I tell you we must... live!
Jeśli twórczość Kurta Weilla zna się jedynie przez pryzmat kultury popularnej (songi śpiewane przez niezliczoną ilość artystów od The Doors przez Davida Bowie po Kazika), albo teatru (Brechtowska "Opera za trzy grosze", czy "Happy End"), to niezwykłym doświadczeniem staje się możliwość obcowania z nią w operze.
Szlagiery w stylu "Lamentacja o Mackie Majchrze" czy "Alabama Song" zdają się brzmieć pełniej i dosadniej wygrywane przez zespół orkiestry Teatru Wielkiego. Dopiero teraz widać wyraźnie, że muzyka stworzona przez Weilla mieni się wieloma odcieniami, wśród których odnaleźć można zarówno barwy bardzo ciemne, głębokie, wręcz mroczne, jak i radosne, jasne, proste tony. Wszystko to tworzy tygiel dźwięków, gatunków, rodzajów, form i treści. Taka jest bowiem muzyka Weilla. Taka, jakie było jego życie.
Krzysztof Pastor nie tworzy biografii kompozytora, raczej ukazuje wybrane wątki zaczerpnięte z jego życiorysu, umiejscawiając je w konkretnym czasie i określonej przestrzeni. Kategorie czasoprzestrzenne budowane są w sposób minimalistyczny za pomocą ekranów - jednego zainstalowanego na stałe nad całą szerokością okna scenicznego oraz trzech mniejszych - abstrakcyjnych, białych kwadratów zjeżdżających w razie potrzeby na lub nad scenę. Razem tworzą one swoistą suprematyczną kompozycję, przywodzącą na myśl malarstwo Malewicza. Czasem ich użycie irytuje, zwłaszcza wówczas, gdy pełnią jedynie rolę zastawek i ścianek, za którymi musi się coś ukryć. W pozostałych przypadkach jednak sprawdzają się znakomicie - a to przez wyświetlane na nich obrazy komentujące oraz dookreślające sytuację i czasy, w jakich dzieje się dana sekwencja, a to jako lustro weneckie, za którym rozgrywa się intymna scena dwojga tancerzy.
Ściany-ekrany szczególnie sugestywnie działają w obrazie otwierającym i zamykającym spektakl, tworzącym tym samym wyrazistą klamrę w strukturze utworu. Na początku obserwujemy coś na kształt narodzin człowieka-artysty (Weilla), który pod postacią nagiego tancerza wydostaje się z zamknięcia: dwa ekrany, domykające przestrzeń uformowaną przez wycięty odcinek światła, rozszerzają się razem z coraz pewniejszymi ruchami aktora. Wreszcie udaje mu się je opuścić. Metafora ta staje się czytelniejsza w finale, gdy tancerz wraca do tego swoistego "kokonu", jakby powracał do łona matki. Jest to nie tylko symboliczny powrót do źródeł, ale nade wszystko powrót do miejsca narodzin - w przypadku Weilla powrót do opuszczonej przezeń ojczyzny. Towarzyszy tej scenie śpiewana po niemiecku pieśń, jednoznacznie sugerująca przynależność bohatera do tego, a nie innego świata. Te dwa niepozorne ściany-ekrany są tu wymownym ograniczeniem bohatera - z jednej strony bowiem stoi ojczyzna (faszystowskie Niemcy, z których przyszło mu wyemigrować), a z drugiej - Ameryka, w której żył i tworzył, ale w wyobcowaniu. I właśnie ten tragizm losu artysty skazanego na emigrację (nie Weilla jedynie przecież), uwięzionego między dwoma światami (w tym przypadku jednocześnie dochodzi problem zderzenia świata tradycji żydowskiej z nowoczesnością) zdaje się być naczelnym motywem baletu Pastora.
Widowisko podzielono na dwa akty - dwie części o wymownych tytułach zaczerpniętych z twórczości Weilla: niemiecką - zatytułowaną "Nowy Orfeusz" i amerykańską - "Zagubiony wśród gwiazd". Różnią się one diametralnie nie tylko nastrojem, tempem, ale i wymową. Można powiedzieć, że obie są bardziej collage`m dźwięków, obrazów, fragmentów kronik, filmów (wizualizacje są tu jak najbardziej na miejscu, bo w iście niemieckim duchu wyrosłym z tradycji Piscatora i Reinhardta, z którym notabene Weill współpracował), zdjęć i klimatu danego miasta (Berlina w akcie pierwszym i Nowego Jorku w ostatnim), w którym spoiwo stanowi taniec. W pierwszej odsłonie ukazany został ówczesny Berlin - nowoczesne miasto-tygiel, gdzie realizują się postulaty futurystycznej idei 3xM, gdzie panuje artystyczna atmosfera, w powietrzu unosi się żywioł ekspresjonistycznego ducha, a jednocześnie odczuć można już nadciągający kataklizm, w cieniu czai się piekło. W takim piekle, jakie się zbliża, "nowy" Orfeusz nie ma wyboru - musi uciekać, jeśli chce żyć (wbrew słowom "I tell you we must die"), jeśli chce tworzyć. Miast więc zstępować do piekieł, on z nich ucieka.
