Zmierzenie się z legendą
Nieśmiertelność od zawsze była pożądana przez ludzi. Pokusa życia w nieskończoność jest ogromna - możliwość istnienia przez całą wieczność musi budzić ciekawość. Jednak jest to materia niebezpieczna i może stanowić niemałe zagrożenie dla tych, którzy pragną ją zgłębić. Posiadanie władzy nad życiem, nad jego upływem i strukturą, jest fascynujące, ale otwiera drzwi za którymi może kryć się coś, czego nigdy nie chcielibyśmy poznać. Coś lub ktoś...
Istoty pochodzące ze świata nadprzyrodzonego są fascynującym tematem dla artystów. Często można spotkać się z postaciami wilkołaków czy wampirów w literaturze, malarstwie, teatrze i filmie. Niezwykła moc jaką posiadają wywołuje strach i ciekawość. Czasem nawet twórcy kreują romantyczne, miłosne historie, w których głównymi bohaterami są zwykli ludzie i owi Tajemniczy Przybysze. Odbiorca jest zafascynowany taką opowieścią i przeżywa ją bardzo emocjonalnie, w pewnym oszołomieniu spowodowanym poruszeniem tych sfer jego wrażliwości wewnętrznej, które do tej pory były uśpione. Tak działa na człowieka przenikalność światów realnego i nadprzyrodzonego.
Te stany wewnętrzne tym mocniej odczuwane są w teatrze - miejscu magicznym, tajemniczym i pełnym emocji. To w teatrze rzeczywistość ściera się z marzeniem, iskrząc przy tym tysiącami poruszeń serca, wywołując dreszcze podobne do tych odczuwanych w miłosnym uniesieniu. Gdy oglądamy spektakl, który zawiera elementy metafizyki, który wymyka się racjonalnej analizie, pragniemy to wszystko poczuć, lecz nie zawsze się to udaje. Niestety, taką właśnie emocjonalną porażką był "Dracula" w reżyserii Tyszkiewicza.
Powieść Brama Stokera jest niezwykle kuszącym materiałem do scenicznej adaptacji, lecz jest także bardzo niebezpiecznym tworzywem. Jakże trudno jest przedstawić na scenie świat nieuchwytny, tajemniczo-atawistyczny i legendarny? Jak przekonująco mówić o transylwańskim hrabim, którego postać znana jest wszystkim z podań, opowieści, żartów i filmów? Trzeba niezwykłej pomysłowości, żeby stworzyć nastrój, który sprosta oczekiwaniom widza, znającego już rzecz jasna, historię Draculi oraz olbrzymiej kreatywności, która nie pozwoli spłaszczyć legendarnej historii hrabiego do opowieści o wampirze-mordercy. I tutaj należy sobie zadać pytanie: o czym tak naprawdę jest "Dracula"? Według Tyszkiewicza jest to najwyraźniej opowieść o strasznym wampirze, pod którego wpływem pozostają wszyscy, którzy się z nim zetkną. I tyle! Brak tu miejsca na najważniejszy element: na ukazanie przekleństwa nieśmiertelności. Włączone zostają elementy z "Fausta", który akurat stanowił jej apoteozę. Dracula z niewiadomego powodu zaczyna mówić słowami Mefistofelesa - skrzyżowanie dwóch spojrzeń na jeden problem - twórcze, ale mało przekonujące w kontekście tej opowieści.
Sposób narracji w tym przedstawieniu jest dziwny i trochę nudny. O ile początkowy monolog Harkera jest nawet dość ciekawy, o tyle pisane i odczytywane na głos listy w dalszej części spektaklu wprowadzają chaos.
Interpretacja postaci Draculi przez Krzysztofa Baumana jest interesująca, ale nie zachwycająca. Liczyłam na zaskoczenie i grozę, na dreszczyk emocji, ale nie poczułam nic oprócz zainteresowania. Natomiast spektakularnie wykreowana została postać Lucy, grana przez Karolinę Kominek. Barwna, pełna emocji interpretacja była osobną opowieścią o kobiecości, zagubieniu, lęku i marzeniach. Doskonały pokaz aktorstwa.
Warty braw jest również pomysł na wprowadzenie elementów tanecznych do przedstawienia. Ożywiają one cały spektakl i są poruszające. Ciekawie jest również pomyślana scenografia - zamek, który jednocześnie jest szpitalem psychiatrycznym; interesujący pomysł na uniwersalne gmaszysko. Ruchoma podłoga, dym, który pełznie w stronę widowni, to teoretycznie znane, teatralne elementy scenograficzne, lecz w przypadku opowieści o Draculi jak najbardziej wskazane i spektakularne.
Trudno jest zmierzyć się z legendą. To jasne. Przede wszystkim trudność polega na wyższości legendy nad twórcą. Jeśli projekt się nie powiedzie, to zawsze odpowiada za to artysta. Mierzenie sił na zamiary jest generalnie słuszne, bo sprzyja idealizmowi, który jest rozwojowy dla człowieka. Jednak nie wszystkie przedsięwzięcia mają szanse powodzenia. To zupełnie tak jak z nieśmiertelnością - wiadomo, że jej nie ma, lecz co jakiś czas rodzi się ktoś, kto próbuje to sprawdzić...
Ewa Hanusz
Teatralia Kraków
4 lutego 2009
Teatr im. J. Słowackiego w Krakowie
Bram Stoker
"Dracula"
adaptacja i reżyseria : Artur Tyszkiewicz
scenografia: Agnieszka Zawadowska
kostiumy: Bianca Torossian
muzyka: Marcin Mirowski
reżyseria światła: Piotr Pawlik
choreografia: Maćko Prusak
asystent reżysera: Karolina Kominek
obsada:
Dracula - Krzysztof Bauman
Mina Murrey - Anna Cieślak
Lucy - Karolina Kominek
Jonatan Harker - Krzysztof Piątkowski
Artur Holmwood - Przemysław Chojęta
Quincey Jones - Tomasz Wysocki
Dr Steward - Grzegorz Mielczarek
Van Helsing - Feliks Szajnert
Reinfeld - Sławomir Rokita
Reporter - Grzegorz Łukawski
Podróżni - Maciej Jackowski
Podróżni - Ewa Worytkiewicz
Wilk - Piotr Skalski
statystka: Agnieszka Berny
statystka: Magda Bielecka
premiera: 12 grudnia 2008 r.