Czarny doża z klamrą
Co robią mężczyźni w klatkach? Gotowi są wykrwawić się do ostatniej kropli krwi. Najwyraźniej brakuje im kobiet, które lubią się przebierać.
Dlaczego piękna Wenecja przypomina więzienie? Dlaczego scena Teatru Wybrzeże w poniedziałkowy wieczór łudząco przypominała scenografię do filmu i musicalu "Chicago"? Wzorowa rzeczpospolita jako zakład karny? Czyżby kupione na kredyt mieszkanie, znajdujące się na osiedlu strzeżonym, łudząco przypominało celę? Oczywiście, że podczas spektaklu można odrobinę pokombinować, żałując, że zamiast seksownych, tańcujących do jazzu morderczyń w przedstawieniu występują sami mężczyźni. Przeważnie zamiast synkopowanych rytmów słyszymy uderzania o kraty, a także dźwięki bębna, które wyznaczają najważniejsze wydarzenia w ciągu dnia, takie jak na przykład jedzenie wspólnego posiłku. Nie wiemy, za co ci różni mężczyźni odsiadują wyrok. Widzimy za to, jak pompują, prężą muskuły, piją alkohol, prowadzą szemrane interesy - wiodą pozbawione żeńskiej uszczypliwości męskie życie. Innymi słowy, dzielą się na bandy.
"Który z was jest Żydem, a który chrześcijaninem?" - Pyta na początku przedstawienia czarnoskóry doża Republiki Weneckiej (Babou Ceesay), który pełni w spektaklu de facto funkcję pilnującego porządku naczelnika więzienia. Jego pytanie może przyprawić o ból głowy przyzwyczajonego do wolności wyboru współczesnego człowieka. No, bo kto to widział, tak wybierać jedno z dwojga - to się nazywa ograniczenie wolności. Przeciętny chrześcijanin rzadko przypomina Chrystusa. Najczęściej zachowuje się jak ochrzczony poganin, któremu obietnica Królestwa Niebieskiego miesza się z wizją szczęśliwego życia na ziemi. Do szczęścia potrzeba pieniędzy, a kiedy ich brak można między innymi postarać się o pożyczkę. Zabiegający o rękę pięknej Porcji (w tej roli czarnoskóry, uszminkowany Kelsey Brookfield) Bassanio prosi o pomoc spokojnego, wręcz misiowatego Antonia (Bob Barret), który ostatecznie zadłuża się u brodatego, wyniosłego Żyda Shylocka (Richard Clothier) trudniącego się lichwiarstwem. Obaj mężczyźni zawierają podpisaną krwią umowę, w której Antonio ręczy za pożyczone pieniądze funtem swego ciała.
Nieszczęśliwy splot okoliczności prowadzi do brutalnej sceny, w której Shylock z nożem w ręku zamierza bezwzględnie wyegzekwować swój dług. Antonio mężnie wystawia pierś, na której widnieje krzyż.
Jednak oprócz zawiesistych scen, związanych z podnoszeniem na bezbronną pierś noża, zostajemy sprowadzeni na ziemię za pomocą kruczków prawnych oraz mężczyzn przebranych za kobiety, które później przebierają się w męskie stroje, aby ponownie przebrać się za kobiety. Wyżej wymienione elementy przedstawienia podkreślają komediowy aspekt tego nie najgorszego "Kupca weneckiego", który zwłaszcza w pierwszej części wydawał mi się dość chaotyczny. O ile brutalne porachunki etniczne, a także religijne uprzedzenia pasują do więziennych murów, to w przypadku scen z udziałem Porcji, jej "koleżanek" oraz przedziwnych adoratorów, miałem poczucie lekkiego dysonansu. Tak jakby pić whisky black & white w oddzielnych szklankach (co notabene uchodzi za szczyt rasizmu). Dlatego trzeba czarnoskórego doży Wenecji, który na zakończenie ponownie spyta: "Który z was jest Żydem, a który chrześcijaninem?", aby zachować spójność podejmowanej, jak sądzę, całkiem serio problematyki.
Michał Wróblewski
Teatralia Trójmiasto
12 sierpnia 2009
Grupa Teatralna Propeller z teatru The Watermill
William Shakespeare
"Kupiec wenecki"
reżyseria: Edward Hall
adaptacja: Roger Warren
scenografia: Michael Pavelka
muzyka:Properpeller
światła: Ben Ormerod
obsada: Bob Barrett, Kelsey Brookfield, Babou Ceesay, Richard Clothier, John Dougall, Richard Dempsey, Richard Frame, Emmanuel Idowu, Jonathan Livingstone, Thomas Padden, Chris Myles, Jack Tarlton, Jon Trenchard
XIII Festiwal Szekspirowski, Gdańsk 1-10 sierpnia 2009 r.