zwykła czcionka większa czcionka drukuj

Beniowski wielkim awanturnikiem był!

Jak pojemny jest nowy gmach Opery Krakowskiej, można było się przekonać na przykładzie "Beniowskiego "awantur dziwnych łańcuch złoty", wysnuty z poematu Juliusza Słowackiego". Zmieścił się w operze nie tylko tytuł, długością swą godny barokowych dokonań literackich, ale też forma - nieprzystająca do instytucji nacechowanej przepychem.

Oto eleganccy panowie w garniturach i wyperfumowane panie w sukniach wieczorowych, zamiast na arie czy piruety, trafili na kameralny spektakl oparty głównie na parze zacnych, lecz mocno już posiwiałych aktorów, grzecznie spoczywających na pluszowych siedziskach w kąciku sceny. Proszę Państwa, przed nami czytanie mocno subiektywnie wyselekcjonowanych fragmentów poematu, z dodatkiem nielicznych ruchomych ilustracji - bądź to w formie teatru lalek-cieni, bądź też aktorów niby żywych, a w grze swej mocno mechanicznych. Wszystko to: z muzyką graną na żywo!

Beniowskiego 'awantur dziwnych łańcuch złoty', wysnuty z poematu Juliusza Słowackiego OPERA KRAKOWSKA

"Beniowskiego "awantur dziwnych łańcuch złoty", wysnuty z poematu Juliusza Słowackiego" - próba spektaklu

Początek zadziwia: Andrzej Seweryn dumnym krokiem wkracza na scenę najkrótszą z możliwych dróg. Anna Polony natomiast ma za zadanie drobnym kroczkiem przedefilować przez pełną długość podium. Widownia nieco skonsternowana. Aktorzy w dłoniach dzierżą spore kajety, miny mają uroczyste. Należałoby się spodziewać światła jupiterów skierowanego wprost na nich i padających z ich ust słów: "Oskar wędruje do...". Ale nie. Światła, owszem, są, ale para seniorów mości się na uboczu sceny i rozpoczyna... czytanie bajki! Bajki o buńczucznym bawidamku Beniowskim... Twórcy spektaklu wydobyli na światło sceny wątek z "Beniowskiego", który sam Słowacki traktował raczej jako podszewkę pod materiałem treści naprawdę istotnych. Oj, mocno zdziwiłby się wieszcz na takie przecedzenie jego dzieła.

Pani Anna i Pan Andrzej czytają wydestylowane strofy z niezwykłą radością, ale i swego rodzaju nabożnością. Przekomarzają się przy tym, stwarzając nietypową dla teatru (a co dopiero opery!) aurę - publiczność niczym wnuczęta u stóp dziadków wysłuchuje grzecznie dziejów hulaki Beniowskiego. Oczywiście, niektóre dzieci popadają w senność, inne są zafascynowane, co należy przypisać osobniczej wrażliwości. Autorzy starali się zadbać o regularne pobudzanie tych, którzy nastawieni są raczej na bodźce wzrokowe. Co jakiś czas w centralnym punkcie sceny wizualizują się słowa narratorów. Piękne obrazy pojawiają się na olbrzymim ekranie: monochromatyczne "kadry" lalek-cieni oddają to, co na deskach teatru do ukazania byłoby trudne: pogoń przez step, pojedynek jeźdźców, atak tłumu kobiet - rozwiązanie to trafne, a i widowiskowe. Gorzej wypadając sceny, w których pojawiają się "żywi" aktorzy. Przy zupełnym braku scenografii ich ściśle historyczne stroje wypadają nienaturalnie. To samo, niestety, chciałoby się powiedzieć o grze adeptów PWST. Można to zrzucić na karb kiepskiej akustyki w gmachu opery (odtwórcy ról zmuszeni są niemal krzyczeć, co zapewne utrudnia im interpretację). Ewentualnie uznać, że nieco karykaturalna gra była założeniem autorskim. "Cały ten świat - satyra..." - trafnie wypowiada za Słowackim narrator. Uzasadnia to potraktowanie tekstu jako zabawnej historyjki (celuje w tym zwłaszcza Polony).

Półtorej godzinny audiobooka z okazjonalnymi obrazkami to zadanie dla cierpliwości widza niełatwe. Trzeba oddać honor narratorom - starali się, jak mogli. Uparcie jednak rozwiązanie takie przywodzi na myśl amatorskie przedstawienia z czasów szkoły podstawowej, w których to rola narratora była przez małego aktora najmniej pożądana (nikt nie chciał słuchać), ale niezbędna (żeby młodsze dzieci zrozumiały fabułę). Czy to jednak konieczne w teatrze dla - w przeważającej mierze - nie od wczoraj pełnoletnich? Jeśli twórcom przedstawienia chodziło o przypomnienie wrażliwości Słowackiego na piękno języka i świata, który językiem tym zamykał w tomy poezji - dlaczego za temat przedstawienia wybrali wątek awanturniczy "Beniowskiego"? Temat ten współczesnemu widzowi przywodzi na myśl raczej Sienkiewicza i jego dzieci: Wołodyjowskiego, Azję, Kmicica. Nie widzę sensu wpisywać akurat tego dzieła Słowackiego w nurt sarmackich rewizji, zwłaszcza jako "czytania poematu".

Katarzyna Borys
Teatralia Kraków
23 października 2009

Opera Krakowska
Anna Polony, Józef Opalski
"Beniowskiego "awantur dziwnych łańcuch złoty", wysnuty z poematu Juliusza Słowackiego"
reżyseria: Anna Polony, Józef Opalski
scenografia, kostiumy oraz projekty lalek: Ryszard Melliwa
muzyka: Jan Kanty Pawluśkiewicz oraz muzyka w wykonaniu Orkiestry Opery Krakowskiej pod dyrekcją Tomasza Tokarczyka
konsultacja muzyczna: Halina Jarczyk
światła: Dariusz Pawelec
obsada:
Narrator - ANNA POLONY
Narrator - ANDRZEJ SEWERYN
Ksiądz Marek - JACEK ROMANOWSKI
Aniela - JULIA POGREBIŃSKA
Swentyna - ANNA STELA
Beniowski - BARTOSZ WAGA
Sawa - DANIEL SZCZYPA
Gruszczyńska - KATARZYNA ZAWADZKA
oraz aktorzy Teatru Lalki, Maski i Aktora "Groteska"
premiera: 17 października 2009 r.
III edycja Festiwalu Dramaty Narodów: Słowacki 2009.

© "teatralia" internetowy magazyn teatralny 2008 | kontakt: redakcja@teatralia.com.pl | projekt i administracja strony: admin@teatralia.com.pl | projekt logo: jepe oyen