zwykła czcionka większa czcionka drukuj

Cieplak żegna...

Gdy ma się do dyspozycji takich partnerów jak aktorzy ze Starego Teatru w Krakowie, tekst Ionesco, a na koncie jedne z najlepszych spektakli w Polsce, to tylko dziwna przewrotność losu lub uporczywe mruganie do widza może zepsuć efekt całości. Może, wolałabym powiedzieć - musi.

Tekst Ionesco miał tu spełnić rolę prostą i naturalną, taką, jaką spełnia śmierć. Napotkał jednak nazbyt sztuczną realizację, by mieć jeszcze do opowiedzenia coś autentycznego.

Królestwo, jak u Cieplaka, zorganizowane dość ubogo scenograficznie: stara hala, ruina właściwie, wokoło rdza, metal, stare okna, industrial. Na środku sceny, dziwo, gimnastyczna biała podłoga, jakie widuje się w salach baletowych oraz 3 drążki do ćwiczeń.

Kiedy widzowie zasiadają na swoich miejscach, przy zapalonych jeszcze światłach, na scenie jest już grupa tancerzy. Ich hipnotyczne, powolne i powtarzalne ruchy podbija rytm "Kormoranów". Ta, jak na razie, prosta konstrukcja nic jednak nie wnosi, jest jedynie zjawiskiem plastycznym, pełnym niejasnych odniesień.

Na scenę wkracza w zupełnie odmiennej poetyce Zbigniew Kosowski, jako Strażnik. Zapowiada kolejne postacie, stając się w ten sposób komentatorem całości. Pojawia się Dorota Segda jako Julia - pokojówka (błazen?), Anna Polony jako Królowa Małgorzata, Jacek Romanowski jako Lekarz. Uwagę zwraca Segda w swojej ciekawej interpretacji pokojówki-błazna. Jej ruchy są nienaturalne, czasem usztywnione, dziecięce, głupkowate. Rozczapierzone włosy i mimika stają się kwintesencją szaleństwa. Paradoksalnie, mimo swojej błazeńskiej postawy, bije z niej elektryzująca prostota i człowieczeństwo. Gdy na scenie zjawia się na wózku inwalidzkim Anna Dymna jako Królowa Maria, a potem Jerzy Trela jako Król skojarzenia przychodzą same. Spektakl zyskuje ciężar gatunkowy. Umieranie króla staje się umieraniem tego, co dawne i zaprzeszłe - krakowskiego teatru i ludzi, który go tworzą. To poruszająca konkluzja, szkoda, że zadana przez reżysera tak oszczędnie.

Król umiera, czyli ceremonie STARY TEATR Kraków

"Król umiera, czyli ceremonie"

Przeplatające się ze sobą 'niech żyje król' i 'król umiera' powtarzane jak mantra brzmią raczej śmiesznie i są jakby naigrywaniem się ze śmierci. Trela - Król upadający i podnoszący się, chwiejący się na nogach, nie przekonuje. Jest w tym żałosna próba zmierzenia się ze śmiercią, pełna dłużyzn i niepotrzebnych zawieszeń. Agonia przedłuża się w nieskończoność, a lekarz - Romanowski odlicza minuty do końca - "Umrzesz pod koniec spektaklu" - wyrokuje. I ta metateatralna zagrywka także nie budzi refleksji, czuć ją czymś wtórnym, tanim, nadętym.

Gdy po śmierci króla scena staje się wielkim wybiegiem mody funeralnej, czuję żenadę, znudzenie i kompletną ignorancję wobec widza. Po co ten efekciarski pokaz? Jeżeli ma to być współczesny danse macabre to nieudany, jeżeli to pamflet na konsumpcyjny świat, w którym wszystko można sprzedać (i kupić), to też to nie chwyta. W jakim kierunku zdąża myśl spektaklu?

Wybuchające co jakiś czas na widowni salwy śmiechu nie są sukcesem, a jedynie porażką. Scena, gdy dwór królewski (lub to, co z niego zostało) odgrywa przed królem miniteatrzyk, jest zabawna. Ale tylko na chwilę, bo tak naprawdę jest serio. To rozpaczliwe odpędzanie strachu przed umieraniem, odchodzeniem w nicość. I nieważne, czy Dymna odzywa się dziewczęcym głosem jako Zosia z "Dziadów", czy Segda odgrywa uroczą Albertynkę z "Operetki", czy na koniec wszyscy śpiewają banalną pieśń gondoliera i improwizują Wenecję na wózku do przewożenia towarów w magazynach (ulubiony przedmiot sceniczny Cieplaka), to jest to nadal gorzka, poważna scena.

