Czar błękitnej linii
Wychodząc z domu na prapremierę "Widnokręgu"" do Teatru im. J. Osterwy, miałam wiele wątpliwości, czy szaleństwo podjęte przez Toszę się opłaci? Czy nie jest to zbyt wielkie zadanie? Byłam świeżo po lekturze książki Wiesława Myśliwskiego i wystawienie tego niesamowitego dzieła na scenie było dla mnie niejako "mission impossible"...
Gdy usiadłam na krześle i rozpoczęła się sztuka, wręcz oniemiałam z wrażenia. Bałam się zakaszleć, zamknąć choć na chwilę oczy. Chłonęłam każde słowo, każdy gest, i każdą nutę. Po raz pierwszy siedziałam jak zaczarowana.
Wędrówka po widnokręgu życia, którą obserwujemy, jest pełna magii, ciepła, choć również goryczy i obaw. Świat widzimy oczami Piotra (Mikołaj Roznerski), który wspomina swoje życie, siebie jako małego chłopca. Obserwuje je z boku, koegzystując w trochę innej strefie czasowej. Wspomnienia te są pełne ciepła, ale i smutku. W pierwszych scenach jest on dojrzałym mężczyzną, by później młodnieć.
Zostałam bardzo pozytywnie zaskoczona grą aktorską Mikołaja Roznerskiego. Dotychczas można było go widzieć w bardzo ekspresyjnych rolach, a tu każdy jego ruch jest celebrowany, dopieszczony. Mamy zastygnięcie w bezruchu, poruszanie się w zwolnionych obrotach, jakby był aktorem pantomimy. W roli Piotra gesty mówią więcej niż słowa, których z ust głównego bohatera pada niewiele. Efekt jest doprawdy powalający. Pomimo młodego wieku, Roznerski zagrał bardzo dojrzałą rolę i dźwigną ciężar ciągłego przebywania na scenie.
Siostry Ponckie, panienki lekkich obyczajów, grane przez Karolinę Stefańską i Hankę Brulińską są pełne filuterności, te nauczycielki męskości niejednokrotnie wzbudzają uśmiech i na twarzy publiczności. Scena wybierania krawatu na potańcówkę Piotra na długo zapadnie w pamięci każdego widza.
Kluczowymi postaciami są rodzice Piotra, grani przez Magdalenę Sztejman-Lipowską i Jana Wojciecha Krzyszczaka. Ich również obsadzono świetnie. Sceny odejścia rodziców, najpierw śmierci ojca, później matki, są bardzo metafizyczne, nieopowiedziane dosłowne, ale dla wrażliwego widza bardzo czytelne.
Na zauważenie zasługuje jeszcze jedna rola kobieca, niewielka, ale jakże znacząca dla całej sztuki. Rola Anny - żony Piotra zagrana przez Kingę Waligórę. Ileż w niej lekkości, dziewczęcej delikatności, jak i stanowczości. Słowa "Piotr! Nie musimy być poważni..." - mówią bardzo wiele, widzimy walkę o miłość, o ukochaną osobę. Jej historia zostaje niedopowiedziana. Każdy z nas musi sobie sam odpowiedzieć, co się z nią dzieje. Wiemy, że odchodzi, ale jak? Umiera? Sam autor nie wie, co się z nią dzieje.
Nostalgiczność i zadumę sztuki równoważy humor i śmiech wniesiony przez wesołą kompania kolegów Piotra na potańcówce. Łukasz Król, Szymon Sędrowski, Przemysław Gąsiorowicz oraz Bartosz Spust, Michał Jóźwik, Wojciech Marcinkowski mistrzowsko grają pijacką scenę w jednej ze szkolnych sal, gdzie udaje się Piotr załamany nieudolnością poderwania Ani. Mamy ukazanych facetów głodnych przygód i seksu. Słowa "poszłoby się na kurwy..." oraz opowieści, jak to przed wojną "cały park się trząsł", wzbudzają śmiech na twarzach publiczności.
A wszystko dzieje się w takt tang (ukochanych tak przez siostry Ponckie) i poezyjnych skrzypiec. Muzyka Piotra Salabera jest absolutnie delikatna, lekka i idealnie komponuje się z scenografią (Jerzy Kalina) - ascetyczną, ale bardzo wyrazistą, pełną symboliki.
Ten spektakl urzeka przede wszystkim magią, na którą składa się wiele elementów. Doprowadza do łez i zmusza do myślenia. Ciągle krąży w mojej głowie, ciągle poszukuję interpretacji... I mogłabym oglądać go bez końca...
Najważniejszym przesłaniem tej sztuki jest prawda, że życie polega na poszukiwaniu szczęścia i miłości. Przebija przez nią także samotność człowieka na świecie, brak zrozumienia i ciągła walka o nie. Jest on swoistą sesją terapeutyczną na codzienne zmartwienia, żale, smutki. Bo "szczęście trzeba rwać, jak świeże wiśnie, szczęście trzeba rwać, nim szczęście pryśnie".
W Osterwie wieje nowym, mamy kolejny po spektaklu "Rock'n'Roll" sukces i kolejną prapremierę, o której jakości najlepiej może świadczyć zachwyt i wzruszenie samego autora powieści. Wiesław Myśliwski po prapremierze powiedział, iż została mu przywrócona wiara w aktorstwo.
A już końcem marca coś dla bardzo młodych widzów, bajka Grażyny Lutosławskiej "O dwóch krasnoludkach i jednym końcu świata" w reżyserii Krzysztofa Babickiego.
Anna Petynia
Teatralia Lublin
11 lutego 2009
Teatr im. Juliusza Osterwy w Lublinie
Wiesław Myśliwski
"Widnokrąg"
reżyseria i adaptacja tekstu: Bogdan Tosza
scenografia: Jerzy Kalina
muzyka: Piotr Salaber
choreografia: Zbigniew Szymczyk
obsada: Mikołaj Roznerski, Piotr Wysocki, Witold Kopeć, Jan Wojciech Krzyszczak, Magdalena Sztejman-Lipowska, Jadwiga Jarmuł, Andrzej Golejewski, Jerzy Rogalski, Artur Kocięcki, Anna Zawiślak, Teresa Filarska, Tomasz Bielawiec, Joanna Morawska, Hanka Brulińska, Karolina Stefańska, Henryk Sobiechart, Andrzej Radosz, Krzysztof Olchawa, Wojciech Dobrowolski, Joanna Deszcz-Pudzianowska, Łukasz Król, Jerzy Kurczuk, Przemysław Gąsiorowicz, Szymon Sędrowski, Kinga Waligóra i inni
premiera: 31 stycznia 2009 r.