Julia i tylko Julia
Gdzie się podział Romeo? Na scenie można dostrzec aż dwóch, może nawet trzech, ale to nie pytanie: "Romeo, czemuż ty jesteś Romeo?", lecz raczej - gdzie jesteś Romeo, towarzyszy najnowszemu spektaklowi Agaty Dudy-Gracz w Teatrze Stu. Impresja na temat szekspirowskiej sztuki w jej reżyserii nie dotyczy bowiem dwóch równorzędnych bohaterów. Istnieje głównie Julia i tylko Julia.
Na scenie Teatru Stu nie ma Werony, balkon jest zbędny, nie doczekamy się też konfliktu zwaśnionych rodów, a główną bohaterkę poznajemy w pidżamie, leżącą na szpitalnym łóżku. Zanim jednak ostre jasnoniebieskie światło wydobędzie pierwszą scenę z ciemności, widzowie zostają zaatakowani przez dźwięk. Miarowy sygnał aparatury podtrzymującej życie, towarzyszy nam swoją świdrującą monotonią już podczas zajmowania miejsc na widowni.
Spektakl przypomina mozaikę, stworzoną z fragmentów portretu Julii. Agata Duda-Gracz wyemancypowała ją z dramatu Szekspira, tworząc oniryczną wariację na jej temat. Nie pozwoliła Julii zginąć, w zamian skazując ją na trwanie w rzeczywistości, dopóki i do niej nie dotarła starość. Julia wprawdzie przeżyła, lecz żyć potrafi już tylko przeszłością.
Poszczególne sceny są wyśnionymi wspomnieniami głównej bohaterki, dyrygowanymi przez jej (pod)świadomość. Nieustający taniec w zwolnionym tempie - takie wrażenie nie opuszczało mnie podczas trwania całego przedstawienia, a przecież aktorzy na scenie wcale nie tańczą w klasycznym tego słowa znaczeniu. Z pojedynczych snów tworzą się całe korowody, snujących się po scenie marzeń, wspomnień i koszmarów, których ruch może przerwać jedynie kobieta o długich siwych włosach, a wystarczy jeden jej gest, drgnienie warg, uniesienie powieki, otwierające oko na rzeczywistość.
Agata Duda-Gracz kreuje sytuacje sceniczne tak, jak maluje się obrazy. Postacie tworzą na scenie konstelacje z własnych ciał i osobowości, pokazując w ten sposób łączące ich zależności, aktywnie wykorzystując do tego scenografię, którą tworzą zaledwie trzy szpitalne, metalowe łóżka na kółkach. Z nich również, jak z klocków, reżyserka buduje różne przestrzenie, pokoje, zaułki, gdzie niegdyś bywała Julia.
Jest ich momentami aż cztery, zupełnie różne, jeśli chodzi o wiek, osobowość i targające nimi uczucia. Cztery razy, choć za każdym razem zupełnie inaczej, wpisana została w spektakl słynna scena balkonowa. W wykonaniu najmłodszej Julii, nieskażonej jeszcze rozczarowaniem, przybiera kształt niewinnego, wręcz dziecinnego flirtu, przeradzającego się w czystą radość, obwieszczaną niehamowanym śmiechem. Te same słowa przekazują zupełnie inną treść, wypełnioną złością i rozgoryczeniem, gdy wypowiadane są przez kobietę dojrzałą - matkę Julii, a jednocześnie kolejną odsłonę wybranki Romea. Aktorzy grają tu niemal wyłącznie krzykiem - kompletną niemoc i brak porozumienia. Ewidentnie stara kobieta - Julia ostatnia snuje się natomiast przy uśpionych, zaklętych w braku reakcji Romeach, ale nie jest w stanie przypomnieć sobie słów niegdyś przez siebie wypowiadanych. Już jest za późno, żeby można było ponownie wypowiedzieć nimi rzeczywistość. Ostatnia scena balkonowa mogłaby zostać nazwana samotną sceną łazienkową. Kolejna kobieta - Rozalina, w której również odkrywamy Julię, zrozpaczona kieruje swój monolog w próżnię. Nie ma obok niej Romea. Leżąc w wannie, wykrwawiając się powoli, wypowiada słowa z góry skazane na utonięcie i niedosłyszenie w taki sposób, iż zdają się spływać gdzieś razem z lejącą się z prysznica wodą.
Chociaż w niemal wszystkich postaciach, które Agata Duda-Gracz wyrwała Szekspirowi i stworzyła na nowo, można odnaleźć rysy Julii czy Romea, to każda z nich jest całkowicie odrębną indywidualnością, zaznaczającą własną wyrazistość. Są niezwykle barwne, rysowane grubą kreską, a także zabawne, szczególnie nierozłączne Ciotuchny. Jednocześnie razem tworzą korowód person teatralnych, któremu niepodzielnie przewodniczy Julia, grana przez Annę Polony.
Urywane, fragmentaryczne wspomnienia Julii z początku spektaklu, w jego drugiej części stają się coraz dłuższe i uporządkowane chronologicznie. Szkoda, że tak rozsypaną układankę, dość szybko można złożyć w całość, a to, co najpierw wydawało się być intrygująco chaotycznym zlepkiem wspomnień, zaczyna momentami przypominać "Romeo i Julię" w klasycznym stylu tyle, że postaci pojawiają się w kilku odsłonach jednocześnie.
Anna Polony jako dojrzała Julia u kresu życia, w pierwszym padającym na scenie zdaniu, porównuje pośrednio swoje położenie do sytuacji ludzi, skazanych na śmierć, którzy podobno tuż przed egzekucją wpadają w trudną do zdefiniowania chwilę euforii. Spektakl ten jest właśnie takim łapczywie łapanym momentem euforii, stopniowo zmierzającej ku nieprzerwanej już ciągłości dźwięku, wydobywającego się z aparatury, dłużej nie podtrzymującej życia.
Kamila Bubrowiecka
Teatralia Kraków
20 października 2008
Krakowski Teatr Scena STU
William Shakespeare
"Romeo i Julia"
tłumaczenie: Stanisław Barańczak
reżyseria: Agata Duda-Gracz
scenariusz: Agata Duda-Gracz
scenografia: Agata Duda-Gracz
muzyka: Jakub Ostaszewski
plastyka ruchu: Kamila Jankowska, Witold Jurewicz
reżyser światła: Piotr Pawlik
asystent scenografa: Adam Łucki
obsada:
Ostatnia Julia - Anna Polony
Kolejna Julia - Aldona Grochal / Katarzyna Gniewkowska
Pierwsza Julia - Kamilla Baar / Izabela Noszczyk
Rozalina - Marta Konarska / Małgorzata Kochan
Ciotuchny - Tomasz Wysocki / Robert Latusek
Cień Ciotuchny - Sławomir Rokita / Andrzej Róg
Kolejny Romeo - Dariusz Gnatowski / Tomasz Międzik / Zbigniew Ruciński
Pierwszy Romeo - Radosław Krzyżowski / Marcin Kuźmiński / Tomasz Schimscheiner
Ojciec Laurenty - Rafał Dziwisz / Krzysztof Pluskota
Merkucjo - Krzysztof Piątkowski / Marcin Łuczak
Tybalt - Wojciech Błach / Mariusz Witkowski
Parys Karol - Śmiałek
premiera: 12 października 2008 r.