Trzy zagadki i jedna śmierć

Cesarski pałac, komunistyczny Pekin, Torre del Lago? Na dworze okrutnej księżniczki Turandot czy w willi Giacomo Pucciniego? Doria Manfredi, Liu, Elvira Gemignani... W "Turandot" Pawła Passiniego nic nie jest oczywiste. Mandaryn przybiera postać drag queen, a jego perwersyjna asystentka pląsa po scenie w przykrótkiej koszulce "made in China". Kicz, psychodelia i opera disco z wykorzystaniem języka migowego.

Już na początku uderzają ambitne rozwiązania scenograficzne. Zostajemy przeniesieni w wielowarstwowy świat iluzji, utkany z barwnego światła, głębokiego cienia i wynaturzonego przedmiotu. Na pierwszym planie znajduje się werystycznie wyprofilowana ludzka kukła, nieco dalej - pianino z umieszczoną na nim pustą ramą, oświetloną czerwonymi żarówkami a la Las Vegas; pod sufitem i w głębi ustawiono gęste szeregi plastikowych, nagich (lub raczej, dla ścisłości: rozebranych) lalek. Tak wykreowane wnętrze jest tajemnicze i niepokojące. Night club dla mieszkańców zaświatów.

Spektakl rozpoczyna się partią niemego chóru. Passini wielokrotnie podkreślał swoje pragnienie wprowadzenia do teatru osób niepełnosprawnych, a co za tym idzie, poszerzenia możliwości przekazu i odbioru. Sam fakt "miganej" narracji powoduje konsternację - widzowie władający repertuarem zmysłów nie są w stanie odczytać znaczenia szybkich, zwinnych gestów.

Gdzie tymczasem znajduje się autor pierwowzoru - Puccini? Odnajdujemy go w Torre del Lago, u schyłku życia. Chory na raka krtani artysta nie wie, czy uda mu się dokończyć operę. Reszta zapisana jest w listach: rzekomy romans z Dorią Manfredi burzy spokój ostatnich lat kompozytora. Kiedy chorobliwie zazdrosna żona doprowadza dziewczynę do samobójstwa, reżyser niweluje granicę między życiem a librettem. Akcja nabiera tempa telewizyjnego spotu, w którym Elvira, żona artysty, przemienia się w okrutną dominę Turandot, a Doria Manfredi - subtelną, zakochaną w swoim panu, służącą Liu.

Turandot NEttHEATRE - TEATR W SIECI POWIĄZAŃ I GRUPA COINCIDENTIA Białystok

"Turandot"

U Passiniego znalazło się także miejsce dla współczesnych Chin. Postać Turandot nie bez powodu przywołuje na myśl komunistycznych dyktatorów - jesteśmy świadkami defilady tłumu bez twarzy, automatycznego marszu szeregu identycznych, plastikowych lalek. Inne przejawy dehumanizacji i totalitarnej paranoi stają przed oczyma za sprawą zmieniających się projekcji wideo, patetycznych obrazków z olimpiady AD 2008. Nie zabrakło także wątku konsumpcyjnego; o chińskim eksporcie na szeroką skalę przypomina bluzeczka z tandetnym nadrukiem, skąpe odzienie podrygującej towarzyszki Mandaryna.

Nie sposób pominąć jednej czy dwóch spektakularnych scen. Bohaterowie pierwszej z nich: Mandaryn i jego asystentka. Czas akcji: ? Miejsce akcji: studio telewizyjne. Program: z cyklu "gotowanie na ekranie" - odcinek specjalny, w którym obiektami wymyślnych zabiegów kulinarnych są antropomorficzne warzywa, poddawane najrozmaitszym "cielesnym" torturom - nakłuwaniu, podcinaniu etc. Wszystko po to, by zademonstrować publiczności fascynujący, ociekający krwią efekt końcowy: pomidora z podciętym gardłem, wydrążoną główkę kapusty, przewierconego na wylot ogórka. Cierpienie na sprzedaż, a może przewrotna forma zastraszenia? Passini zdaje się mówić: uważaj, bo cienka jest granica między człowiekiem a warzywem, szczególnie w Chinach. Groteska dosyć bezpardonowa.

Jak widać, widz ma przed sobą frapujące części wizualnie wciągającej i fabularnie przejmującej układanki. Wróćmy jednak do kompozytora. Kiedy Puccini i Mandaryn rozpoczynają brutalny wrestling o ilość zagadek w "Turandot", zadajemy sobie pytanie, o co tak naprawdę chodzi. Czyżby opera wymykała się spod kontroli samemu twórcy? A może nie opera, ale... życie?

