Sewerynem kunszt Szekspira czy Szekspirem kunszt Seweryna?
William Szekspir wielkim pisarzem był. Andrzej Seweryn wielkim aktorem jest. "Wyobraźcie sobie..." jest. Po prostu i zwyczajnie, bez achów i ochów, ale też bez jęków zawodu.
Zanim na scenę wkroczy Andrzej Seweryn, widzowie zostają zaatakowani dźwiękiem. Dokładniej słowami, urwanymi zdaniami, wybranymi wersami i cytatami. Początkowy szeleszczący szmer z sekundy na sekundę coraz intensywniej świdruje ucho i świadomość. Na sali coraz gęściej robi się od Szekspirowskich fraz do tego stopnia, że nie można być już pewnym, czy ich źródłem są tylko głośniki, czy też nasza własna głowa i wirujące w niej myśli. Cisza i ciemność nagłym, zdecydowanym gestem zatrzymują głosy. To znak, że kończy się atak Szekspirem.
Andrzej Seweryn, od samego pojawienia się na scenie aż do jej opuszczenia w finale spektaklu, nikogo nie atakuje, w zamian ani na chwilę nie ustając w wysiłku, adoruje widza Szekspirem. Zaczyna fragmentem z "Jak wam się podoba" i po słowach "Świat jest teatrem, aktorami ludzie, którzy kolejno wchodzą i znikają" zaczyna własny maraton wchodzenia i wychodzenia nie tylko na scenę i ze sceny, ale przede wszystkim płynnego przechodzenia z roli w rolę, z postaci w postać.
Oszczędna scenografia, niemal jej brak staje się idealnym tłem dla nieustannych przeobrażeń. Nikt nie musi przemieszczać się z Danii do Anglii czy z Werony do lasów, w których sen podmienia kochanków. Jesteśmy w teatrze, a na scenie nie ma ani Hamleta, ani Makbeta, ani Ryszarda III, jest aktor. Aktor, który bawi widzów, zabawiając się swym własnym kunsztem. Kolejne postaci wydobywane są z mroków sceny dźwiękiem, kolorem i światłem nienachalnym a sugestywnym, które z zależności od charakteru odgrywanej roli, zmienia odcień i intensywność. Czasem ostro odcina sylwetkę, podkreślając tragiczny wymiar postaci, innym razem miękko otula komiczny charakter, stwarzając wokół niego aurę ciepła.
Słynne monologi płyną ze sceny jeden po drugim z lekkością, jakby ich kolejnością rządziła tylko jedna zasada, aby raz było śmieszno, a raz straszno. Tak jak Szekspir w tragedie wpisywał sceny komiczne, tak reżyser (Jerzy Klesyk) między tyradami królów umieścił zabawną scenę Piskorza z psem ("Dwaj panowie z Werony"), czy wynurzenia zakochanej Julii i podstępnej Lady Makbet. Tak jak na szekspirowski teatr przystało z iście elżbietańskim wdziękiem Andrzej Seweryn przybrany w karmazynową chustę i korale chichocze jako Lady Makbet, oraz wzdycha otulony białym szalem z niewinnym uśmiechem Julii na twarzy. Te zabawne fragmenty stają się smaczkami w całym spektaklu, chociaż w niektórych momentach rażą dosłownością.
Nie ma jednego klucza interpretacyjnego, raczej zabawa konwencją. Z tak zwanej "gry po bożemu" z zamaszystym gestem i przesadnie poprawną dykcją zmierza się prosto ku dalekim od kanonicznych interpretacjom. Hamlet nie snuje monologu "być czy nie być...", lecz w napadzie szału próbuje podciąć sobie żyły przy pomocy potłuczonej wcześniej butelki. Po wielokroć udowadnia się, że Szekspir, pisząc dramaty, wplatał w nie także partie śpiewane, jedna z nich jest nawet przez Seweryna rapowana. Natomiast, aby unaocznić, iż autor "Hamleta" nadal jest aktualny i potrafi być wulgarny, nie mogło zabraknąć trzech współczesnych półbogów teatru, bez których już najwidoczniej obejść się nie można: papierosa, kamery i nagości. Andrzej Seweryn z elastycznością kameleona, jak na "wielkiego aktora" przystało, wydobywał różne odcienie Szekspira, dodając patosu w momentach komicznych, osładzając śmiechem sceny tragiczne, i puszczając oko do widza, jak to nieraz w dramatach czynił wielki mistrz.
Trochę szkoda, że i spektakl, będący jednocześnie premierą inaugurującą nowy sezon w Teatrze im. J. Słowackiego, nie otrzyma (przynajmniej z mojej ręki) przydomku "wielki". Nie wysuwa się przed szereg ani inscenizacyjnie, ani w żaden inny sposób, skromnie pozostając w cieniu Szekspira i Seweryna, których wielkość uparcie, być może trochę zbyt długo, potwierdza i umacnia na naszych oczach, chociaż zdaje się nikt ich wcześniej nie kwestionował. Parafrazując Szekspira, spektakl nie jest ani lepszy, ani gorszy od moich marzeń, jest tylko zupełnie inny.
Kamila Bubrowiecka
Teatralia Kraków
3 października 2009
Teatr im. J. Słowackiego w Krakowie
William Szekspir
"Wyobraźcie sobie..."
układ tekstów: Piotr Kamiński, Jerzy Klesyk, Andrzej Seweryn
przekład: Piotr Kamiński, Konstanty Ildefons Gałczyński, Stanisław Barańczak
reżyseria: Jerzy Klesyk
scenografia: Magdalena Maciejewska
kostiumy: Magdalena Maciejewska
muzyka: Antoni Komasa-Łazarkiewicz
reżyseria światła: Jean Luc Chanonat
asystent reżysera: Ewa Ziencikiewicz
konsultacje ruchowe: b-boy Wojciech "Sanho" Zygmunt - "Misjonarze Rytmu"
przygotowanie wokalne: Halina Jarczyk
gra: Andrzej Seweryn z udziałem Marty Waldery
premiera: 26 września 2009 r.