Z całego tego zlepku symboli, odniesień (donikąd!), wyrywa się oszalałe, przejmujące i pełne żywiołu aktorstwo Segdy. To ucieleśnienie wiernego błazna, pocieszycielskiego ducha, a przecież i skrywanej, nieodkrytej kobiety. Gdy w jednej ze scen próbuje podnieść króla, opierając go na swoich nagich, pięknych piersiach staje się w tym geście pramatką ukrytą w niepozornym dziecku. Opowiadając smutną historię kotka, jest poruszająca, tak niewspółmiernie przekonująca, że trudno nie ulec iluzji 'prawdy'. Jest w niej coś z Ofelii o duszy niewinnej, wrażliwej, nietkniętej. To zdecydowanie najciekawsza kreacja przedstawienia, tym bardziej przykro, że wzbudza wśród większości widzów tylko śmiech.

Na samym końcu na pustej scenie pojawia się Anna Polony w szlafroku i peruce Muzy, z egzemplarzem "Wyzwolenia" w ręku. Zaczyna czytać fragmenty sztuki. Pojawia się i Konrad - Trela z szablą w dłoni i z rezygnacją wypowiada słowa poety:

"Sam już na wielkiej pustej scenie.
Na proch się moja myśl skruszyła.
Wstyd mię i rozpacz precz stąd żenie. -
Na Świętym Krzyżu północ biła.

Kędyż się zwrócę? Wszędy nicość,
wszędy pustkowie, pustość, głusza.
Tęskni samotna moja dusza
I nad mą dolą płacze litość.

Z czym pójdę do dom, smutny, biedny?
Na proch się moja myśl skruszyła:
niewolnik wielkiej myśli jednej,
w niej moja niemoc, moja siła.

Czy jesteś, Polsko - tylko ze mną?
Sztuka mię czarów siecią wiąże:
w Świątynię wszedłem wielką, ciemną,
dążyłem - nie wiem, dokąd dążę.

Pogasły światła, co świeciły,
rzucone w płócien wielkie luki,
łachmany, co świątynią były.
Jak wyjdę z kręgu czarów Sztuki?"

Polony w szlafroku, Trela w niechlujnej piżamie odchodzą. Przechodzą wśród publiczności, otwierają drzwi dla widzów, pada smuga jasnego, kłującego światła. Z niego wyrasta płacz dziecka. Metafora powrotu? Odchodzenie i przychodzenie? Śmierć i życie. Aktorzy znikają.

Magdalena Okoń
Teatralia Warszawa
11 maja 2009

Stary Teatr w Krakowie
Eugene Ionesco
"Król umiera, czyli ceremonie"
("Le roi se meurt ou Ceremonies")
przekład: Adam Tarn
scenariusz i reżyseria: Piotr Cieplak
asystenci reżysera: Zbigniew Kosowski, Magdalena Miklasz (WRD PWST)
scenografia: Andrzej Witkowski
choreografia: Jacek Gębura
muzyka: Stanisław Radwan oraz "Kormorani" (Michał Litwiniec, Paweł Czepułkowski)
zespółu w składzie: Michał Chytrzyński (skrzypce), Jacek Kociuban (wiolonczela), Wacław Mulak (trąbka), Marek Pawlik (puzon)
obsada:
Król: Jerzy Trela
Królowa Małgorzata: Anna Polony
Królowa Maria: Anna Dymna
Julia: Dorota Segda
Lekarz: Jacek Romanowski
Strażnik: Zbigniew Kosowski
Tancerze: Sylwia Ciurko, Dominika Józefowiak, Katarzyna Torzyńska, Krzysztof Dziuba, Dominik Jurewicz, Paweł Skalski
premiera: 29 listopada 2008 r.
Spektakl zaprezentowany w Teatrze Dramatycznym w ramach XXIX Warszawskich Spotkań Teatralnych.

© "teatralia" internetowy magazyn teatralny 2008 | kontakt: redakcja@teatralia.com.pl | projekt i administracja strony: admin@teatralia.com.pl | projekt logo: jepe oyen