zwykła czcionka większa czcionka drukuj

Salomea mocno śpi

Na ile współczesny widz może zrozumieć dramat Słowackiego? Po ponad 2-godzinnym seansie "Snu srebrnego Salomei" w Teatrze TV odpowiedź nasuwa się jedna: to doświadczenie przypominające "pierwszy raz" w operze. Co więcej: to debiut bez znajomości libretta, o języku padających kwestii nie wspominając.

Realizacja Krzysztofa Nazara przypomina kolaż soczystej, wspinającej się na szczyty kunsztu aktorskiego gry oraz pięknych plenerów, na które tylko teatr TV może sobie pozwolić. Ekspresja i estetyka. Emocje i fantasmagorie. Ale właściwie: o czym to jest? Z tym pytaniem widz pozostaje do napisów końcowych (o ile do nich dotrwa) bez odpowiedzi. Chyba, że sięgnie po tekst dramatu. Ukraina została oddana w sposób niezwykle obrazowy, typowy raczej dla filmu, niż teatru Kojąca zieleń murawy, przejrzysta toń jeziora, czy sędziwe mury zamczyska stanowią atut spektaklu. Ale są też jednym z wielu w tej realizacji czynników zamazujących treść dramatu. Poetyckie strofy Słowackiego, chwilami stanowiące wręcz zamkniętą ramę wiersza-wyznania, stają się tu niezrozumiałym potokiem słów - tylko i wyłącznie materiałem, na którym pracuje aktor. Równie dobrze mógłby wygłaszać on kwestie w obcym języku...

Sen srebrny Salomei TEATR TELEWIZJI

"Sen srebrny Salomei"

Mocną stroną spektaklu jest aktorstwo, zwłaszcza w wydaniu męskim. Daniel Olbrychski i Mirosław Baka stworzyli wokół swych bohaterów aurę twardych, bezwzględnych wojowników. Szczególnie rola Baki wywołuje, zgodnie z rysem charakterologicznym odtwarzanego przez niego Semenki, nieprzyjemny dreszcz lęku i woń niebezpiecznej dzikości. Natomiast monolog Olgierda Łukasiewicza jako Pafnucego trwa ryzykownie długo: z czasem padające słowa (przerażające w treści!) przekształcają się w monotonną mantrę. Z nadciągającej senności ratuje genialna mimika aktora. Niechby nawet mówił radosny wiersz Brzechwy - widz i tak będzie zrozpaczony.

Postać tytułowa, Salomea - aż nadto oryginalna. W realizacji Nazara to dość wyuzdana, rozszalała w swej namiętności (także, a może głównie - cielesnej) 16-latka. Romantyczna scena, w której Słowacki każe Salusi tęsknić za bliskością Leona, w Teatrze TV staje się dosłowna. Salomea mówiąc: "Ten listek włożę do łona..." bynajmniej nie stosuje metafory. Oddaje się pieszczotom, myśląc o ukochanym. Takie rozwiązanie dodaje spektaklowi pikanterii, oddziera z anielskości na rzecz seksualności... Kwestią sporną jest, czy ten popularny chwyt reżyserski - w tak wiernej adaptacji - ma uzasadnienie.

Rodzi się pytanie -do kogo skierowany jest "Sen srebrny Salomei" w reżyserii Krzysztofa Nazara? Czy do tych, którzy dramatu Słowackiego nie znają, a więc oglądając spektakl, niewiele zrozumieją, ale zadowolą się scenami nasyconymi nieokiełznaną namiętnością i krwawą brutalnością? A może to realizacja - adaptacja, bryk z lektury dla leniwych uczniów? Tym groziłoby po seansie oblanie egzaminu. Samo zobrazowanie tekstu - nawet przy akompaniamencie genialnego aktorstwa - to za mało, by wydobyć jego sens. Zwłaszcza, jeśli dramat został napisany 166 lat temu, budząc już wtedy liczne nieporozumienia.

Katarzyna Borys
Teatralia Kraków
1 października 2009

Teatr Telewizji
Juliusz Słowacki
"Sen srebrny Salomei"
reżyseria: Krzysztof Nazar
scenografia: Krzysztof Tyszkiewicz
kostiumy: Krzysztof Tyszkiewicz, Irena Biegańska
muzyka: Joanna Wnuk-Nazarowa
zdjęcia: Tomasz Wert
obsada: Daniel Olbrychski (Regimentarz), Andrzej Grabowski (Gruszczyński), Jerzy Radziwiłowicz (Sawa), Olgierd Łukaszewicz (Pafnucy), Mirosław Baka (Semenko), Szymon Kuśmider (Leon), Anna Korcz (Księżniczka), Marta Kalmus(Salomea), Jerzy Trela (Wernyhora), Maria Peszek (Anusia)
premiera: 20 luty 1995 r.

© "teatralia" internetowy magazyn teatralny 2008 | kontakt: redakcja@teatralia.com.pl | projekt i administracja strony: admin@teatralia.com.pl | projekt logo: jepe oyen