Piosenka alkoholika rannej zmiany
"Godzina słynna: piąta pięć, naciska budzik, dźwiga się...", by w asyście denaturatu zacząć dzień - chciałoby się dokończyć po premierze "Lęków porannych" w reżyserii Piotra Siekluckiego.
Ponury to obraz. Choć niby śmieszny. W schronie ścian mieszkania czynszowego zniszczony regularnym nasączaniem wątroby alkoholem mężczyzna. Wiek - każdy i żaden. Uwięziony w kleszczach złych wspomnień okupanta i "wybawiciela", a jednocześnie śpiewający z wytrenowaną czcią pieśni wrogich narodów. Niedoszły lekarz, ojciec sierot (!), wyimaginowany wiceprezes banku. Cóż można zrobić z takim bohaterem w przestrzeni skomponowanej z podstawowych sprzętów pokojowych? Ano - uposażyć w odpowiednią ilość napojów wyskokowych w pakiecie z katalogiem kompanów do kieliszka.
Akcję zaś oprzeć na toczonych, w rytm unoszonego do ust trunku, pogaduchach. Takich, z których widz może się pośmiać, ale też odczuć w rozbawianiu ciężar losu wódkopija.
I wszystko ładnie. Tylko dlaczego, dlaczego w teatrze ma mieć miejsce konfrontacja z ulubionym nałogiem Słowian? Czyżby w myśl słów Gogola: "Z kogo się śmiejcie? Z samych siebie się śmiejecie!"? Jeśli tak - chciałoby się czegoś więcej niż "prawie zabawnych" dialogów (czas okazał się wrogiem dowcipu - Grochowiak napisał ten tekst w latach 70.), najwyraźniej aktualizowanych nieco na siłę ("Spieprzaj dziadu!", "Pop-music"). Jeśli nie - wystarczyłoby udać się pod pierwszy sklep pozbawiony koncesji na "spożywanie w obrębie", koniecznie - ze spragnionymi podpierającymi mury.
Wystarczyłoby dla samej treści, ale jest w "Lękach porannych" coś, czego podsklepowi degustatorzy nie zapewnią. Mianowicie - świetne aktorstwo dwóch panów. Paweł Sanakiewicz przeobraża się niczym osiadły na tęczy kameleon. W jednej chwili z przepitego cwaniaczka staje się poważnym medykiem, po czym - jest wścibską, ordynarną babą z wielkim cycem. Co więcej - za całą charakteryzację służy mu mowa i sposób poruszania się. W każdym wcieleniu jest zabawny i niezwykle wiarygodny. Mistrzostwo parodii.
Słowa uznania należą się Siekluckiemu. Jako aktorowi. Krótki epizod, w którym gra księdza przybywającego z ostatnim namaszczeniem-upojeniem alkoholowym, jest mocną stroną przedstawienia, zapada w pamięć. Aktor uderza w najwyższą nutę napięcia dramatycznego, jest poruszająco autentyczny.
Podsumowaniem niech będzie cytat z wypowiedzi zasłyszanej po spektaklu: "Fajne to było...". O ile "fajność" dać może absolutną satysfakcję.
Katarzyna Borys
Teatralia Kraków
24 października 2009
Teatr Nowy w Krakowie
Stanisław Grochowiak
"Lęki poranne"
reżyseria: Piotr Sieklucki
obsada: Edward Linde-Lubaszenko, Paweł Sanakiewicz, Katarzyna Chlebny, Piotr Sieklucki
premiera: 23 października 2009 r.