zwykła czcionka większa czcionka drukuj

Pan Cogito szuka rady

Z b i g n i e w Z a p a s i e w i c z    1 9 3 4 - 2 0 0 9


Wraca tęsknota do słów całkiem niemych.


Każde odejście mamy za skandal. Ale wobec nam drogich owo "każde" opuszcza rewiry statystyki, a nawet filozofii, umyka i religii. Staje się w swoistym, najdosłowniej dramatycznym sensie pożarem świata, pożarem jednego świata, który się niegdyś nicią serdeczną między Ja i Ty zawiązał.

Ta wątła nota nie będzie wolna od posmaku sentymentu i - jeśli wolno przyznać - wcale tego nie chce. Jeśli czegoś pragnie, to bardziej pozdrowić niż żegnać. W tej jedynie skali zażyłości, jakiej udziela dobry duch Sztuki - tym, którzy nigdy się nie widzieli, ich pierwsze daty dzieli półwiecze i tak wiele innych obok metryki spraw wielkich, spraw małych.

*

Synu, ale przecież ja nawet nie wiem, jak ty mówisz, bo się w ogóle nie odzywasz. Jak chcesz, to zdawaj, ale ja na twój egzamin nie przyjdę. To słowa mamy po ogłoszeniu synowskiej decyzji o zaślubinach z królestwem teatru. Nie wiemy, czy na rzeczony egzamin przybyła. Znamy jednak wyznanie potomka, które może by się nadało na próbę odpowiedzi. Byłem strasznie nieśmiały. Dla mnie nawet wejście do pokoju, w którym siedziała moja rodzina, było torturą. Wyobraziłem sobie, że aktorstwo pozwoli mi wydobyć się z jakiejś skorupy, z zamknięcia, ułatwi mi kontakty z ludźmi. Poczułem, że to mnie otworzy na świat, pomoże żyć.
Tak rozpoczęła się długa terapia.

**

Aktorstwo to sposób życia, filozofia. To także przyjęcie pewnej postawy wobec świata.
Postawy wyprostowanej. Zatem coś więcej nad przedsiębiorstwo gestów i znaków, kolportaż masek, grę form. Aktor tropi człowieka w człowieku, stroi żarliwe ufności, dmucha w jego mrówcze i ptasie niepokoje. Jak wtedy, gdy poznajemy Tomasza, drogą płciową zarażonego śmiertelną chorobą. W gabinecie prosektorium ulepienie Adama nazywa poważnym boskim błędem. W ogródku paryskiej kafeterii, tknięty ostrzem medycznego wyroku, nie potrafi odpędzić rosy od oczu. Dłoń Pascala odrzuca i waha się, pyta i waży odpowiedzi. Gotów iść o zakład, że to naprawdę był On - zakonnik na parapecie szpitalnego okna. Wręcza klucze do mieszkania, to znaczy dobre przesilenie w pewnym młodym uczuciu. Wręcza prędszą śmierć matce i synowi. Umiera z szczelnie otwartymi oczami.

***

Zbigniew Zapasiewicz

Zbigniew Zapasiewicz

My, aktorzy, powinniśmy mieć umiejętność przekazania pewnej nadwyżki emocjonalnej, pewnej abstrakcji. Po to jesteśmy. Ale owa "artystyczność" rodzi się w widzu, nie w nas. Bo co z tego, że wisi obraz Rembrandta, który jest uznanym dziełem, skoro ogląda go zmęczona wycieczka, staje przed nim i nie robi to na niej żadnego wrażenia.
Nie grał dla zmęczonych wycieczek. Patrzył prosto w oczy. W grymasie twarzy, w kolorze głosu był strzelisty gest porozumienia, dłoń wyciągnięta na powitanie w świecie pięknym i podłym. Mówiono, że ufał chętniej myśli niż intuicji, ale ten efektowny sąd jest bardziej figurą na skróty, czystą bezradnością wobec zagadki. Nieznane są nam szlaki przepływów między błyskiem intuicji a niemą, wzruszoną myślą, prawdami emocji i zadumy, przecinkiem i zdaniem aktorskiego monologu. Z tej niewiedzy szyje się słowa nieodwołalnie dziurawe, a widz wciąż jeszcze przygląda się, jak przeciekają na deskach sceny, w lustrze obiektywu, na tafli eteru. Być asystentem krawca odważnym i wiernym - stara modlitwa aktorów.

****

Wspominał słowa jednego ze swych teatralnych mistrzów, Mariana Wyrzykowskiego. O Zosi recytującej na akademii: Ja mam płakać. A jak ona to ze mną robi, to jest jej tajemnica. I to jest magia aktorstwa.
Bardzo dziwna iluzja. Mówi w aktorze szamański wdzięk, który dzierży władzę hipnotycznego wmówienia. Trzeba ożywić kogoś ulepionego ze słów, ulepionego nie przez siebie. I nie na konkurencji z pierwszym rzeźbiarzem postaci wspiera się teatralna gra. Jakaś niepojęta alchemia umawia spotkanie najpierw i nade wszystko trzech osób. Jedna z nich nosi klucze do umowy i na kilka wybranych chwil nie wątpi w realność spotkania. Duński królewicz naprawdę rozmawia ze sobą. Jestem niemym gościem Elsynoru, to jest świadkiem incognito.
Nie Zosia ma płakać wierszem. Niech się przegląda w mokrych oczach widza.

