zwykła czcionka większa czcionka drukuj

Atak lalek - ANIMO po raz trzeci

Trzeci dzień festiwalu ANIMO zaczął się muzyczną opowieścią o Śnieżynce Teatru Rodzinnego Maria Iskusnica. Folklorystyczny klimat utrzymała kolejna grupa, Nobodies Theatre i "Zimno". Następnie do szkolnych ław przeniósł widzów Teatr Provisorium i Kompania Teatr w spektaklu "Ferdydurke", całość zakończył zaś pokaz animacji dla dorosłych, filmy dyplomowe studentów Jerzego Kuci i Hieronima Neumanna.

"Śnieżynka", czyli dzieci dzieciom
Z samego rana na ANIMO znów zagościła najmłodsza widownia. Dziś dzieci mogły obejrzeć inscenizację baśni "Śnieżynka", historię pięknej dziewczyny o sercu z lodu, które roztopiło się pod wpływem miłości. Historia ta powtarza się co roku, spektakl zatem prowadzi widzów przez cztery pory roku, symbolizowane przez rozłożony na scenie odpowiedni materiał, biały, zielony, kwiecisty lub żółty. Historia opowiedziana jest za pomocą sycylijskich lalek, które animuje Lazareva Maryna i jej kilkuletnie córki. Spektakl jest bardzo kolorowy - lalki mają pyszne suknie, w niektórych momentach pojawiają się proste układy choreograficzne z chustami. Cały czas akcji towarzyszy również muzyka - czy to podkład, czy to pieśni śpiewane na żywo, oparte na folklorze Białorusi, co nadaje opowieści wschodni klimat.

Śnieżynka TEATR RODZINNY MARIA ISKUNICA Białoruś

"Śnieżynka"

Trudno jest jednoznacznie określić ten spektakl. Z jednej strony animacja lalek pozostawia wiele do życzenia, bardzo często są one tylko dekoracją do opowieści snutej przez matkę i jej córki. Z drugiej strony jednak widok małych dzieci operujących lalkami przywołuje skojarzenia z dzieciństwa, gdzie każdy przecież był aktorem, bawiąc się z rówieśnikami i kreując nieświadomie nowe, traktowane bardzo serio rzeczywistości. Dotykamy zatem początku teatru i odgrywania momentu, kiedy teatr nie jest jeszcze autonomiczną rozrywką, tylko życiową koniecznością i dla tej małej retrospekcji warto obejrzeć ten spektakl.

"Zimno", czyli teatralny Kusturica
Tytuł tego spektaklu został chyba wybrany na zasadzie przeciwieństwa. Przez godzinę bowiem na scenie wre życiem, a bułgarska muzyka tylko dodaje całości wigoru i barwy, umacniając stereotypy o żywotności ludów Południa.

Zimno NOBODIES THEATRE

"Zimno"

Co potrzebne jest do wykreowania takiego scenicznego tygla energii? Okazuje się, że niewiele. Nobodies Theatre bowiem kreuje swój świat z papieru - z papieru są plansze i makiety, na tle których rozgrywa się akcja, z papieru też wykonane są małe laleczki, którymi operuje troje aktorów. Ciekawa jest już sama scenografia - makiety i plansze wykonane są w jednym stylu, co sprawia, że każdy domek czy drzewko w tym spektaklu urasta do rangi małego dzieła sztuki plastycznej. Perełką pod tym względem jest scena wstępu do samego spektaklu, gdzie za pomocą plansz z wyciętymi konturami drzew i domów Nobodies Theatre przenosi nas do małej wioski gdzieś na końcu świata.

