zwykła czcionka większa czcionka drukuj

Czy psia twarz jest twarzą Schwaba?

No właśnie. Ile jest autora w jego własnym tekście? Werner Schwab, tworząc postać Józka w "Mojej psiej twarzy", wzorował się ponoć na swoim sąsiedzie zza płotu - ale Józka ideologia, to już ideologia samego Schwaba. 11 października we wrocławskim klubie "Rura" w ramach imprezy towarzyszącej "Dialogowi" odbył się odczyt tego właśnie dramatu, chwilę po nim miało miejsce spotkanie z aktorami i tłumaczami, którzy przybliżyli nieco kierunek interpretacji, dość jednak trudnego tekstu.

Niezbyt licznie, ale za to ochoczo przybyła widownia nasłuchiwała z otwartymi ustami. Co tak państwa zdziwiło? Treść? Forma? Przekaz? Ale przecież odczyt to nie spektakl, to jasne, czym się zachwycać? Brakuje dekoracji, brakuje kostiumów, zmyślnej gry ciałem, dynamiki. Trudno uwierzyć w tekst, który ktoś po prostu głośno czyta. Nie tutaj. Wystarczyło tylko zamknąć oczy i wytężyć słuch.

Nikt się nie spodziewał, że ze Schwabem pójdzie gładko, i nie było w tym względzie niespodzianki. Po odczycie, gdy publika czekała na spotkanie z twórcami, gdzieś z oddali dało się słyszeć stłumiony jęk jednego z widzów "może nam teraz państwo powiedzą, o czym w ogóle był ten tekst". Tekst "Mojej psiej twarzy" jest dość trudny w odbiorze, sam zresztą Schwab znany jest z literatury, do której trzeba podchodzić ostrożnie i cierpliwie. Jak do wściekłego psa. I tak jest rzeczywiście. Dramat - ordynarny, Józek - nieprzystępny i drażliwy, pies - jak to pies - szczeka. Schwab nie przebiera w słowach i wali prosto z mostu, dlaczego więc tak trudno dojść na właściwą ścieżkę interpretacji?

Język to jedno, a oczywistość przekazu - drugie. Ale co może być niezrozumiałego w opowieści prostolinijnego wieśniaka, znużonego nieco codziennością i antypatycznie nastawionego do rodziny? Takich postaci jest dziś niemało. Paradoksalnie jednak w tym wszystkim - Józek okazuje się nie być zwykłym prowincjuszem. Owszem - dużo wrzeszczy, macha rękami i pluje; ale ważne jest przede wszystkim, co wrzeszczy i dlaczego pluje!

W trakcie spotkania z twórcami padła sugestia, jakoby Józek Psia Morda chciał być Hamletem. A że realia nieco weryfikują wyobrażenia - Józek nie zadaje standardowego, wytartego "być albo nie być", ale przełamuje to rozumowanie filozofii egzystencjalnej, pytając "po co być?". Wywraca świat na lewą stronę, dobiera się do jego wątroby i zębami przegryza obieg krwi. A przynajmniej takie wydają się być jego zamiary. Nie podoba mu się jego otoczenie, nienawidzi własnej żony, we wszystkim doszukuje się brudu, nieczystości. A w brudach i nieczystościach - prawdy. I tak w kółko. Wiecznie pijany, wiecznie rozżalony, poirytowany, aż w końcu wściekły, obłąkany. Opiera swoje myślenie na fizjologii ciała, grzebie we własnym brzuchu i jak z rękawa sypie niesmacznymi porównaniami. Zepsuty umysł wyświetla same złe obrazy. Świat nie jest piękny. Trawa? Owszem jest. "Trawa jak krew rozlana". Rodzina? Jest też rodzina - "muszę zabić tego brudnego psa, syna i żonę".

