Ugazetowana
Ukamienowanie było kiedyś jedną z najbardziej popularnych kar, wymierzanych ludziom przez społeczeństwo. Tak zwany samosąd był bardzo powszechny. Dziś nikt w nikogo nie rzuca kamieniami, przynajmniej w krajach UE. Okazuje się bowiem, że słowa potrafią być dużo cięższe niż kamienie, a ich uderzenia o wiele bardziej bolesne. Jest to rodzaj postępu. Kiedyś można było zabić i zbezcześcić ciało podejrzanego o coś człowieka. Dzisiaj można oprócz ciała o wiele skuteczniej zbrukać i zamordować duszę. Wystarczy do tego bagatela kilka rzuconych z całej siły słów, które dla zwiększenia rażenia odarto z łagodzącej acz zbytecznej przecież osłony - z prawdy.
Scenę kameralną teatru im. Stefana Jaracza w Olsztynie wypełniają opary dymu. Atmosfera jest mętna i zamglona zanim jeszcze ze sceny padnie jakiekolwiek słowo. Przedzierając się przez szarość, szukając swoich miejsc na widowni, ma się wrażenie, że w powietrzu wiruje zapach zgliszczy. Ostatnie opary dymu unoszące się w miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą ogień trawił... Chwila, właściwie co i dlaczego zostało zniszczone?
W małym skrawku światła wydartym z ciemności pojawia się sylwetka kobiety. Towarzyszy jej szczęk zatrzaskiwanych krat. Włosy do ramion, długi jasnobrązowy płaszcz, czerwone kozaki i dobrana do nich duża torba w tym samym kolorze. Zwyczajna, młoda kobieta, ani zbytnio przeciętna, ani wybijająca się z tłumu. Perspektywa widzenia zmienia się wraz z momentem, gdy kobieta odwraca się i pomału z trudem podnosząc nogi, jakby na jej plecach spoczywał jakiś niebywały ciężar, przesuwa się przez scenę i nie bacząc na nic, odsłania swoją twarz, ucharakteryzowaną na starość, ze starannie, rok po roku, rzeźbionymi w niej zmarszczkami.
Katarzyna Blum opuszcza bramy więzienia po to, aby każdego kolejnego dnia na nowo przeżywać swoją historię. Wspomnienia to jedyne, co jeszcze posiada. Irena Telesz w roli nieszczęsnej zabójczyni przekracza granice czasu. Przeistacza się, subtelnie acz zdecydowanie wyzwala emocje, zarówno w kreowanej przez siebie postaci, jak i w widzach. Nie pozwala oderwać od siebie wzroku, a swoją olśniewającą grą bierze widza w niewolę.
Marta Ogrodzińska poprowadziła spektakl tak, aby odkrywając powoli wydarzenia ubiegłych lat, ani przez chwilę nie tracić z pola widzenia ich tragicznego końca. Od początku wszystko jest przesądzone. Płynąca z odtwarzacza piosenka "Yesterday", choć na początku wydaje się być banalna, być może zbyt ilustrująca i oczywista, wydobywa i nawarstwia tę nieodwołalność. Gdyby trzymać się faktów, można by powiedzieć tak: Niewinna Katarzyna Blum została oskarżona o współpracę z członkami terrorystycznej organizacji RAF, była przesłuchiwana w sprawie, po czym z premedytacją zamordowała dziennikarza, w konsekwencji czego trafiła do więzienia. Mówiąc językiem mediów: Zwyrodniała, bezwzględna morderczyni nie tylko utrzymywała karygodne kontakty seksualne z szajką przestępców, co ledwo zaspokajało jej obrzydliwe i nieludzkie zboczenia, nie dość że ułatwiała im działalność przestępczą, to jeszcze z zimną krwią zaplanowała i niezwykle brutalnie, po trwających godzinami torturach, zamordowała dziennikarza, stojącego na straży prawdy. Natomiast gdyby podążać za prawdą, trzeba by powiedzieć najpierw, że kobieta o nazwisku Blum została z premedytacją "ugazetowana", bezwzględnie zmieszana z błotem i niesłusznie odarta z godności.
Spektakl opowiada oszczędnie, ale z dużą dozą wrażliwości o powolnym zabijaniu człowieka w Katarzynie Blum, o niebezpiecznej sile degradacji i niszczenia, w którą obdarzone są rządne sensacji media. Bardzo wyraźnie wybija się z tekstu Heinricha Bölla i z treści przedstawienia stwierdzenie, wypowiadane przez główną bohaterkę aż dwa razy, że współcześnie ani w sztuce ani w malarstwie nie ma awangardy. Awangardą dla współczesnego społeczeństwa są media. To jest chyba wbrew pozorom większe przekleństwo naszych czasów niż broń nuklearna, biologiczna czy terroryzm. Taką wymowę ma też bodaj najpiękniejsza i jednocześnie najbardziej tragiczna scena spektaklu, podczas której Katarzyna spętana zostaje w suknię uszytą z gazet. Odarta z siebie samej zostaje ubrana w słowa, które wypowiedzieli o niej inni, w słowa które zaciskają się wokół jej ciała, wrzynają się w nie boleśnie i kaleczą w niej człowieka.
Nie ma w tym spektaklu obiektywizmu. I to jest jego siłą. Jako widz posłusznie podążam za reżyserką i odtwórczynią głównej roli, podporządkowuję się wzruszeniu i jestem w stanie przysiąc, iż prawdą jest zeznanie Katarzyny, że zabójstwo dziennikarza było raczej tworzeniem modernistycznego obrazu, a z pistoletu tryskała czerwona farba.
Kamila Bubrowiecka
Teatralia Kraków
4 października 2008
Teatr im. S. Jaracza w Olsztynie
Heinrich Böll
"Utracona cześć Katarzyny Blum"
("Die verlorene Ehre der Katharina Blum")
adaptacja i reżyseria: Marta Ogrodzińska
scenografia: Ewa Kochańska
muzyka: Bartosz Chajdecki
występują:
Irena Telesz - Katarzyna Blum
Marcin Kiszluk - Policjant
Artur Steranko - Dziennikarz
premiera: 31.5.2008 r.