Jaka jest ta mała wioska? Jak wszystkie inne wioski na świecie - mała, zapomniana, z milionem lokalnych historii i dramatów. "Zimno" nie ma swojej linearnej fabuły, składa się z wielu małych etiud, które łączy miejsce akcji. Bohaterów przyłapujemy w codziennych sytuacjach - jesteśmy świadkami sąsiedzkiej kłótni, obserwujemy pasterza i jego owce, zaloty zakochanych, przejazd pociągu albo zwykłą bójkę. Wszystko to jednak ukazane jest z niezmierną precyzją i dbałością o szczegół, o każdy ruch pięścią, wymach dubeltówką czy zawstydzone spojrzenie spod grzywki. Problemu nie sprawia nawet scena, w której mała orkiestra gra na swoich instrumentach, a ruchy lalek zgrywają się z płynącą w tle muzyką. Nie brakuje też dowcipu, lokalne historie bowiem najczęściej wydają się śmieszne osobie, która w nich nie uczestniczy, uśmiech na twarzy widza wywołują też niektóre pomysłowe rozwiązania i lalki, jak chociażby przejazd pociągu przez tunel.

Zimno NOBODIES THEATRE

"Zimno"

Nie ma tam miejsca na chwilę wytchnienia, akcja kolejnych etiud wartko idzie do przodu. Nie są to jakieś wielkie historie mające skłonić do abstrakcyjnych, filozoficznych refleksji - "Zimno" pokazuje obraz świata, który znany jest każdemu bez względu na narodowość; świata małych mieścinek i ludzkich, codziennych spraw. Dobro zatem plącze się tutaj ze złem, po szczęśliwym rozwiązaniu następuje to mniej szczęśliwe, a żadne z nich nie wywołuje łez; świat i akcja dalej pędzą do przodu. Możemy się zapierać, że nie mieszkamy w małej mieścince, że nie jesteśmy prostym człowiekiem, mechanizm jednak, jakim świat się obchodzi z nami, pozostaje taki sam jak w wypadku tej małej wioski gdzieś za górami.

Spektakl wywołuje skojarzenia z filmami Emira Kusturicy, pokazując świat w zbliżony sposób, nasycając maksymalnie obraz emocjami, ruchem i tempem akcji. Równie istotna jak u Kusturicy jest również muzyka, bułgarski folklor towarzyszący wydarzeniom na scenie przez większą część spektaklu I nie przeszkadza temu nijak czarno-biała kolorystyka sceny, wręcz przeciwnie - po jakimś czasie zapominamy o tych kolorach, widząc tylko jedną barwę, najbardziej złożoną barwę ludzkiego życia.

"Ferdydurke", czyli kultura jako źródło cierpień
Podejrzewam, że gdyby Gombrowicz wiedział, że "Ferdydurke" zasiliło kanon lektur szkolnych, którymi uczniowie muszą się zachwycać, nawet jak ich nie zachwycają, sam nie poczułby się zachwycony. Jeszcze mniej zapewne ucieszyłby się z programowych inscenizacji książki, realizowanych przez rozmaite teatry w celach edukacyjnych (czyt. żeby młodzież nie musiała tyle czytać). Z inscenizacji Teatru Provisorium i Kompanii Teatr mógłby jednak wyjść całkiem zadowolony.

Ferdydurke TEATR PROVISORIOUM, KOMPANIA TEATR Lublin

"Ferdydurke"

Panowie bowiem nie przebierają w środkach, nie ma w ich spektaklu miejsca na wygładzonego Gombrowicza, na pomijanie kłopotliwych gestów, czy obscenicznych zachowań. Wręcz przeciwnie - kiedy profesor chce upupić uczniów, to czyni to nader dosłownie, pojedynek zaś na miny nie wygląda jak rozgrzewka aktora przed wyjściem na scenę, tylko obrzydza samych widzów swoim naturalizmem. Frazy o chłopięciu i dziewczęciu ilustrowane są odpowiednim ruchem bioder, gra aktorów pozbawia też złudzeń, o jaką czystość chodzi, gdy Syfon i Miętus rozmawiają w klasie. Nawet sposób, w jaki mówią aktorzy, zwraca uwagę na ich fizyczność - jest to niski, charczący głos, wydobywany gdzieś z czeluści wnętrzności.

