Danse macabre Starego Lisa
Można czasem odnieść wrażenie, że w dzisiejszej kulturze śmierć utraciła swoją tajemniczość i majestat. Na ekranach telewizorów codziennie "giną" miliony ludzi, w różnych konwencjach, od dramatu poprzez film wojenny do komedii, widzowie natomiast chłoną sceny śmierci najczęściej bezrefleksyjnie, jako kolejne obrazki lub informacje w wiadomościach. Inaczej śmierć wygląda w teatrze - w spektaklach dla dorosłych pojawia się w pełni swojej godności i powagi, w spektaklach dla dzieci natomiast nie gości prawie wcale. Dlatego tak odważnym wydaje się spektakl "Pod-Grzybek", najnowsza premiera Białostockiego Teatru Lalek.
Zgodnie ze starą zasadą Alfreda Hitchcocka "najpierw trzęsienie ziemi, a potem napięcie rośnie", spektakl zaczyna się od mocnej sceny. Po lesie, przy wtórze śpiewu ptaków biegają dwa lisy: Stary Lis (Paweł S. Szymański) i jego wnuk, Mały Lis (Michał Jarmoszuk). W pewnym momencie pojawia się Kłusownik (Ryszard Doliński) z Psem (Jacek Dojlidko) - za pierwszym razem lisom udaje się zbiec, za drugim razem Stary Lis, ratując wnuka, pada martwy od kuli myśliwego.
Widzowi, bombardowanemu na co dzień hollywoodzkim kanonem umierania, ciąg dalszy wydaje się dość oczywisty - oto zaraz przyjdzie Mały Lis, wypłacze swoją gorycz i żal oraz poprzysięgnie zemstę, zostawiając dzieciństwo daleko za sobą. Parę sekund, w których aktor z pacynką leżą bezwładnie na scenie, ciążą i dłużą się, a wśród dzieci na widowni panuje cisza. To jest też chyba najważniejszy moment całego spektaklu, kiedy rozstrzyga się, jak dzieci przyjmą to, o czym się najczęściej z nimi nie rozmawia.
Mały Lis rzeczywiście zaraz przychodzi, okazuje się jednak, że Stary Lis jeszcze żyje, ale już dogorywa. Wieść oczywiście szybko się roznosi i zaczynają się odwiedziny innych mieszkańców lasu, Jeża, Kur, czy Łosia, po nich natomiast przychodzi Śmierć. Grana przez Alicję Bach postać z wielką białą kokardą na głowie nijak nie kojarzy się z wysuszonym kościotrupem - jest ciepła, przyjazna, a zamiast kosy ma skrzypce, na których pogrywa czasem.
Śmierć zabiera Lisa do lisiego nieba, Małemu Lisowi zaś, który nie chce rozstać się z dziadkiem, pozwala go odprowadzić i zostać na jakiś czas w niebie, miejscu, gdzie wszystkie lisy mają to, co lubią najbardziej. Mały Lis spotyka tam swoich przodków, trafia na koncert Lisielsów, odkrywa też dziurę w niebie, skąd można podglądać świat i ich las, aż wreszcie decyduje się opuścić lisie niebo, zakochując się w lisiczce ujrzanej przez tę dziurę.
Spektakl nie stroni od humoru i dowcipu, pełno w nim komicznych sytuacji i postaci. Mamy jeża, zabawiającego się przebieganiem przez dwupasmówkę, mamy Charona (Ryszard Doliński) w roli drobnego biznesmena, a pradziadek Małego Lisa nawet w niebie oszukuje w karty. To wszystko pomaga ocieplić nieco obraz śmierci, obala negatywne wrażenia z nią związane. Pozwala też nabrać dystansu i chroni od wpadania w tak częste w tym temacie żałobne tony. Autorka scenariusza, Marta Guśniowska, nie boi się śmiechu zestawionego z taką tematyką i chwała jej za to.
Można by teraz rozpisać się na temat muzyki czy scenografii, nie to jednak jest najważniejsze. Muzyka Piotra Klimka na ogół pomaga budować ciepły nastrój spektaklu, czasem jednak razi i niszczy ten klimat, szczególnie przy wstępie i zakończeniu. Ciekawa jest scenografia Andrzeja Dworakowskiego, surrealistyczne nieco ukazanie lisiego nieba; fenomen jednak "Pod-Grzybka" leży zupełnie gdzie indziej.
Najważniejszy bowiem jest sposób, w jaki spektakl mówi o śmierci do dzieci. Ktoś kiedyś powiedział, że dzieciństwo kończy się w momencie uświadomienia sobie dogłębnie swojej przemijalności, śmiertelności. Dziecko nie rozumie najczęściej śmierci, widzi jej skutki w postaci braku bliskiej osoby, nie odnosi jednak tego do siebie, nie rozumie, że ono kiedyś też będzie musiało odejść. Dlatego o śmierci z dziećmi trzeba rozmawiać łagodnie i ostrożnie, pamiętając, że każde niewłaściwe słowo może dziecku zaprojektować na resztę życia, napełniając je lękiem i przerażeniem.
Łagodność ta jest obecna w "Pod-Grzybku". Spektakl nie ukazuje śmierci jako mrocznego widma, rozdzielającego kochane osoby, czającego się gdzieś przy człowieku i czyhającego na jego najmniejsze potknięcie, aby móc później z tryumfem porwać go z tego świata na jakieś nieznane rubieże. Tutaj śmierć pełna jest matczynego ciepła, dba o to, aby każdemu było jak najlepiej. Widząc ból Małego Lisa pozwala mu spędzić trochę czasu w niebie z dziadkiem, przyjmuje też jeża do lisiego nieba, by mógł być razem z przyjaciółmi. Ta śmierć wydaje się mądra i rozumna, zna tych, po których przychodzi i wie, co dla nich jest najlepsze, lisie niebo zaś i czas po śmierci urasta do rangi wiecznej sielanki.
Dlatego też najlepszym przymiotnikiem określającym ten spektakl wydaje się słowo "terapeutyczny". "Pod-Grzybek" bowiem leczy podejście do śmiertelności wyrażane w wizjach danse macabre, w obrazach wielkiego kościotrupa w czarnym płaszczu. Ponadto zaś jest po prostu dobrze opowiedzianą historią, ukazującą ważne rzeczy w nieograny, ale prawdziwy sposób, okraszoną piękną muzyką, scenografią i dobrym aktorstwem.
Sylwia Grygorowicz
Teatralia Białystok
19 października 2009
Białostocki Teatr Lalek
Marta Guśniowska
"Pod-Grzybek"
reżyseria: Krzysztof Rau
scenografia: Andrzej Dworakowski
muzyka: Piotr Klimek
choreografia: Anna Kołosow
obsada: Alicja Bach (Śmierć), Grażyna Kozłowska (Jeż, Kura I, Kura III), Eliza Krasicka (Kukułka), Jacek Dojlidko (Pies, Lis), Ryszard Doliński ( Łoś, Charon, Staruszek Lis, Kłusownik), Paweł S. Szymański (Stary Lis); oraz studenci ATB w rolach dyplomowych: Łucja Grzeszczyk ( Kura, Lis), Magdalena Witczak ( Kura I, Lis), Michał Jarmoszuk (Mały Lis)
premiera: 8 października 2009 r.