Ciągłe pożądanie
Egzystencja człowieka jest przedmiotem nieustannych badań i doświadczeń, począwszy od teoretycznych wywodów dotyczących sensu życia, aż po empiryczne sprawdzanie granic ludzkiej wytrzymałości. Jest to naturalna konsekwencja rozwoju nauki oraz doskonalenia procesów myślowych człowieka, który pragnie zgłębić sekret działania swoich zmysłów, próbuje dotknąć śmierci, nie umierając, by rzucić strumień światła na tajemnicę.
Wśród wielu zjawisk istniejących na świecie autodestrukcja jest stałym elementem życia człowieka - pragnienie odczuwania niepokoju, badania tego, co kryje się w cieniu, czy próby doświadczania bólu dla samego doświadczenia są odwiecznym zmaganiem się istoty ludzkiej z prawami, jakimi rządzi się natura. I nie ma w tym nic złego. Chyba że takie działania są ingerencją w życie drugiego człowieka.
Trwający przez godzinę spektakl pt. "Klinika dobrej śmierci" miał być zobrazowaniem eutanazji jako problemu jednostki. Ciekawe ujęcie - bardzo bezpośrednie, bo dotyczące człowieka, a nie społeczeństwa. Ów spektakl miał być również wstrząsającą opowieścią o prawdzie jako narzędziu manipulacji. Przerysowanie widoczne na każdym kroku miało, jak sądzę, szokować, ale też przykuwać uwagę, tak jak przykuwa ją wyrazista błyskotka na choince bożonarodzeniowej. Połączenie z nieokiełznaną ekspresją aktorów i dosyć ponurą treścią sztuki dało efekt... zadziwiający.
Wchodzących widzów przyjmuje postać dość egzotyczna - pielęgniarka o mistrzowsko wykonanym makijażu i różowej fryzurze. Zostajemy poinformowani, że znaleźliśmy się w Klinice Dobrej Śmierci, gdzie zdejmie się z nas niepotrzebny ciężar życia. Zajmujemy miejsca na widowni. Jest zabawnie, interesująco. I cóż się okazuje? Że po apetycznej przystawce czeka nas niezbyt smaczne danie główne. Historia jest dość prosta - poznajemy losy ludzi, którzy z różnych przyczyn pragną poddać się eutanazji. Mamy kobietę, która została oszukana i wydaje się jej, że dzięki zabiegowi przeniesie się na szczęśliwe wyspy. Jest niepełnosprawny, opuszczony mężczyzna, ba! nawet młoda morderczyni! Jest i dziennikarz, który nie chce wprawdzie poddać się zabiegowi, ale pisze artykuł i jest zafascynowany omawianym zjawiskiem. Na skutek tragicznej pomyłki i ujawnienia niewygodnej prawdy sprawy nabierają całkiem odmiennego od początkowo założonego obrotu i wtedy... spektakl się kończy. Przewidywalność fabuły jest porażająca.
Problem podejścia do śmierci, w jakimkolwiek ujęciu, jest niewątpliwie szalenie zajmujący i poruszający. Tajemnica, którą kryje życie po życiu, czy też jego brak, od zawsze była poznawczym wyzwaniem. I można rzecz jasna próbować przedstawiać przeróżne koncepcje, ujęte zarówno w podejściu do tego tematu, jak i w jego zgłębianiu. Zawsze jednak podstawowym kryterium gwarantującym zainteresowanie jest pozostawienie przynajmniej cienia tajemnicy. W przypadku spektaklu "Klinika dobrej śmierci" tej charakterystycznej aury niedopowiedzenia nie dało się wyczuć ani przez chwilę. To zdecydowanie zubożyło przedstawienie, które zapowiadało się niezwykle obiecująco, przede wszystkim ze względu na poruszaną tematykę.
Odnieść można było wrażenie, że aktorzy starali się pokazać cały znany im arsenał środków wyrazu. Przerysowanie postaci było tak wyraźne, że nie dało się nie zwrócić na nie uwagi, mimo że usilnie starałam się skupić na (skądinąd głębokim) przesłaniu sztuki. Bo problem eutanazji jako ingerencji w ludzką istotę oraz jako postawienie człowieka w roli władcy życia jest niezwykle zajmujący. Ów problem pojawiał się od początku istnienia ludzkości, a źródło jego bije w każdym człowieku. I warto się nad tym zastanawiać, warto szukać właściwej moralnie drogi rozwiązania.
Od strony wizualnej na pochwałę zasługują kostiumy - zabawny i precyzyjnie dopracowany element spektaklu. Interesująca jest również różnorodność charakterologiczna postaci - ich kontrastowość względem siebie bardzo urozmaica przekaz, który jest przecież najważniejszym elementem, tym, co powinno utkwić w pamięci widza, co powinno niepokoić i skłaniać do rozważań.
"Klinika dobrej śmierci" nie traktuje o zabawnych, międzyludzkich relacjach, o miłostkach, nie jest komedią omyłek. To spektakl o nader trudnej tematyce, o konsekwencjach utraty marzeń i nadziei. To opowieść o sile manipulacji i strachu przed prawdą. I mimo niezbyt ciekawego wykonania i przewidywalności końca historii czuje się, że gra toczy się o najwyższą stawkę. Taką, która wypełnia życie każdego człowieka, czy on tego chce, czy nie. Warto sobie uświadomić, że "życie to ciągłe pożądanie - im mniej pragnień, tym mniej życia."
Ewa Hanusz
Teatralia Kraków
18 maja 2009
Teatr BARAKAH w Krakowie
Jacek Getner
"Klinika dobrej śmierci"
reżyseria: Ana Nowicka
kostiumy i dekoracja: Joanna Ciepielewska
muzyka: Krzysztof Figurski
obsada:
Ordynator - Jan Mancewicz
Dziennikarz - Piotr Jędrzejek / Karol Zapała
Blond Automatyczna Pielęgniarka - Krzysztof Prystupa
Kruczowłosa Automatyczna Pielęgniarka - Krzysztof Prystupa
Zdesperowana Samobójczyni - Monika Kufel
Starsza Pani - Małgorzata Brożonowicz-Sienkiewicz
Zrezygnowany Pan - Franciszek Muła
obsada multimedialna:
Naczelny - Krzysztof Globisz
Żona - Marta Marianna Gortych
Przyjaciel - Filip Krupa
Komentator - Piotr Jędrzejek
tłum pikietujących:
uczniowie II Liceum Ogólnokształcącego im. Króla Jana III Sobieskiego w Krakowie
prapremiera: 11 października 2008 r.