*****

Nie ma jednej prawdy, jeśli rzetelnie obserwuje się człowieka. Gdyby spojrzeć na to poza stylistyką, poza epoką, to wszyscy piszą o tym, że człowiek z człowiekiem nie może się porozumieć. Do ekstremum doszedł w tym oczywiście Beckett. Cała literatura, a dramatyczna w szczególności, mówi o tym, że ludzie próbują się porozumieć i nie mogą. To się zaczyna od "Antygony" - gdzie bohaterowie nie mogą się porozumieć, bo racje są po obu stronach.
Chyba wszystkie role w dziejach powtarzają za poetą: "od człowieka do człowieka daleko". On wybierał te, które mówią to bez litości z palcem na ustach. Był wybierany przez postaci niepogodzone, drżące, wyposażone w gorzki nerw przekory, tchnięte ciemną "norwidowską krwią", "maskami zapasowymi" osłaniające przerażony zachwyt nad tym, że się jest, zdumiony niepokój o to, jak się jest. Wszelkimi strunami aktorskiej harfy wygrywał melodię charakteru, z naciskiem absolutnym, bez cienia pobłażania, bez krzty rezerwy. Aktor grający postać musi jej bronić - nawet jeśli gra Hitlera. Nie bronić obiektywnie, ale zrozumieć motywy jej postępowania. Na przykład mogę się zastanawiać, czy ktoś był geniuszem czy dewiantem, ale dla każdego muszę znaleźć motywy, zrozumieć, jak postępuje człowiek nienormalny. Bo widz nie przychodzi na randkę z aktorem, ale na zapasy z żywą postacią. A zatem tropienie człowieka: dewianta, geniusza, zbrodniarza, urzędnika. Pospołu z poezją, muzyką, obrazem, z wszystkim tym, bez czego próżno czekać "człowieka pełnego", jak powiedziałby maestro Holoubek.
Z łagodnym uśmiechem współczującej ironii.

******

Spotkanie z Homerem. "Próba rekonstrukcji", słuchowisko radiowe do tekstu Zbigniewa Herberta.
Leniwy puls prologu. I wnet rozdzierające:
Dosyć! Nie mogę słuchać tej parodii. Został ze mnie podręcznik mitologii. Model, na którym uczą się rozbiorów stylistycznych.
Próchniejące gniazdo mitu.
Trzeba się przedstawić. Rzeczowa anemia biogramu:
Mam czterdzieści pięć lat. Mieszkam w Milecie. Żona, syn, dom z ogrodem.
Żona: Nie chodź na rynek. Obiecaj.
Obiecuję.
Idą na rynek. Syn Elpenor: Co w tym ładnego?
Homer i jego cicho uśmiechnięte zdziwienie: Wszystko, głuptasie. Kolor, zapach, hałas. Wszystkie głosy życia: mamrotanie żebraków, pisk dziewcząt przyciskanych w tłumie, bęben strażnika, krzyk warzywników i ryk zwierząt uwiązanych za rogi. Na to przychodzi poeta i zaczyna się walka.
Elpenor: Walka?
Tak. Muszę ich przekrzyczeć, zagłuszyć, odebrać im głos, połknąć go i potem wydobyć z siebie.
Wydobywa. Na koniec pewną nadzieję długo rozciąga na głoski:
Czasem myślę, że może uda mi się z nowych wierszy wyprowadzić nowych ludzi...
Można przecież ziarno do ziarna, liść do liścia, wzruszenie do wzruszenia.
I słowo - do - milczenia.

Epilog

Aktor powinien mieć w sobie tajemnicę.
Nie potrafimy i nie chcemy jej płoszyć. Doszły nas tylko strzępy dalekiej - bliskiej rozmowy znad zimnych komnat Elsynoru.

Ani nam witać się ani żegnać żyjemy na archipelagach
A ta woda te słowa cóż mogą cóż mogą książę

Cóż mogą.

Adam Buszek
Teatralia Kraków
21 sierpnia 2009

Bibliografia:

Wypowiedzi Aktora pochodzą z wywiadu: Katarzyna Bielas, Teatr codzienności, Magazyn "Gazety Wyborczej", 10.04.1998.

Dzieła przytoczone w tekście:
- filmowe: "Życie jako śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową", reż. K. Zanussi, 2000.
- literackie:
"Próba rekonstrukcji" (dramat), Z. Herbert.
"Tren Fortynbrasa", Z. Herbert.
- słuchowisko:
"Próba rekonstrukcji", Archiwum Polskiego Radia. Obsada: Homer - Zbigniew Zapasiewicz, Elpenor - Wojciech Malajkat, Profesor - Gustaw Holoubek.

Pożegnanie Zbigniewa Zapasiewicza, zmarłego 14 lipca 2009 r.

© "teatralia" internetowy magazyn teatralny 2008 | kontakt: redakcja@teatralia.com.pl | projekt i administracja strony: admin@teatralia.com.pl | projekt logo: jepe oyen