Doria-Liu - niczym wyrzut sumienia - towarzyszy kompozytorowi niemal do ostatnich chwil: schowana pod stołem, skulona, bezbronna i nierozumiejąca skierowanej ku niej nienawiści. Z pozoru tryumfująca, apodyktyczna Elvira-Turandot jest istotą słabą, niepogodzoną z nadchodzącą starością, rozpaczliwie zazdrosną, żyjącą w strachu przed odrzuceniem. Lalka, dominujący element scenografii, może być postrzegana jako odpowiednik owych kobiet, które pod wpływem otoczenia, a także własnych obsesji, lęków i pragnień, stają się bliskie przedmiotom - są traktowane (Doria) i traktują siebie (Elvira) jak rzeczy. Spektakl przenika zresztą wyraźny pierwiastek erotyzmu o niezbyt wyszukanym charakterze, co daje zamierzony efekt uprzedmiotowienia, także w wymiarze bardziej uniwersalnym.

Turandot NEttHEATRE - TEATR W SIECI POWIĄZAŃ I GRUPA COINCIDENTIA Białystok

"Turandot"

Postacią łączącą wszystkie wątki jest Puccini, który mimo to nie uczestniczy aktywnie w rozgrywających się na scenie wydarzeniach. Zdystansowana postawa artysty - przechadzającego się obok operowych postaci, a także bliskich mu kobiet - znamionuje osobliwy stan zawieszenia pomiędzy światem żywych i umarłych, sferą realnej i wyobrażonej egzystencji. Nic dziwnego, iż w "Turandot" postać Pucciniego funkcjonuje niejako podwójnie: w formie cielesnej oraz jako kukła - duch. Właśnie "lalkowe" oblicze kompozytora trzyma w ramionach Doria, to manekin zostaje symbolicznie unieruchomiony w scenie końcowej. Jasne staje się, że Puccini umiera. Śmierć jest tutaj przede wszystkim kresem tworzenia, z którym artysta nigdy się nie pogodził, podobnie zresztą jak z wlokącym się za nim "cieniem" zhańbionej samobójczyni (i klęską swojej żony, która została skazana za zniesławienie - po sekcji zwłok okazało się bowiem, że dziewczyna była nietknięta).

Hipnotyzujący, nieco mroczny klimat spektaklu, skąpanego w czerni i karminowej czerwieni, sprawia, że czujemy się wciągnięci do wnętrza polifonicznego świata, w którym realne spotyka się z wyobrażonym, prawda z pozorem. Świetna aranżacja muzyczna autorstwa Passiniego - oparta na klasycznych operowych ariach oraz elektronicznie przetworzonych dźwiękach, niejednokrotnie ocierających się o jazz (motyw rodem z filmów Davida Lyncha) - wzmaga wrażenie poplątania porządków, niejednoznaczności.

"Turandot" prowokuje do wielowymiarowego spojrzenia na artystę, sztukę oraz proces interpretacji. Passini wybiera współczesny punkt widzenia, eksploruje nowe możliwości odczytania klasycznego dzieła. Co ciekawe, nie czyni go ahistorycznym i nie odrywa od faktu, jedyna transfuzja dotyczy "chińskiego mitu" - fascynująca odmiennością kultura zostaje zdominowana, przysłonięta przejawami bezdusznej polityki. Na razie bez happy endu.

Spektakl Passiniego jest grą z zagadkami, zadawanymi nam i przez nas. Ale, ale. Wszelka zabawa kończy się tutaj śmiertelnie poważnie - w zupełnej ciszy.

Kamila Dworniczak
Teatralia Lublin
27 października 2009

neTTheatre - Teatr w Sieci Powiązań i Grupa Coincidentia (Białystok)
"Turandot"
scenariusz i reżyseria: Paweł Passini
wizualizacje: Maria Porzyc
muzyka: Paweł Passini
współpraca scenograficza: Michalina Kostecka
konsultacja języka migowego: Magdalena Urbańska
obsada: Dagmara Sowa, Katarzyna Tadeusz, Iga Załęczna, Paweł Chomczyk, Mariusz Laskowski
premiera: 16 października 2009 r.

© "teatralia" internetowy magazyn teatralny 2008 | kontakt: redakcja@teatralia.com.pl | projekt i administracja strony: admin@teatralia.com.pl | projekt logo: jepe oyen