Czy tak malował pan Chagall?
Spektakl traktuje, jak twierdzi sam reżyser, "o sile miłości, która zwycięża wszystko. Nawet śmierć...", "Bo to przecież love story...". Można się spierać, czy taką rekomendacją twórca zachęca, czy też nieświadomie umieszcza swoje dziecko w szufladce, której widz - umęczony "romantycznymi" produkcjami telewizyjnymi - otworzyć nie zachce.
Czy tak malował pan Chagall? Pozornie dla sztuki to nieistotne. W kodeksie honorowym teatru nie leży kronikarska skrupulatność, zostawmy ją autorom biografii. W przypadku "Hommage à Chagall" pytanie jest o tyle ważne, iż autorzy za cel postawili sobie przybliżenie widzom historii Chagalla, zwłaszcza wątku miłości malarza do Belli. Nachalnie zwracały uwagę na ten aspekt zapowiedzi spektaklu.
Miłość jest, owszem. Ckliwa, ponadczasowa, unosząca w przestworza. Trudno natomiast otrząsnąć się z wrażenia, że gdyby nie towarzyszące jej obrazy tak charakterystycznego malarza, nie wyróżniłaby się niczym szczególnym w tej niesamowitej czasoprzestrzeni, pełnej "niezidentyfikowanych obiektów latających".
Scena, "na ziemi i w niebie", przesycona jest typowymi dla Chagalla postaciami i tematami. Kozioł i kogut panują niepodzielnie - przedstawiają ich aktorzy i lalki różnej wielkości. To samo spotyka głównych bohaterów: ich realizacje multiplikują się, minimalizują i maksymalizują, nakładają na siebie i wypełniają całą przestrzeń, w której prawa grawitacji wydają się nieobecne. Na scenie jest niezwykle gwarno i kolorowo, muzyka napędza tempo rzadko zwalniane statycznymi wizjami - obrazami. Twórcy spektaklu sięgnęli po cały zasób dostępnych w teatrze środków.
Od fascynacji do irytacji - ta krótka formuła oddaje odbiór przedstawienia. Atmosfera zdjęta niczym klisza z obrazów Chagalla - początkowo uroczo magiczna - zaczyna w pewnym momencie dusić. Po pięknych, metaforycznych scenach (wesele głównych bohaterów, na którym zostają sami sobie podani na półmiskach) następuje długa tułaczka pary zakochanych. Walczący z przeciwnościami losu przypominają bohaterów gry, pokonujących kolejne poziomy zaawansowania i zdobywających kolejne "życia". Owa szamotanina przeplatana jest scenami, które często same w sobie stanowią odrębną, lepszą od wiodącej love story, opowieść (grajek w brzuchu matki, rabini zamieniający się w świece). Szkoda, że giną one w galopadzie następujących po sobie sekwencji.
Miłość idealna bywa przesycona naiwną symboliką (malarz i Bella jako Adam i Ewa, zegar unoszący zakochanych w bezczas), która nie ma posmaku banału na obrazach Chagalla. Niestety - na deskach teatru, gdzie aktorzy występują w maskach, staje się jednoznacznie szablonowa jak ich "twarze". Potrafi znudzić.
Nie tak malował Pan Chagall...
Katarzyna Borys
Teatralia Kraków
28 października 2009
Teatr Lalki Maski i Aktora Groteska w Krakowie
"Hommage à Chagall"
reżyseria: Adolf Weltschek
II reżyser: Lech Walicki
scenografia: Małgorzata Zwolińska
muzyka i realizacja nagrań dźwiękowych: Roman Opuszyński
układ ruchu: Katarzyna Skawińska
realizacja animacji komputerowych: Paweł Weremiuk
obsada: Monika Filipowicz , Oliwia Jakubik, Diana Jędrzejewska, Maja Kubacka, Katarzyna Kuźmicz , Iwona Olszewska, Marek Karpowicz, Bogdan Nowak, Rafał Szumski, Lech Walicki, Bartosz Watemborski / Henryk Hryniewicki
premiera: 19 września 2009 r.