zwykła czcionka większa czcionka drukuj

Niech ktoś zabębni kontredansa!

Wiele dałabym za to, żeby w dobry humor wprawiała mnie rytmiczna, banalna melodyjka zagrana na fortepianie. W ten sposób można wywołać uśmiech na twarzy Loty. Uśmiech jednak naiwny, ukradkowy, urwany, który momentalnie niknie wraz z cichnącą muzyką. W świecie wykreowanym przez Michała Borczucha nie tylko uśmiech jest blady. Wyblakły jest sam świat, wyblakłe namiętności, wyblakłe znaczenia wypowiadanych słów. Blade jest niecierpienie Wertera.

O tym, że Werter jest wrażliwym artystą świadczyć mają niechlujnie wisząca na jego ciele biała koszula, w którą nieustannie z artystycznym niedbalstwem wyciera nos oraz bose stopy wyzwolonego człowieka. Nic dziwnego, że Werter koloryzuje własne doznania, nadając im barwę cierpienia. Oczywiście nasz "młody cierpiący" ani nie tworzy, ani tym bardziej nie jest wolny. Pęta go jego własne myślenie, postrzeganie świata jako opozycji natury i cywilizacji. Symbolicznie zniewala go muzyka - tańczy i cierpi, jak mu zagrają. A konkretnie jak zagra Wilhelm na fortepianie. Nie dziwi więc, że scena samobójstwa to oddanie strzału właśnie do instrumentu. Fortepian zamilknie, a Werter więcej już nie podąży za jego melodią.

Werter przywdziewa kostium cierpiętnika, natomiast Lota ubrana zostaje w sprzeczności, naiwność działania zmieszaną z odrobiną premedytacji. To jej inność i jednocześnie zwyczajność przyciąga młodzieńca z miasta. Lota, grana aż przez trzy aktorki, w białych szpilkach, niebieskich kabaretkach, zielonej spódniczce i bluzeczce w czerwone pasy jest jedynie rozbrajająco fascynującym i niezwykle barwnym zjawiskiem. Nikt nie wypowiada tutaj słowa "kocham".

Werter TEATR STARY Kraków

"Werter"

Spektakl skomponowany został z trzech wyraźnie oddzielonych od siebie części. W pierwszej na wąskim pasie sceny, przykrytym żółtawym, puszystym dywanem ustawiono w rzędzie fotele i czarny fortepian. Idealna wręcz sceneria "nie dziania się". Wieś oddana została w jaskrawych kolorach kiczu. Groteskowo ubrana Lota i pozostali mieszkańcy Walheim postrzegają eterycznego Wertera jako urozmaicenie - rodzaj lekarstwa na nudę. On natomiast snuje monologi o bezcelowym poświęceniu się pracy, tonięciu w monotonni, bezsensie powszedniości.

Część druga - wiejski świat - idylla, jak go postrzega Werter, ulega dekonstrukcji. Rozpada się trójkąt "miłosny" Werter - Lota - Albert. Poszczególne elementy scenografii spychane są w kulisy. Jest pusta, szara scena, cmentarzysko po upadłych nadziejach, NIC po złudzeniach, które się rozprysły.

Natomiast w części trzeciej po Werterze zostają już tylko słowa, całą scenę pokrywają jego listy. Każdy jest odrębnym pomnikiem jego istnienia. Można sobie wybrać odpowiedni konstrukt ze słów, symbolicznie złożyć winiec na wybranym nagrobku.

Werter Krzysztofa Zarzeckiego nie tyle cierpi, co cierpieć by chciał. Przyczyny jego bólu są różne, a ich znaczenie równorzędne. Fascynacja Lotą, nienawiść do pracy, niezgoda na prawa rządzące naturą. Każdy powód jest dobry, by wzbudzić w sobie jakieś odczucia. Najsilniejszym gwarantem jakichkolwiek doznań jest ból - dlatego Werter lubuje się w cierpieniu. Problem w tym, że jest to cierpienie wykreowane przez niego samego. Trudno też mówić o miłości. Relacja łącząca Wertera i Lotę wydaje się płaska, dwuwymiarowa. Rzeczywistość, w której funkcjonują postacie, to jedynie labirynt pustych pojęć, między którymi lawirują. Samobójstwo jest tu wyzwoleniem się z ograniczających pęt konwencji, w które wpada Werter. Próbuje uwolnić się z reguł języka, natury, relacji międzyludzkich i świata w ogóle. Inna sprawa, czy jest to możliwe, i czy mu się udaje.

"Werter" w reżyserii Borczucha sprawia, że jak powietrza potrzebuję kontredansa, który przywróci kolor światu. Nie dlatego, że spektakl obnaża przykre prawdy, ale z tego powodu, iż nie zostawia żadnej jasnej barwy, nadziei czy czegokolwiek, co pozwalałoby żyć dalej.

Opuszczałam teatr z niezgodą na towarzyszące mi po spektaklu poczucie, że życie jest nudne, nic nieznaczące, bolesne, pozbawione namiętności, utkane z pustych słów. Moja niezgoda ma swoje źródło, jak przypuszczam, już w samych założeniach i przekonaniach reżysera. Nie zmienia jej nawet kilka świetnych scen, nieoczywista scenografia ani nawet konsekwentnie wyreżyserowane przedstawienie.

Kamila Bubrowiecka
Teatralia Kraków
9 listopada 2009

Teatr Stary w Krakowie
"Werter"
według powieści Johana Wolfganga Goethego
"Cierpienia młodego Wertera"
adaptacja: Michał Borczuch i Łukasz Wojtysko
reżyseria: Michał Borczuch
dramaturgia: Łukasz Wojtysko
scenografia: Katarzyna Borkowska
muzyka: Daniel Pigoński
przygotowanie muzyczne: Olga Mysłowska
asystenci reżysera: Joanna Grochulska (wrd pwst),Tomasz Węgorzewski (wrd pwst)
obsada:
Werter: Krzysztof Zarzecki
Wilhelm: Roman Garncarczyk
Lota I: Marta Ojrzyńska
Lota II: Iwona Budner
Lota III: Małgorzata Zawadzka
Albert: Krzysztof Zawadzki
Pani M.: Ewa Kolasińska
Pan M.: Zygmunt Józefczak
Henryk: Bogdan Brzyski
Johan W.: Grzegorz Grabowski
premiera: 30 października 2009 r.

© "teatralia" internetowy magazyn teatralny 2008 | kontakt: redakcja@teatralia.com.pl | projekt i administracja strony: admin@teatralia.com.pl | projekt logo: jepe oyen