zwykła czcionka większa czcionka drukuj

Dramaturg od kuchni, czyli teatralna wycieczka do innego świata

Zapowiada się niepozornie - idziemy szarą ulicą Kalinowskiego, wchodzimy do szarego budynku BTL-u, patrzymy na takie same twarze gimnazjalistów, albo, jeśli ktoś zawędrował na późniejszą godzinę, na bardziej zróżnicowane twarze ludzi chodzących do teatru z własnej woli, wchodzimy do sali, gdzie otaczają nas rzędy takich samych krzeseł i spoglądamy na scenę, gdzie stoją rzędy szafek made in PRL. Oczywiście takich samych. A potem napięcie już tylko rośnie...

Na pierwszy rzut oka "CDN" nie zapowiada się ciekawie. Historia pisarza, którego opuściła wena, prezentowana na scenie młodzieżowej, kojarzy się jednoznacznie - bohater pewnie pomęczy się, pozastanawia, nawiedzi go jakaś zbiedzona postać z jego książek, prosząc rzewnie o pomoc, na koniec zaś wróci wena, pisarz stworzy wielkie dzieło, a to wszystko - okrasi soczystym morałem. Tu jednak "CDN" sprawia największą niespodziankę.

Pisarz (Krzysztof Bitdorf) - owszem, jest. Z wzniosłością poezji niewiele ma wspólnego: zarośnięty facet snuje się w piżamie między łóżkiem; brakuje mu tylko zielonej butelki wystającej z kieszeni - nie zapominajmy jednak, że młodzieży demoralizować nie można. Nie braknie również mentora pisarza - Pegaza, który raz objawia się jako mała statuetka, a raz - w postaci aktora, Adama Zielenieckiego; w każdym jednak wcieleniu ma równie cięty język i bezkompromisowe metody pracy. Mamy też szefa pisarza, dyrektora teatru, czekającego na sztukę autorstwa naszego mistrza, patrzącego wyczekująco ze zdjęcia na ścianie. Pojawiają się również postaci z dramatu, których pisarz "nie dokończył", nie napisał zakończenia ich wątków - są one jednak równie żywe jak Pegaz, nie mając wiele wspólnego z przesłodzonymi bajkowymi postaciami.

Wilk (Ryszard Doliński) jako głównego argumentu używa pieniędzy, by nie rzec łapówki. Królewna (Ewa Żebrowska) chce, co prawda, aby jej książę odzyskał ludzką postać i nie był już żabą, ale tylko z tego względu, że żaba nie może przynosić jej klejnotów; daleko jej też do subtelności disneyowskiej Śnieżki czy Kopciuszka. Telefon, który ukazuje swoje spersonifikowane oblicze w najmniej oczekiwanym momencie, podpuszcza pisarza okrutnie, a Mag przebity szablą (Jacek Dojlidko) marzy o karierze wodza przebitego mieczem, bo przecież to straszna różnica. Koniec tego zamieszania z jednej strony jest przewidywalny, z drugiej jednak sprawia zaskoczenie. Owszem, pisarz mobilizuje się wreszcie, ale sposób, w jaki "kończy" swoje postacie zaskakuje wszystkich - od publiczności począwszy, na tychże postaciach skończywszy. A potem zostaje tylko żal, że już pora wychodzić z teatru.

CDN Białostocki Teatr Lalek

"CDN"

Tym, co stanowi o sukcesie "CDN' jest bez wątpienia scenariusz - oparty na tekście autorstwa nadwornego dramaturga Białostockiego Teatru Lalek, Marty Guśniowskiej. Popełniła ona w świadomy sposób sztukę skierowaną do młodych i starszych widzów, odwracającą utarte schematy, bawiącą się konwencjami. Nie stroni też od mocniejszych zagrań - dodaje to prawdziwości całemu spektaklowi, sprawia, że patrzymy na bohaterów jak na realne postacie z krwi i kości, niepozbawione ludzkich słabości.

Wiadomo jednak, że sama jakość tekstu wiele nie pomoże, kiedy brak dobrego wykonania - to jednak spektaklowi nie grozi. Akcja biegnie wartko do przodu, nie ma chwil zbędnej dłużyzny czy zastoju; aktorzy budują rzeczywistość spektaklu z wielką energią i werwą. Trudno wyróżnić najlepszą kreację - każdy bowiem bohater jest inny, a jedyne, co ich łączy, to staranność, z jaką są odgrywani. Płynnie następuje też przejście z planu żywego do lalek - lalki i aktorzy współgrają ze sobą, a proceder ten "ułatwia" meblościanka, stojąca wzdłuż całej sceny.

Oglądając "CDN" można odnieść wrażenie, że jego stworzenie było dla całej ekipy jedną, wielką zabawą w pozytywnym znaczeniu tego słowa; zaś część tego ducha zabawy, radosnego tworzenia, zostaje gdzieś pomiędzy słowami i udziela się widzom. "CDN" wciąga i czaruje, buduje świat otwarty, w którym widz czuje się dobrze.

Refleksje? Ktoś uparty mógłby doszukać się w "CDN" śladów traktatu o sztuce, o niemocy twórczej, o losach artysty i jego weny, o mechanizmach tworzenia. I rzeczywiście - "CDN" ukazuje proces tworzenia, powoływania nowego świata i trudności, jakie przy tym napotyka kreator. Można by zająć się mozolnym przekładaniem zabawnym epizodów na poważny język kulturoznawstwa czy teatrologii, określaniem psychologii artysty na podstawie głównego bohatera, ba, nawet uznać "CDN" za traktat na temat schizofrenii. Można dopatrywać się aluzji do traktowania własnych niedoskonałości, można zastanawiać się, czy przypadkiem dramaturg nie obrazuje Losu, rozrządzającego ludźmi w dowolny, acz zawsze niezgodny z ich oczekiwaniami sposób. O wiele lepiej jednak zagłębić się w fotelu i dać się porwać teatralnej rzeczywistości, odwiedzić sąsiedni świat, istniejący obok na scenie i wyjść z teatru z ciepłym, miłym wspomnieniem. Na ponure refleksje jeszcze będzie okazja, zaś spektakl lekki i inteligentny zarazem nie trafia się często.

Sylwia Grygorowicz
Teatralia Białystok
2 lutego 2009

Białostocki Teatr Lalek
Marta Guśniowska
"CDN"
reżyseria: Agata Biziuk
scenografia: Anna Chadaj
muzyka: Michał Górczyński
obsada: Krzysztof Bitdorf (Dramaturg), Adam Zieleniecki (Pegaz), Jacek Dojlidko (Mag, Chór), Ryszard Doliński (Skarpeta, Chór, Wilk) Ewa Żebrowska(Skarpetka, Królewna, Chór), Marta Guśniowska (Szczur)
premiera: 27 września 2008 r.

© "teatralia" internetowy magazyn teatralny 2008 | kontakt: redakcja@teatralia.com.pl | projekt i administracja strony: admin@teatralia.com.pl | projekt logo: jepe oyen