Pan P.
Sztukę Martina McDonagha "Poduszyciel" wystawiono pożegnalnie w Teatrze Małym 23 czerwca. Pożegnanie z tytułem przyciągnęło tłumnie wielbicieli dramatu, sala zapełniła się po brzegi, nie pozostawiając ani jednego wolnego miejsca na widowni. I nic w tym dziwnego - utwór został w 2004 roku okrzyknięty najlepszą nową sztuką, uhonorowany ponadto nagrodą The Mamturk Rifleman.
"Pan Poduszka" przywodzi na myśl pozytywne, ciepłe skojarzenia z dzieciństwem, bajki i przytulne historyjki na dobranoc. Tytułowa postać to zbudowany z różowych, miękkich poduszek olbrzym, z przylepionym do twarzy uśmiechem i oczami z guzików. Brzmi słodko i miło, tyle tylko, że Poduszyciel zawodowo zajmuje się mordowaniem dzieci, a właściwie - popychaniem ich do samobójstwa. Absurdalnie w ten sposób próbuje uchronić ich przed okrucieństwami świata, bólem dorosłości, zmarnowanym życiem.
"Poduszyciel" nie zakłada więc pozytywnego wizerunku człowieka, sugeruje jedynie, że należy wybrać mniejsze zło. Wszystko to próbuje przekazać światu niespełniony, młody pisarz - Katurian. Pan Poduszka jest jednym z bohaterów jego licznych bajek, historii o morderstwach na dzieciach, ich torturach i drastycznym traktowaniu. Te bajki są jednak inne. Dziewczynki i chłopcy nie są małymi królewnami i książętami, ale ofiarami okrutnych morderstw. Świat nie jest poukładany i harmonijny, nic nie staje się dobre za sprawą czarodziejskiej różdżki. I choć wszystko dzieje się za tak wiele obiecującymi siedmioma górami i siedmioma lasami, to realny świat stawia całkiem inne idee niż te, którymi karmi nas literatura. W prawdziwym świecie szczęśliwym zakończeniem nie jest ślub z obietnicą życia długiego i szczęśliwego, ale śmierć rodziców Michała i Katuriana.
"Poduszyciel" nie jest jednak kryminalną opowieścią o brutalnych morderstwach i nieposkromionych żądzach; porusza problem moralności, ukazuje tragiczne wybory i granice poświęceń człowieka. Michał poświęca swój spokój dla dobra twórczości Katuriana - gdy Poduszyciel proponuje mu wczesną śmierć, która pozwoliłaby uniknąć ciężkiego losu, dręczenia rodziców, dzieciństwa pełnego bólu i emocjonalnego skrzywienia - Michał odmawia, wiedząc, że bez dochodzących zza ściany wrzasków jego brat nigdy nie doznałby artystycznej weny. Później z kolei poświęca się Katurian - dowiedziawszy się o cierpieniach brata, chce uwolnić go od rodzinnego piekła. Nocą zakrada się do sypialni rodziców i dusi oboje poduszką.
Sceny spektaklu rozgrywają się głównie w więziennej celi i komisariacie policji, gdzie Katurian ma zostać przesłuchany w sprawie częstych ostatnio morderstw. Nie bez powodu trop trafia na artystę - zabójstw dokonywano w sposób dokładnie taki, jaki opisany był w jego opowiadaniach. Opatrzone ironią losu, niedomówieniami i zaskakującymi zmianami akcji wydarzenia są ponadto (przy całej swej brutalności i grozie) ukazane paradoksalnie w sposób zabawny i groteskowy. Widzowie śmieją się w głos, podczas gdy upośledzony psychicznie brat Katuriana opowiada o tym, jak wedle instrukcji w opowieściach autora dokonał morderstw na małych dzieciach. Słowa i sceny ociekają brutalnością i farsą na zmianę. Reżyser nie dba o estetyczne obrazki rodem z prawdziwych bajek dla dzieci, obrazuje dokładnie scenę pastwienia się jednego z policjantów nad Katurianem, wykonania kary śmierci i bratobójstwa. Bardzo szczegółowo opowiada o drastycznych torturach, widzom nie oszczędza się nawet widoku odciętych małych, dziecięcych paluszków, które wysypują się wesoło z plastykowej puszki, wprost na twarz Katuriana.
Spektakl kpi z widza, wprowadza go w błąd, który po chwili wyjaśnia tylko po to, by jeszcze raz wszystkiemu zaprzeczyć. Nie ma wątpliwości, że aktorzy podnieśli wartość utworu - przeczytany tekst nie wywołał we mnie żadnych wrażeń - podczas gdy spektakl zawiesił na chwilę myślenie na jednym punkcie. Wywołuje wrażenie enigmatycznej łamigłówki, której - jeśli chce się ją rozwiązać - należy poświęcić więcej niż jeden bilet. Zapewne byłoby tak, że każda kolejna odsłona "Poduszyciela", pozwoliłaby zobaczyć coś wcześniej niezauważonego. To jest tego rodzaju spektakl, który chciałoby się obejrzeć jeszcze raz, żeby wyłuskać z niego całą esencję przekazywanych wrażeń. Zastanawiam się tylko, czy prawie trzy godziny męczących rebusów to czas niezbędny, by przekazać najważniejsze myśli. I dochodzę do wniosku, że to, co zostało powiedziane na scenie, mogłoby zamknąć się w 110 minutach. Przedstawienie jest przegadane, kilka scen wystarczyłoby z niego usunąć i nie zaburzyłoby to wcale jego najważniejszego przesłania. Nie zmienia to jednak faktu, że spektakl należy zaliczyć do udanych, nawet jeśli wziąć pod uwagę zniecierpliwienie większej części publiki.
Karolina Obszyńska
Teatralia Warszawa
8 sierpnia 2009
Teatr Narodowy, Teatr Mały w Warszawie
Martin McDonagh
"Poduszyciel"
("The Pillowman")
tłumaczenie: Edyta Kubikowska
reżyseria: Agnieszka Glińska
scenografia: Magdalena Maciejewska
muzyka: Jan Duszyński
światła: Adam Kalka, Dariusz Wieczorek
obsada: Katurian - Marcin Hycnar, Tupolski - Krzysztof Stelmaszyk, Michał - Robert T. Majewski (gościnnie) / Wojciech Solarz, Ariel - Piotr Machalica (gościnnie), Matka - Joanna Kwiatkowska-Zduń, Ojciec - Robert T. Majewski (gościnnie) / Wojciech Solarz
premiera: 21 października 2006 r.