Część amerykańska pozbawiona jest tego ciężkiego jarzma wojny i śmierci, nie odczuwa się już ich piętna, które tak mocno sugerował poprzedni akt choćby przez tonację barw kostiumów i wizualizacji: od szarości, przez brązy do czerni. Tu wkraczają radosne, jazzowe dźwięki przemycane nawet w najbardziej poważnych utworach. Ale i Ameryka ma swoje ciemne strony: po pierwsze Weill - "zagubiony wśród gwiazd" - walczyć musi o pozycję w tym swoistym panteonie, pełnym artystów (od Marylin Monroe po Duchampa czy Warhola), a po drugie - dosięga go tęsknota za ojczyzną ("Płacz, ukochany kraju", "Relacja o nieznanym żołnierzu pod łukiem triumfalnym"), z której wszak docierają mało przyjemne wiadomości. Wszystko to powoduje, że bohater mimo wolności, jaką sobie wywalczył, nadal pozostaje w zamknięciu i rozerwaniu między dwoma światami.
Specyfika tego baletu polega na tym, że Pastor zaufał jakże charakterystycznej twórczości Weilla i dał jej się i uwieść, i ponieść. Ona bowiem nadaje ton spektaklowi - to, co wysokie, miesza się z niskim, serio z buffo, dźwięki fokstrota krzyżują się z elementami tanga, dosłyszeć można równocześnie partie arii, lamentu czy chorału, a wszystko to w swingujących brzmieniach. Na dodatek aktorzy zostali ubrani w nieco stylizowane kostiumy z epoki (ale tylko jako sugestia, nie dosłowność) - są więc spodnie na szelkach i na kant (a jakże), podkoszulki na guziki, kamizelki, fulary, kolorowe sukienki, co niewątpliwie pomaga widzowi odczuć ówczesny Zeitgeist.
Całość wyróżniają nieprawdopodobna lekkość, gracja i perfekcyjność ruchów tancerzy, jakich nie spotyka się zbyt często na takim poziomie. Trzeba przyznać, że Pastorowi świetnie udało się połączyć elementy klasycznego baletu z bazą tańca współczesnego.
Bardzo udanym pomysłem było również zaangażowanie do tego przedsięwzięcia śpiewaków i chóru. Szczególnie mocno wybrzmiały pieśni w wykonaniu Małgorzaty Walewskiej i Roberta Gierlacha. Chór natomiast sprawdził się w scenach zbiorowych sugerując tłum, masę, zbiorowość, wreszcie społeczeństwo uwikłane w historię. W pamięci pozostaje też sekwencja tańca nagiego mężczyzny (Weilla) z kobietą w czerwieni. To ona dominuje. Rzuca nim, potrząsa, wabi, mami. Przyciąga i odpycha. Zachęca i zniechęca. Chce go ewidentnie w coś wciągnąć, zaangażować. On - nie tyle się zapiera, co nie mówi "nie". Czeka. Obserwuje. Zafascynowany. Daje sobą tarmosić. Chce się w to zagłębić, bo jest to coś oszałamiającego, tajemniczego. Ale stoi z boku.
Kim jest owa dama? Zapewne wszystkim tym, co Weilla inspirowało. Miłością. Muzyką. Sztuką. Wojną. Ideologią. Historią. Życiem po prostu.
Lena Berny
Teatralia Warszawa
26 listopada 2009
Teatr Wielki - Opera Narodowa w Warszawie
"Kurt Weill"
Balet Krzysztofa Pastora
choreografia: Krzysztof Pastor
dyrygent: Pacien Mazzagatti
projekcje i światła: Bert Dalhuysen
asystenci choreografa: Charlotte Chapelier, Steven Etienne, Natalia Hoffmann
libretto, scenariusz muzyczny, inscenizacja: Krzysztof Pastor
aranżacja przestrzeni i koncepcja wizualna: Krzysztof Pastor, Bert Dalhuysen
kostiumy: Maciej Zień
przygotowanie chóru: Bogdan Gola
obsada:
w partiach solowych:
Barbara Bartnik
Magdalena Ciechowicz
Joanna Drabik
Dagmara Dryl
Marta Fiedler
Dominika Krysztoforska
Iwona Kurowska
Aleksandra Liaszenko
Anna Lorenc
Ewa Nowak
Agnieszka Pietyra
Agnieszka Pietyra
Karolina Sapun
Emilia Stachurska
Izabela Szylińska
Natalia Wojciechowska
Maria Żuk
Bartosz Anczykowski
Siergiej Basałajew
Robert Bondara
Petr Borchenko
Władimir Jaroszenko
Paweł Koncewoj
Adam Kozal
Carlos Martín Pérez
Egor Menshikov
Klaudiusz Paradziński
Sergey Popov
Remigiusz Smoliński
Sebastian Solecki
Wojciech Ślęzak
Oskar Świtała
Michał Tużnik
Jacek Tyski
Kurusz Wojeński
Maksim Wojtiul
Jarosław Zaniewicz
Bartosz Zyśk
oraz gość specjalny:
Rubi Pronk
soliści śpiewacy:
Lada Biriucov
Katarzyna Trylnik
Małgorzata Walewska
Robert Gierlach
Angelo Antonio Poli
oraz: Polski Balet Narodowy, Soliści, Chór i Orkiestra Opery Narodowej
premiera polska: 20 listopada 2009 r.