W całym tym bałaganie, słuchaczom musi przewijać się przez głowy jedna myśl - bez wątpienia czyjś umysł tutaj choruje. Tylko czyj? Wiecznie niezadowolonej z męża żony, zniesmaczonego syna, czy furiata Józka? Jakkolwiek to absurdalne - w całej brzydocie i dosadnej wulgarności, Józek wydaje się całkiem konkretnie rozumować. Oczywiście, sposób wyrażania myśli ma dość niekonwencjonalny, ale nie zmienia to faktu, że dostrzec w nim można pewne pokłady wrażliwości. Józek to człowiek zniszczony przez świat. Wydany na świat jako ofiara, świadoma zła i destrukcji, cierpiąca z powodu sarkazmu i złośliwości ziemskiego globu. Nieokrzesany prostak - to jedno. Ale filozof, myśliciel, strateg - to drugie. Opowiada o sobie jak o wielkim poecie, kiedyś uznanym i cenionym, "zawsze wyższym od wieży kościelnej", a dziś? Dziś Józek jest "zerem w dostawaniu", traktowanym gorzej od własnego psa. W tym wszystkim Józek zachowuje pewien stan świadomości. Pomysł hodowania psa, po to tylko, by pozwolić mu się potem zjeść, wydaje się oczywiście niepokojąco wariacki. Ale w ten sposób Józek daje światu do zrozumienia, że ma na niego wpływ. W przeciwieństwie do reszty ludzkości, taplającej się w nieczystościach świata - on, Józek, dokona świadomej samozagłady, co będzie wyrazem buntu. On chce o sobie decydować. Przedstawia życie jako chorobę, walkę człowieka z jego własnymi wnętrznościami; walkę, którą planuje wygrać, usuwając się z ringu.

Powrócę do mojej początkowej myśli - jak przekonać słuchaczy do tekstu, którego się nie gra, ale wyłącznie czyta? Świat ukazany jako wielki śmietnik - to Schwab. Ale interpretacja i przekaz - to już aktorzy. Tomasz Cymerman, Bożena Baranowska i Jerzy Światłoń. Ten ostatni w roli samego Józka - zachwyca. Jest dynamiczny, rzetelny, przekonywujący. Z całej trójki to on dał się najbardziej poznać dzięki najdłuższym monologom. Do tego wyważona rola Baranowskiej, a ona sama - subtelna, ale konkretna. I nieco stłumiony, zapatrzony w dal Cymerman, który na scenie wydawał się być nieobecny.

Rolę narratora przyjął reżyser odczytu - Andrzej Majczak, który był odpowiednią osobą na odpowiednim miejscu. Słuchając tego, co czytają aktorzy - nie mógł opanować reakcji, a szczególnie śmiechu. Bawił się całkiem nieźle i tak samo radził sobie z tekstem.

Ciekawie ogląda się aktorów, których rola musi ograniczyć się wyłącznie do odczytania tekstu. Nie mogą grać, muszą czytać; co jednak okazuje się trudniejsze, niż mogłoby się wydawać. Pomagali więc sobie - nieświadomie, jak się okazało podczas rozmowy - rękoma. Gestykulowali, machali dłońmi, zaciskali pięści - ale żadne z nich nie wstało ani na chwilę z krzesła, choć w kulminacyjnych momentach Światłoń podrywał się na milimetr, po chwili osiadając znów na miejscu, przywołując samego siebie do porządku. Zapytana o nagle uniesioną rękę, Baranowska, odpowiada - "nie kontrolowałam tego". Aktorzy poddali się tekstowi, jak zakładnicy, pozwolili mu zawładnąć własnymi ciałami.

Co więcej? Próbując stworzyć pewną klamrę kompozycyjną, postaram się odpowiedzieć na własne, tytułowe pytanie - Schwab nie stworzył literackiej wizji apokalipsy. Schwab opisał otaczający go świat. Ze wszystkim, czego czytelnik mógłby sobie życzyć, lub nie życzyć - taka jest rzeczywistość, a Józek to w tym przypadku przewodnik po świadomości. Życzmy sobie takiej literatury, i (co dla "Teatraliów" najważniejsze) tak profesjonalnych i ciekawych odczytów.

Karolina Obszyńska
Teatralia Wrocław
29 października 2009

Jazz Klub "Rura" we Wrocławiu
Werner Schwab
"Moja Psia Twarz"
tłumaczenie tekstu: Mateusz Borowski i Małgorzata Sugiera
opieka reżyserska: Andrzej Majczak
czytają: Tomasz Cymerman (Wrocławski Teatr Współczesny), Bożena Baranowska (Teatr Polski we Wrocławiu), Jerzy Światłoń (Teatr im. J.Słowackiego w Krakowie)
rozmowa z tłumaczami: Joanna Biernacka
11 października 2009 r.
V Międzynarodowy Festiwal Teatralny Dialog-Wrocław, 10-17 października 2009 r.

© "teatralia" internetowy magazyn teatralny 2008 | kontakt: redakcja@teatralia.com.pl | projekt i administracja strony: admin@teatralia.com.pl | projekt logo: jepe oyen