Voyeuryzm monitorowany, czyli o "Waiting" Mikołaja Mikołajczyka
Konsternacja. Spektakl rozpoczynający trzeci dzień lubelskich 13. Międzynarodowych Spotkań Teatrów Tańca wzbudził skrajne emocje - od obrzydzenia, przez rozbawienie, po zachwyt. Nic dziwnego, niezbyt często można zobaczyć nagiego mężczyznę w baletowym solo. Tym razem było warto. Dlaczego?
Od samego początku podglądamy. Nie jest to jednak perspektywa schowanego w szafie ciekawskiego - w rolę podglądacza zostajemy wciśnięci mimowolnie. Relacja między aktorem a publicznością jest więc skrupulatnie wyreżyserowana, do tego stopnia, iż widownia staje się nieznośnym voyeurem o wielu twarzach.
Początkowa banalność sytuacji stopniowo ustępuje. Tancerz staje się coraz bardziej prowokujący - otwarcie spogląda ku widzom, zdaje się wykonywać ekshibicjonistyczny gest przyzwolenia, ale także protestu. Ten bunt ma charakter oskarżenia wymierzonego w publiczność, wydaje się niezrozumiały i wywołuje natychmiastowe uczucie zażenowania. W czym bowiem zawiniliśmy? Przecież nie przyszliśmy tu z intencją podglądania, ale... czy na pewno? W końcu granica między oglądaniem a podglądaniem nie jest aż taka wyraźna.
"Waiting" jest przede wszystkim refleksją o patrzeniu: na sztukę, na innego, na nas samych. Na pierwszy plan wysuwa się problem komunikacji ze światem. Obnażone zostają powierzchniowe, często bezkrytyczne procesy autokreacji, nieudane próby poszukiwania tożsamości zbudowane na imperatywie "podobać się". Nagość staje się symboliczną "drugą stroną medalu", metaforą autentycznej aktywności myślącego człowieka - zimnym prysznicem zmuszającym do refleksji.
Kolejne odsłony i pomysły choreograficzne ujmują na nowo wciąż ten sam problem. Nawet elementy klasycznego tańca baletowego są tutaj czymś zgoła innym - odnoszą do skostniałej kultury, bezmyślnej estetyzacji, która tworzy rzeczy piękne i puste. W tym sensie "Waiting" wydaje się być artystycznym credo reżysera. Pod koniec spektaklu relacja między tancerzem-reżyserem a publicznością przechodzi pewną metamorfozę. Miejsce aktora zajmuje osoba z widowni, zaś chwilę później stajemy się widzami nas samych. Zbliżenia rozbawionych twarzy, nieświadomych gestów i zachowań, sfilmowane z ukrycia, dopełniają uniwersalny sens przedstawienia. Nagle nagość aktora zaczyna dotyczyć nas samych, a opozycja on-ja zostaje zniwelowana. Bariera komunikacyjna ulega częściowemu przełamaniu.
Spektakl Mikołaja Mikołajczyka jest przede wszystkim przewrotny. Zmusza, nakazuje, wciąga, hipnotyzuje, a nawet - zachwyca. Także estetycznie. Choreografia - podobnie jak warstwa muzyczna - jest dopracowana, skonstruowana świadomie. "Waiting" nie daje wrażenia artystycznej i intelektualnej pustki. Taniec klasyczny - przez kontrast z innymi elementami spektaklu - jest niezwykle interesującym środkiem wyrazu, wprowadza w przestrzeń poetycką, znaczącą.
"Waiting" jest także opowieścią bardziej osobistą, mówi o samotności, alienacji, dramacie niezrozumienia i oczekiwaniu na odmianę. Piosenka śpiewana przez tancerza wprost do publiczności wydaje się być prowokującą, rozpaczliwą prośbą o zrozumienie i akceptację. Mikołajczyk pokazuje inne oblicze artysty, niepokorne i inspirujące - pozbawione wypaczającego rzeczywistość blasku fleszy.
Kamila Dworniczak
Teatralia Lublin
14 listopada 2009
"Waiting"
pomysł i realizacja: Mikołaj Mikołajczyk
muzyka: Bartłomiej Frank
premiera: czerwiec 2006, Stary Browar, Poznań
13. Międzynarodowe Spotkania Teatrów Tańca, Lublin 11-15 listopada 2009 r.