstu ograniczona. Wyświetlane zdjęcia modelek ilustrują, zamiast znaczyć. Panika dworu wydaje się łatwa do opanowania, znęcanie nad przyszłą księżniczką łagodne. Nie postuluję tu wcale skrajnego zachowania, ani jednoznaczności, wręcz przeciwnie. Małgorzata Hajewska - Krzysztofik poprowadziła spektakl ścieżką, wytyczoną przez paradygmaty nieskazitelnej urody i zachowania, otarła się na zakrętach o seksualność, ale zatrzymała na światłach sentymentalności.

Kamila Bubrowiecka
Teatralia Kraków
30 stycznia 2009

Państwowa Wyższa Szkoła Teatralna im. Ludwika Solskiego w Krakowie
Witold Gombrowicz
"Iwona, księżniczka Burgunda"
reżyseria: Małgorzata Hajewska-Krzysztofik
obsada:
- Katarzyna Janekowicz
- Dominika Kimaty
- Gabriela Oberek
- Bartosz Bulanda
- Michał Czyż
- Wojciech Kowalski
- Krzysztof Kwiatkowski
- Filip Perkowski
- Tomasz Schuchardt
- Aleksandra Meniolle de Cizancourt (III r. WA)
- Paulina Poślednik (III r. WA)
Spektakl dyplomowy studentów IV roku Wydziału Aktorskiego
premiera: 16 luty 2008 r.

© "teatralia" internetowy magazyn teatralny 2008 | kontakt: redakcja@teatralia.com.pl | projekt i administracja strony: admin@teatralia.com.pl | projekt logo: jepe oyen