Można mieć oczywiście zastrzeżenia do takiego stylu gry, do epatowania cielesnością i jej mniej przyjemnymi aspektami, wydaje mi się jednak, że przy "Ferdydurke" jest to styl jak najbardziej akceptowalny, a nawet potrzebny, żeby uchwycić właściwy wydźwięk tekstu. I tak sceny, które się zna od szkolnych lat, nabierają w spektaklu Teatru Provisorium i Kompanii Teatr zupełnie nowego kształtu - a są to przecież sceny, które się zna i kojarzy - scena rozmowy w klasie, scena pojedynku na miny, czy epizod z Walkiem i podglądanie Młodziakówny.

Ferdydurke TEATR PROVISORIOUM, KOMPANIA TEATR Lublin

"Ferdydurke"

Na pierwszy rzut oka "Ferdydurke" wydaje się zaprzańczo tradycyjne. Aktorzy grają w kostiumach, w szkolnych mundurkach, parobkowych łachmanach i nauczycielskich garniturach. Również scenografia nie jest szczególnie odkrywcza czy innowatorska - na środku prostopadłościennej ramy stoi ławka, która w zależności od sytuacji jest ławką szkolną, ławką pod oknem czy na polu. Tym, co decyduje o niezwykłości spektaklu, jest właśnie fizyczność - jeden ze szczegółów w całokształcie dzieła, ale przesądzający o całości.

Patrząc na ten spektakl, rozumiemy dokładnie, co miał na myśli Freud, mówiąc o kulturze jako o źródle cierpień. Na scenie bowiem obserwujemy bohaterów, którzy, używając terminologii Freudowskiej, mają swoje rozbuchane id. I to rozbuchane id broni się rozpaczliwe przed superego, jakie chce im narzucić reszta świata, tudzież, używając terminologii Gombrowiczowskiej, przed gębą. Gombrowicz uchwyca tę przepaść między jednostką, która jeszcze żyje w świecie swoich potrzeb i pragnień, a jednostką, którą już dopadły ramy społeczne, konwencje i dobre wychowanie. Jego bohaterowie już czują na sobie dłoń kultury, która przysposobi ich do życia w cywilizowanym społecznie, ale jeszcze ją kwestionują, jeszcze się bronią.

I to wszystko obecne jest w spektaklu Teatru Provisorium i Kompanii Teatr. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że spektakl ten pomaga choć trochę zdjąć z Gombrowicza gębę wielkiego klasyka polskiej literatury, za co Gombrowicz pewnie byłby wdzięczny.

Sylwia Grygorowicz
Teatralia Białystok
19 października 2009

Teatr Rodzinny Maria Iskunica (Białoruś)
"Śnieżynka"
reżyseria i inscenizacja: Lazareva Maryna
światło i dźwięk: Narkun Leanid
obsada: Lazareva Maryna, Narkun Maryia, Narkun Serafima, Narkun Lizaveta

Nobodies Theatre
"Zimno"
inscenizacja: Mila Kolarova
reżyseria: Ivelina Stoianova
scenografia: Bozhidar Alexandrov-Darik
obsada: Mila Kolarova, Yaroslava Pavlowa, Javor Karaivanov, Bozhidar Alexandrov

Teatr Provisorium i Kompania Teatr w Lublinie
"Ferdydurke"
reżyseria: Janusz Opryński, Witold Mazurkiewicz
scenografia: Jerzy Rudzki
opracowanie muzyczne: Borys Somerschaf
światło i dźwięk: Janusz Opryński, Jan Piotr Szamryk
wykonanie scenografii: Grzegorz Wójcik, Jerzy Wójcik
obsada: Jacek Brzeziński, Witold Mazurkiewicz, Jarosław Tomica, Michał Zgiet

4. Międzynarodowy 8. Festiwal ANIMO, 13 - 18 października 2009 r. Kwidzyn.

© "teatralia" internetowy magazyn teatralny 2008 | kontakt: redakcja@teatralia.com.pl | projekt i administracja strony: admin@teatralia.com.pl | projekt logo: jepe oyen