zwykła czcionka większa czcionka drukuj

Zwielokrotniony sen o ślubie

Gombrowicz pisał w swoich "Dziennikach": "Nic w sztuce (...) nie może się równać ze snem". Nie dziwi więc, że akcję swoich utworów często umieszczał na pograniczu jawy i snu. Jedna z trzech sztuk napisanych przez wybitnego powieściopisarza - "Ślub" - doskonale wpisuje się w ten schemat, tym bardziej, że sam autor we wstępie do tego utworu zaznaczył, że powinno się go grać tak, by podkreślać sztuczność i oniryczność. Doskonale zrozumiał i wykorzystał te wskazówki Waldemar Zawodziński, przenosząc "Ślub" na scenę łódzkiego Teatru im. Stefana Jaracza.

W bliżej nieokreślony, oniryczny nastrój publiczność zaczyna być wprowadzana, zanim spektakl się rozpocznie na dobre. Rozsiadając się na widowni, wsłuchujemy się w czyjeś zwielokrotnione oddechy. Przez kilka minut możemy też podziwiać scenografię stworzoną przez Zawodzińskiego. Składa się ona z luster i szyb, które tworzą nie tylko ściany, ale i podłogę. Na środku sceny znajduje się jedynie stół przykryty czarnym materiałem, a poza nim kilka prostych, białych krzeseł. Nic nie sugeruje ani konkretnego umieszczenia w czasie, ani miejscu. Mimo to scenografia w całej swojej prostocie budzi pewien niepokój: w szklanych ścianach publiczność widzi siebie, a przecież każdy do teatru idzie po to, by oglądać innych.

Ślub TEATR IM. S. JARACZA Łódź

"Ślub"
fot. G. Nowak

Po chwili, ku ogólnej uldze, wszystko cichnie i światła gasną. Jednak tylko po to, by za chwilę ponownie ukazać nam scenę, tym razem już nie pustą. Na stole leży Marek Kałużyński, grający Henryka, młodego mężczyznę wracającego z Francji, gdzie brał udział w walkach. Za przezroczystymi ścianami widzimy też innych aktorów. Siedzą nieruchomo niczym posągi, jakby czekając aż nadejdzie ich czas, aby wstać i wejść w swoją rolę. Henryk znajduje się w szynku we Francji, tak przynajmniej mu się wydaje. Jednak, gdy przywołuje swojego przyjaciela - Władzia (Mariusz Witkowski), sytuacja diametralnie zmienia się. Obaj dochodzą do wniosku, że miejsce, w którym przebywają, niezwykle przypomina rodzinny dom Henryka. W świecie wykreowanym przez Gombrowicza rzeczywistość jest tym, czym się wydaje, że jest. Drobne podobieństwa wystarczyły więc, by postaci przeniosły się w całkowicie inną przestrzeń. Jeden przypadkowy gest - uklęknięcie Henryka przed swoim ojcem - sprawił natomiast, że skromne mieszkanie w kolejnych scenach stało się królestwem. Nie jest to żadnym problemem, biorąc pod uwagę, że wszystko, co oglądamy, to prawdopodobnie tylko sen Henryka. Ale nie można mieć co do tego pewności. Postaci wprawdzie ciągle podkreślają sztuczność swoich zachowań i anormalność wydarzeń, jednak granica między rzeczywistością, a jej odbiciem w krzywym zwierciadle jest niemożliwa do rozgraniczenia.

"Ślub" porusza jednak nie tylko kwestię snu, ale także problem naszej świadomości. Wszystkie postaci to nie tylko kreacja wyobraźni Henryka, lecz również jego alternatywne osobowości. Władzio jest jakby drugim Henrykiem, który go wspiera i utwierdza w działaniach, niestety poprzez swoje podobieństwo staje się oczywistym zagrożeniem, rywalem. Gdy nad Henrykiem władzę przejmuje jego alter ego, czyli Pijak (Michał Staszczak), dawna osobowość musi umrzeć. "Sobowtórowość" została podkreślona nie tylko poprzez lustrzaną scenografię, ale i dzięki doskonale przemyślanej grze aktorskiej. Aktorzy sprawiają wrażenie jakby parodiowali nawzajem samych siebie, co chwila zamieniają się rolami. Doskonale uchwycone zostały również monologi wewnętrzne Henryka. Kiedy mówi, wszyscy na scenie zamierają, by po chwili - jak gdyby nic się nie działo - kontynuować grę. Kałużyński natomiast przemawiając, przenikliwie wpatruje się w widownię, i mimo że nie jest to spektakl interaktywny - publiczność - niezależnie, czy chce tego, czy nie - staje się partnerem artystów. Wszystko to oświetlone, zmieniającą co jakiś czas kolor, lampą, i dopełnione powracającymi motywami muzycznymi, co jeszcze mocniej uwypukla odrealniony charakter inscenizacji.

Ślub TEATR IM. S. JARACZA Łódź

"Ślub"
fot. G. Nowak

Niestety w dniu, gdy oglądałam "Ślub", nie wszystko się udało. Aktorzy grali znakomicie, zawiodła natomiast technika. W jednaj ze scen z góry zjeżdża półka, na której stoi masa kieliszków. Prawdopodobnie ma ona zostać ustawiona na stole. Tego się jednak nie dowiedzieliśmy, ponieważ kieliszki zjechać nie chciały. Zdarzenie to jednak wywołało poruszenie na widowni, bo wszyscy się zastanawiali, czy to aby nie celowy zabieg reżysera. Po chwili na szczęście półka została wciągnięta na górę, a oczy publiczności na powrót powędrowały za aktorami, którzy, choć cały czas dzielnie grali, spadli na chwilę na dalszy plan.

Jednakże w obliczu całości spektaklu ten problem techniczny całkowicie ulega zapomnieniu. Teksty Gombrowicza - pełne humoru i ironii potrafią obronić się same, a drobne złośliwości rzeczy martwych nie mogą odwrócić od nich uwagi widzów. Jednak realizacje Gombrowiczowskich dramatów, w których nie są one banalizowane i nie sprowadzają się do zwykłej farsy, to rzadkość. Zawodzińskiemu udało się to bez zarzutu, a wszystkie nagrody, które spektakl zdobył są tylko potwierdzeniem tego faktu.

Magdalena Mirecka
Teatralia Łódź
23 listopada 2009

Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi
Witold Gombrowicz
"Ślub"
reżyser: Waldemar Zawodziński
scenografia: Waldemar Zawodziński
muzyka: Jakub Ostaszewski
reżyseria światła: Krzysztof Sendke
kostiumy: Izabela Stronias
asystent reżysera: Anna Staniaszek
obsada:
Ignacy (Ojciec i Król) - Andrzej Wichrowski
Katarzyna (Matka i Królowa) - Ewa Wichrowska
Henryk (Syn i Książę) - Marek Kałużyński
Władzio (Przyjaciel i Dworzanin) - Mariusz Witkowski
Mania (Służąca i Księżniczka) - Matylda Paszczenko
Pijak - Michał Staszczak
Kanclerz-Szmabelan - Bogusława Pawelec
premiera: 3 marca 2007 r.

© "teatralia" internetowy magazyn teatralny 2008 | kontakt: redakcja@teatralia.com.pl | projekt i administracja strony: admin@teatralia.com.pl | projekt logo: jepe oyen