zwykła czcionka większa czcionka drukuj

Proszę czekać!

Niech nikogo nie zwiedzie "proszę". Okazuje się, że czekanie jest czynnością przymusową. Chyba wszyscy się zgodzą, że nie ma w kategorii męczarni prozaicznych czegoś bardziej uciążliwego od czekania. Gdyby się jednak nad tym zastanowić, nie trudno dojść do wniosku, iż to właśnie ono stanowi jedną z niewielu constans w życiu człowieka.

Tą wątpliwą przyjemnością można się spokojnie delektować zarówno w sferze najbardziej przyziemnej, stojąc w kolejce do (tu pasuje właściwie większość instytucji), jak i na poziomie duchowym, nawet metafizycznym, czekając chociażby na wybaczenie, rozgrzeszenie czy zbawienie. Czasami równie ważne jak to, na co czekamy, jest to, jak czekamy. Nie pytam zatem na kogo, ale jak czekają Gogo i Didi w elbląskim Teatrze im. A. Sewruka.

Zanim Vladimir i Estragon przypomną sobie, że dziś jak zwykle spędzą dzień, czekając na Godota, na scenie odbywa się coś w rodzaju zwyczajnego, lecz w tym wypadku zwracającego szczególną uwagę - prologu do dramatu. Zajmując miejsca, widz ma już możliwość obserwowania siedzącego na kamieniu, śpiącego Estragona. Początkowo to aktor zdaje się czekać z rozpoczęciem gry, zanim wszyscy wygodnie się usadowią, jednak sytuacja względnie szybko ulega zmianie. Teraz powoli niecierpliwiący się widzowie muszą pozwolić, aby mięło trochę czasu, zanim umilkną komunikaty o wyłączeniu telefonów komórkowych, a na widowni zgaśnie światło. Dość długa, choć może niezbędna do wprowadzenia w charakter spektaklu, jest ta czekania faza pierwsza.

Czekając na Godota TEATR IM. A. SEWRUKA Elbląg

"Czekając na Godota"

Scena nie przypomina ani wiejskiej drogi, ani drogi w ogóle. Pustkowie mieści się w kwadracie, niemal idealnie równo usypanym z piasku na środku sceny. Kamień i drzewko - tyle w nim, a dookoła niego, także na scenie, ustawiono, otaczające piasek z trzech stron, miejsca dla widzów. Trochę to pustynia, nieograniczona przestrzeń nie do ogarnięcia, bez ścian, choć jednak w pewien sposób labiryntowa, a trochę mała i bezpieczna piaskownica, w której dorośli mężczyźni spędzają czas na zabawie w obrzucanie się wyzwiskami. Bez względu na to, którą wersję wybierzemy, pojawia się element powrotu do tego samego miejsca, ciągłego wracania w jeden ten sam, choć może tylko łudząco podobny punkt w przestrzeni i czasie.

Mężczyźni, którym przyszło czekać w tych okolicznościach, są ze sobą silnie skontrastowani. Spokojny, małomówny i leniwy Gogo zdaje się momentami całkowicie zamierać w bezruchu w zestawieniu z energicznie przeczesującym w tą i z powrotem piasek Vladimirem, który nie potrafi milczeć dłużej niż kilka sekund. Podobnie wzmocniono kontrast pomiędzy drugą parą bohaterów - Pozzo i Lucky`m. Wyraźna różnica między członkami obu par minimalizuje się jednak w akcie drugim, który paradoksalnie do zawartej w nim powtarzalności zdaje się być przyśpieszony i zintensyfikowany. Te znaczące niuanse dostrzec można zwłaszcza w ruchu scenicznym. Szczególnie widoczne jest to u niezwykle plastycznego, miękko przechodzącego z nogi na nogę, raz po raz upadającego Lucky'ego, który ze sznurem zawiązanym na szyi wygląda momentami jak marionetka wprawiana w ruch przez Pozzo.

Bez względu na różnorodną dynamikę ruchową spektaklu, w czekaniu Beckettowskich bohaterów niezmiennie dominuje nuda, którą usilnie starają się zagłuszyć, a która momentami wymyka się ich usiłowaniom i na kilka krótkich chwil, ale jednak, udziela się widzom. Nie oznacza to wcale, iż czas wypełniany pieczołowicie przez Estragona i Vladimira jest w przedstawieniu jednostajny. Wręcz przeciwnie, zmienia się tempo, stopniowo wzrasta napięcie, a wraz z nim irytacja oraz ujawniająca się w szarpanych, nagłych gestach desperacja Didi'ego, który usilnie dąży do tego, aby zauważyć choćby najdrobniejszą zmianę w stosunku do dni poprzednich. Zmianę, która podobnie jak listki na drzewie, mogłaby być nie tyle zwiastunem nadchodzącego Godota, co nośnikiem chociaż odrobiny nadziei.

Po ostatniej, słynnej wymianie zdań "No to idziemy. Chodźmy", bohaterowie nie ruszają się z miejsca. Czekają. Nadal czekają. Istota tego bezruchu została jednak urwana, ukrócona, jakby ktoś się bał, iż rzeczywiście zostanie on zauważony. Po wypowiedzeniu ostatnich słów niemal natychmiast gaśnie światło i równie szybko zapala się ponownie, żeby łatwiej było dostrzec nagradzanych oklaskami aktorów. Nie ma czasu na zawieszenie. Minęły wyznaczone minuty spektaklu. Fakt, że Gogo i Didi nie idą, zostaje wyciemniony, prawie pominięty. Pytanie tylko czy przez reżysera, co jest mniej prawdopodobne, czy przez tak zwane kwestie techniczne. Nie mniej jednak, nikt już na nikogo nie czeka, nikt nic nie musi, a wszyscy bez zatrzymania rozchodzą się do domów.

Kamila Bubrowiecka
Teatralia Kraków
23 lutego 2009

Teatr im. Aleksandra Sewruka w Elblągu
Samuel Beckett
"Czekając na Godota"
tłumaczenie - Antoni Libera
reżyseria - Krzysztof Rościszewski
ruch sceniczny - Bohdan Głuszczak
kostiumy - Ewa Strebejko
asystent reżysera - Tomasz Czajka
obsada:
Estragon - Lech Gwit (gościnnie)
Vladimir - Tomasz Czajka
Lucky - Marcin Tomasik
Pozzo - Jacek Gudejko
Chłopiec - *** Bartosz Szymanowski(gościnnie)
premiera: 6 czerwca 2008 r.

© "teatralia" internetowy magazyn teatralny 2008 | kontakt: redakcja@teatralia.com.pl | projekt i administracja strony: admin@teatralia.com.pl | projekt logo: jepe oyen