Autobiografia (?)
Trudno słowami opisać spektakl, w którym nie padło ani jedno słowo. No może poza tekstem francuskiej piosenki, ale nie każdy wykazuje biegłą znajomość tego języka, więc tych słów nie można zaliczyć do tych, które pomogłyby zinterpretować widowisko.
Najważniejszą, ale nie jedyną, formą jest ruch. Mający w sobie coś z tańca, odrobinę z gimnastyki, pokazuje prawdziwe emocje, które nie są obce żadnemu z nas. Aktorka raz idzie prosto jak po linii, w jednym kierunku, raz miota się, wzbudzając niepokój. Raz wydaje się, jakby szła po wybiegu, chwilę później podbiega, zatrzymuje się nagle w miejscu, jak gdyby ze strachu. Gdy stoi, to i tak cały czas kiwa się w dwie strony, jakby wahała się pomiędzy dwiema możliwościami. Leżąc na podłodze, zakrywa się nogami, potem się pręży, chce uwolnić się z ciała, ale jednocześnie używać go jako pancerza chroniącego przed światem.
Pomocny był kostium aktorki, obcisły, przylegający do ciała. Można było bez problemu zobaczyć wszystkie ruchy, gesty, napięcie mięśni. A długie rękawiczki nadawały niezwykłego stylu, szyku, pomagały kreować postać, dodawały gracji. Pod koniec tancerka przebrała się, zmieniła czarną bluzkę na białą sukienkę, podobną do tych, które noszą baletnice.
Doskonałym uzupełnieniem ruchu było światło. Bardzo ciekawie użyte i mające duży wpływ na odbiór. Oświetlało czasem jeden kwadrat, czasem tylko postać, raz było białe, raz różowe. Ciemność, która zapadła w pewnym momencie, rozświetlona była fluorescencyjną czerwoną farbą. Namalowane nią były kreski, tworzące kwadraty na podłodze, a także pomalowane stopy i włosy aktorki. Gdy zaczynała się szamotać, można było wręcz zobaczyć ogień płonący na scenie.
Świat w tym spektaklu poznajemy jednak najpierw zmysłem słuchu. Odgłosy osób grających w koszykówkę brzmią na początku jak głosy potępieńców z zaświatów, zintensyfikowane ze względu na brak wizji i możliwość działania wyobraźni. Słychać też dzwonek telefonu, a później równomierny stukot, który towarzyszy tancerce podczas jej występu. Dopiero po chwili można usłyszeć, że to bijące serce.
Przy założeniu, że istota spektaklu może odnosić się do każdego człowieka, niebagatelne było pokazanie tego poprzez grę jednej aktorki. Nieważna płeć, choć na początku mogła zmylić i widz mógł odnieść wrażenie, że dotyczy to tylko kobiet. Tak naprawdę dotyka w mniejszym lub większym stopniu każdego z nas i pozwala zrozumieć schematy rządzące niektórymi aspektami życia.
Te wszystkie elementy złożyły się na bardzo refleksyjny odbiór przedstawienia. Pozostawia ono wiele pytań, ukazuje paradoks życia prostego i bardzo schematycznego, ale też w jakimś sensie w tej prostocie skomplikowanego.
Dominika Skwiercz
Teatralia Trójmiasto
13 sierpnia 2009
Bożena Eltermann
"Hexelolita"
reżyseria i choreografia: Bożena Eltermann
dramaturgia: Marek Kakareko
kostiumy: Anna Czarnecka
muzyka: Erik Satie
opracowanie dźwiękowe: Bartłomiej Łuniewicz
tańczy: Bożena Eltermann
premiera: 27 czerwca 2009 r.