O dwóch takich...
Taksówka - 20zł (bilet studencki na tramwaj - 1,40zł). Bilet do teatru - 45zł (zaproszenie recenzenckie - za jeden uśmiech). Kawa w bufecie - 6zł (wersja dla par - 12zł). Zobaczyć Franciszka Pieczkę i Zbigniewa Zapasiewicza razem na scenie - bezcenne.
Tak można by, parafrazując znaną reklamę, zrecenzować spektakl Macieja Wojtyszki "Słoneczni chłopcy". Bowiem największym atutem najnowszej produkcji warszawskiego Teatru Powszechnego jest aktorstwo. Oprócz dwóch nestorów sceny, doskonale sprawdzają się także pozostali aktorzy (przede wszystkim Krzysztof Stroiński). Czy to dużo, czy mało? Zależy, jaką przyjąć optykę i jaką nosi się w sercu / głowie / czy jeszcze gdzieś indziej wizję teatru.
Dla wielbicieli scenicznej awangardy, do których prawdopodobnie, z pewnymi zastrzeżeniami, zaliczyłby się niżej podpisany, będzie to bowiem przykurzona ramotka. Farsowa, werystyczna do bólu dekoracja i kostiumy, równie tradycyjna i przewidywalna fabuła, klasyczna gra aktorów, w jednym rytmie od początku do końca. W zasadzie, gdyby nie nobliwe gwiazdy - tytułowy duet "Słonecznych Chłopców", ciężko byłoby powstrzymać recenzencką rękę przed lekceważącym skwitowaniem spektaklu w dwóch, góra trzech, chłodnych, zdaniach.
Czasem warto jednak popatrzeć na rzecz z drugiej strony, ot choćby dla dziennikarskiej praktyki. Jeżeli traktować "Słonecznych Chłopców" jak farsę, to bez wątpienia jest to farsa najwyższej próby. Daleka od biegania po scenie, piszczących aktorek w szpilkach, zagrywających się niemiłosiernie aktorów z doklejonymi wąsami, taniej erotyki i tresowanych zwierząt, kiedy to wystarczyłoby puścić śmiech "z puszki", a widz już nie wiedziałby, czy jest w teatrze, czy ogląda w domu na kanapie kolejny odcinek polsatowskiego sitcomu. Wrażenia z wyższej półki, zapewniają w Teatrze Powszechnym przede wszystkim Franciszek Pieczka i Zbigniew Zapasiewicz. Wiadomo, że tak wielkie postaci polskiej sceny nie pozwoliłyby sobie na żadną aktorską "taniochę" i tak też jest - niezaprzeczalna charyzma sceniczna obydwu artystów trzyma widzów w napięciu od początku do końca.
Jedyne, czego zabrakło (a tekst, wbrew pozorom, wydaje się umożliwiać taką interpretację), to odrobina dramatyzmu. Przez cały spektakl obserwujemy bowiem dwóch starszych komików, borykających się między innymi z własnym zdrowiem, lecz przede wszystkim ze wzajemnymi urazami sprzed 30 lat, które przez ten czas urosły do, wydaje się, niewyobrażalnych rozmiarów. Widać to oczywiście na scenie na każdym kroku; tekst skrzy się od narzekania, wypominania, złośliwych komentarzy obydwu komików... Wszystko to jest jednak rozegrane w manierze komicznej, czasem mniej, czasem bardziej zabarwionej starczą zgryźliwością, jednak nieprzerwanie "na wesoło". Właściwie jedyny przejaw tragizmu, to parę sekund załamania Ala (Franciszek Pieczka), przy łóżku Willy'ego (Zbigniew Zapasiewicz), kiedy obwinia się on o doprowadzenie kolegi do zawału. A przecież taka obsada i historia aż proszą się o wprowadzenie do spektaklu nutki goryczy, melancholii - rozliczenia z przemijającym życiem, uporządkowania go, podsumowania...
Dla jednych pozostaną więc "Słoneczni Chłopcy" scenicznym reliktem nie wartym uwagi, dla innych zaś wysokogatunkową farsą, teatrem oferującym inteligentną rozrywkę na doskonałym poziomie. Tak czy inaczej, jeżeli nadal zastanawiają się Państwo, czy wybrać się na ów spektakl do Powszechnego - proszę cofnąć się do wstępu tej recenzji.
Paweł Łapiński
Teatralia
25 października 2008
Teatr Powszechny im. Z. Hübnera w Warszawie
Mała Scena
Neil Simon
"Słoneczni chłopcy"
("The Sunshine Boys")
przekład: Mira Michałowska
reżyseria: Maciej Wojtyszko
scenografia: Małgorzata Grabowska - Kozera
opracowanie muzyczne: Andrzej Borzym
obsada:
WILLY CLARK - Zbigniew Zapasiewicz
AL LEWIS - Franciszek Pieczka
BEN SILVERMAN - Krzysztof Stroiński
PIELĘGNIARKA - Maria Robaszkiewicz
EDDIE - Jarosław Gruda
REŻYSER TV (głos) - Zygmunt Sierakowski
SPIKER TV (głos) - Kazimierz Wysota
KOBIETA Z REKLAMY (głos) - Paulina Chruściel
Czas trwania: 2 godz. (1 przerwa)
premiera: 19 września 2008 r.