Deklaracja praw Lalki
Teatralia: Witam serdecznie. Mamy dzisiaj przyjemność rozmawiać z Lalką Taty misia Tymoteusza , jedną z najstarszych lalek w Polsce. Jest Pan w sile wieku...
Tata misia Tymoteusza: Mam ponad czterdzieści lat, jestem właściwie najstarszą lalką w Galerii Lalki Teatralnej w Kielcach, a odkąd wyszedłem spod ręki pani Heleny Naksianowicz, przez cały czas związany jestem z teatrem. Właściwie teatr to mój dom, praca, miłość i przekleństwo jednocześnie.
Teatralia: Dom i praca - to zrozumiałe. Mógłby Pan powiedzieć coś więcej na temat miłości i przekleństwa?
Tata misia Tymoteusza: Osobom postronnym mogłoby się wydawać, że wykonany i z góry przeznaczony dla teatru, nie mam i nie mogę mieć własnych preferencji, czy własnego zdania, prywatnych odczuć na ten temat. Otóż pani Halinka, robiła mnie z miłości do teatru i poprzez to zaszczepiła ją również we mnie, ale nie byłoby to możliwe, gdybym sam tego nie chciał, gdybym się nie poddał jej dłoniom i uczuciom, nie pozwolił, aby kreowały mnie tak, jak oboje tego pragnęliśmy. Nie potrafiłbym być lalką innego rodzaju, na przykład elementem wystawy sklepowej, zanudził i zakurzyłbym się tam na śmierć. Moim żywiołem zawsze była scena, a za pożywienie wystarczały mi reakcje widowni. Mogę z pełną świadomością powiedzieć, że teatr jest moją miłością.
Teatralia: Przekleństwo, o którym Pan wcześniej wspomniał, chyba nie tkwi w popularności?
Tata misia Tymoteusza: Wręcz przeciwnie. Teatr dał mi życie, ale w pewnym sensie, kiedy przestałem już być potrzebny, zapomniał, że mi je podarował i potraktował jak zużyty przedmiot. Niestety dzieje się tak często, iż Lalki odsyłane są na zbyt wczesną emeryturę. W zakamarkach teatru, z dala od sceny, widza, w zapomnieniu przeleżałem lwią część mojego życia. Dopiero od trzech lat znów oddycham pełną piersią, jestem oglądany i sam też mogę przyglądać się ludziom, innym Lalkom, spektaklom. Biorę czynny udział w życiu teatralnym i to jest najważniejsze. Jestem Lalką i jestem z tego dumny! Czasami śmieję się, że sprawdza się powiedzenie, iż po czterdziestce zaczyna się nowe życie...
Teatralia: Wróćmy może do jego początków. Pracował Pan w teatrze niemal od aktu stworzenia, w związku z tym zagrał Pan bardzo dużo spektakli. Proszę opowiedzieć o specyfice swojej pracy. Bycie lalką teatralną musi być szalenie fascynujące...
Tata misia Tymoteusza: Hmmm... Jak już powiedziałem, nie wyobrażam sobie w moim przypadku innego sposobu na życie. Jest to jednak wbrew pozorom bardzo trudne i często dość niewdzięczne zajęcie. W dużej mierze z tego powodu, że praca z aktorem wymaga niezwykłej sprawności, zręczności i gotowości na kompromis, który jest niezbędny zawsze tam, gdzie pracują ze sobą przynajmniej dwie indywidualności. Trzeba zbudować z aktorem relację w pełni partnerską, gdyż każde nieporozumienie na linii Lalka - aktor odbija się niekorzystnie na całym spektaklu. Zauważyłem, że dziś często Lalkę traktuje się jak alter ego aktora, rekwizyt, czy znak. Myślę, że to jest nie tylko smutne, ale też że to przede wszystkim ogromny błąd. Przecież my Lalki zasługujemy na własne prawa i szacunek. Tylko wtedy, gdy potraktuje się nas jako podmioty, pełnokrwiste postacie i zamiast w cieniu aktora - postawi obok niego, stworzenie wartościowego, przejmującego spektaklu będzie realne. Tylko w takim wypadku można mówić o magii i fascynacji w teatrze lalkowym.
Teatralia: Teatr lalkowy traktowany jest trochę po macoszemu w stosunku do swojego dramatycznego brata czy choćby nawet do teatru tańca. Z czego według Pana wynika takie podejście?
Tata misia Tymoteusza: To bardzo przykre, ale teatr lalkowy zwyczajnie się bagatelizuje. Istnieje przeświadczenie, że Lalki mogą grać tylko dla dzieci. Proszę zwrócić uwagę, że takie podejście jest krzywdzące, nie tylko dla nas - Lalek, ale również dla naszego małego widza. Przecież to właśnie dzieci są jedną z najbardziej wymagających publiczności. Wielkiej sztuki wymaga przyciągnięcie i utrzymanie ich uwagi. Zapomina się, że historia Lalek w teatrze zaczyna się już w starożytności. Właściwie nawet wcześniej, jedni twierdzą, iż pierwszą Lalkę i lalkarza stworzył Brahma, aby zapewnić rozrywkę swej żonie Saraswati, a dopiero później zesłał go na ziemię. Inni uważają natomiast, że nasza pramatka pojawiła się, gdy siostra Kaina i Abla wzięła do ręki gałąź i otuliwszy ją w liście, kołysała w swych ramionach. Tak czy owak, nasze istnienie jest głęboko zakorzenione w kulturze. Naprawdę jestem przekonany, że teatr lalkowy jest ciekawą propozycją zarówno dla dzieci jak i dla dorosłych. Jego siłą jest różnorodność.
Teatralia: Wydaje mi się, iż właśnie dzięki tej niezwykle różnorodnej kolorystyce teatr lalkowy pomimo trudności rośnie w siłę. Gra się wiele spektakli, a na teatralnej mapie Polski pojawia się coraz więcej festiwali, na przykład właśnie trwający festiwal XII Olsztyński Tydzień Teatrów Lalkowych ANIMA...
Tata misia Tymoteusza: Dokładnie! I to jest niezwykle pozytywne zjawisko. Żałuję, że sam nie mogłem wybrać się do Olsztyna, aby pokibicować kolegom i koleżankom, chętnie zobaczyłbym też, jak radzą sobie Lalki z teatrów zagranicznych, ale nie mogę zawieść osób odwiedzających galerię, dlatego trwam na stanowisku, a w Olsztynie jestem myślami. Zachęcam jednak wszystkich, którzy mają chwilę czasu, żeby się wybrali na ANIMĘ, z tego co słyszałem między Lalkami, grane są tam niezwykle ciekawe spektakle.
Kamila Bubrowiecka
Teatralia Kraków
21 listopada 2008
XII Olsztyński Tydzień Teatrów Lalkowych ANIMA.