Zagubiona chwila
"Komputery, konsole, depilatory, wibratory"... Słowa te, jak mantra, przewijały się przez cały spektakl. W obecnej sytuacji śmiało mogłabym zmienić je na "zaliczenia, kolokwia, referaty, egzaminy". Wraz z rozwojem akcji brzmią bowiem równie przerażająco i nieuchronnie.
Ach, te zdobycze cywilizacji, cuda techniki. Towarzyszą w każdej sytuacji, pomagają, ułatwiają życie, osaczają... "Carpe diem" jest próbą wyrwania się z szaleńczego pędu życia, odnalezienia człowieka w tym skomputeryzowanym i zmechanizowanym świecie. A, jak się okazuje, wcale nie jest to łatwe. Tak jak życie wciąż gna, tak i spektakl był niezwykle dynamiczny. Zaczęło się niepozornie - na scenie tylko jedna aktorka - pochyla się nad kupką ziemi, sadząc w niej ziarenko. Ni stąd ni zowąd, pojawiają się dwie tancerki. Gdy widzowie wpatrują się w ich obłędny taniec, kurtyna unosi się, ukazując dalszą część sceny. Z czarnych, gumowych mat odwijają się i wypełzają kolejni artyści, na naszych oczach tworząc sobie coraz to większe pole do tańca. A ten z każdą chwilą zachwyca bardziej. Skomplikowane choreografie, barwne solówki - wszystko to w zatrważającym tempie naszego życia. Nie wiadomo, na kogo skierować wzrok, by nie uronić ani chwili. No właśnie, gdzie ta chwila? Ta, którą mieliśmy chwytać i cieszyć się nią choć trochę... Ta, która miała być ucieczką od świata, została przez niego stłamszona.
Są momenty, w których transowa muzyka jakby uspokaja się, dając dwojgu możliwość pokazania uczuć, namiętności. Zaraz jednak porywa dalej, zamieniając partnerów i mieszając wszelkie do tej pory ustalone szyki. Choć postaci jest 21, tak naprawdę każda z nich jest samotna.
I choć to spektakl teatru tańca i aktorzy operują głównie ciałem i ruchem, słowo - mimo, że stosowane z umiarem - okazało się być równie ważne. Wśród monologów można było usłyszeć fragmenty "Dwunastu kręgów" Jurija Andruchowycza, ukraińskiego poety i prozaika. Bardziej intrygująca, ale i abstrakcyjna była litania miejsc - "kawiarnia, bar, rzeźnia, stara gazownia" - powtarzana do oporu, z coraz większym naciskiem. Nagle i to ustało. Pociemniało światło - szykując albo zakończenie, albo zmianę klimatu o 180 stopni. Muzyka, rodem z cyrku, sugerowała jednak to drugie. Artyści zebrali się pośrodku sceny - czyżby do ukłonu? Nie, pozują tylko wyimaginowanym fotoreporterom. Aktorka wcielająca się teraz w rolę bizneswoman, składa artystom gratulacje i wyrazy szacunku w tych, jakże trudnych czasach. Szacunek, a i owszem - należy się bezdyskusyjnie.
Ale, bezduszni urzędnicy, dajcie Teatrowi Tańca także stały kąt! Niech Stara Gazownia będzie ich miejscem w Poznaniu. Oby idea ta, będąca dodatkowym przesłaniem spektaklu - zaowocowała. Jak to ziarenko, zasadzone na początku spektaklu, które, choć niezauważalnie - przemieniło się w wielką, silną roślinę.
Agnieszka Misiewicz
Teatralia Poznań
14 stycznia 2009
Polski Teatr Tańca w Poznaniu
"Carpe diem"
reżyseria i choreografia: Ewa Wycichowska
scenografia: Bohdan Cieślak
muzyka: Zbigniew Górny, Marcin Górny
kostiumy: Ewa Łowżył
obsada: zespół Polskiego Teatru Tańca
premiera: 2 marca 2007 r. w Teatrze Wielkim w Poznaniu
Wciąż gościnnie w Teatrze Wielkim w Poznaniu