Wietrzny fatalizm
"Ifigenia" w Starym Teatrze w Krakowie jest nowym spojrzeniem na dramat Racine'a. Historię, której po raz pierwszy formę dramatyczną nadał Eurypides, tym razem przepisali dla sceny Michał Zadara i Paweł Demirski, czyniąc ją politycznie aktualną.
W którym miejscu kończy się obowiązek wobec ojczyzny, a gdzie zaczyna się miłość rodzicielska? Na ile ojciec - przywódca wojska może sobie pozwolić na nadużycie swoich praw wobec rodziny? Czy ktokolwiek daje mu moralne przyzwolenie na poświęcenie życia córki dla ojczyzny? Czy istnieje jakieś usprawiedliwienie dla jego postępowania? Są to pytania, które raz jeszcze zadają autorzy "Ifigenii", tym razem czyniąc to ze sceny krakowskiego teatru.
Jest to nowatorskie spojrzenie na dramat przez Zadarę i Demirskiego. Akcja spektaklu wydaje się być osadzona w dzisiejszych realiach, być może w dobie wojny w Iraku. Agamemnon, przywódca wojsk greckich nie może zdobyć Troi za sprawą wiatru, który nieubłaganie miota wszystkim dookoła, uniemożliwiając rozwój jakichkolwiek działań. Bez wątpienia wiatr jest tu ukazany jako niemalże pełnowymiarowy bohater. Żadna scena się bez niego nie obejdzie, funkcjonuje niczym spekulant, szpieg, działający poprzez ogromną siłę, w jaką wyposażyła go natura. Zagłusza wszelkie rozmowy, które zapewne są niezbędne dla powodzenia akcji. Spowalnia ruchy bohaterów, co jest widoczne zwłaszcza, gdy usiłują poruszać się pod wiatr i sprawiają wrażenie, jakby podejmowali się ogromnego wysiłku, niczym Syzyf wdrapujący się ze swoją kamienną kulą pod górę. Wiatr - bohater złośliwy i wredny jest jedyną przeszkodą w zawładnięciu Troją przez Greków. Lekarstwem na tę wietrzną chorobę może stać się ofiara z Ifigenii, córki Agamemnona. Tylko jej krew przywróci ład i przyczyni się do wygranej wojsk ojca.
Michał Zadara operuje w "Ifigenii" groteską. Wszystko, co dzieje się na scenie zdaje się być po trosze błazenadą. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że postacie zostały celowo zagrane w sposób przerysowany. Agamemnon jest "potężnym" wodzem i tylko do niego należy ostatnie słowo. Niestety ma klapki na oczach i widzi jedynie czubek swojego nosa, swój stopień militarny i prestiż, jaki za sobą niesie wygrana wojna. Jego żona, Klitajmestra, to rozwrzeszczana kobieta w średnim wieku, która ma zawsze idealnie skrojony żakiet, a jej głównym atrybutem są modne okulary przeciwsłoneczne. Poza tym, chodzi i rzęzi coś o uwolnieniu córki, uparcie trzymając się swojej racji. Pytanie, na ile sposób jej postępowania wynika z miłości do córki, a na ile ze ślepego kaprysu.
Rozmowy Doris i Eryfili też nas nie przekonują pod względem głębokości uczuć i zaangażowania. Wszelkie dyskusje prowadzone na scenie to jedynie paplaniny, gadanie, które w treści może zawierać nawet wzniosłe słowa, ale ubrane w płaskie twory uczucio-podobne, w pobłażanie, lekceważenie. Ich sposób wyrażania się przypomina bezuczuciowość maszyn. Postacie mówią, czasem same nie wiedząc co, byleby wypowiadać jakieś słowa. Przypomina to trochę "Końcówkę" Becketta, gdzie bohaterowie stosują logoreę, byle tylko zagłuszyć ciszę i nadać sens absurdalnej sytuacji, w której się znajdują. Bohaterowie "Ifigenii" gubią się niekiedy w swoich kwestiach. Czasem mechaniczność ich wypowiadania sprawia kłopoty odtwórcom, nie nadążają za tempem, które sami sobie narzucili, w związku z czym muszą spoglądać na napisy wyświetlane na ekranie. Rodzi się wątpliwość, na ile są to słowa wypowiadane przez nich, a na ile odczytywane z ekranów i projektora? Czyżby Zadara i Demirski chcieli w ten sposób ukazać Fatum?
Należy zadać pytanie o aktualność tegoż spektaklu. Wydaje się to być obraz rzeczywistości, który kształtują siły wyższe, lecz czym one są , kto dziś za nimi stoi? Otóż bohaterowie patrzą na ekrany, które podpowiadają im kwestie, kierują ich postępowaniem, motywują do działań, wyprzedzają ich myśli. A czy to nie jest przypadkiem czwarta władza właśnie? Pokuszę się tu o stwierdzenie, że dzisiejszym Fatum są massmedia. Dziś tańczymy w takt, jaki one nam zagrają. Jest to niepodważalna prawda o ponowoczesnym społeczeństwie, do którego my, Polacy, pretendujemy. Poza tym, czyż bohaterowie nie słuchali ślepo rozkazów Agamemnona? Ifigenia była gotowa umrzeć za sprawę wojenną, chociaż była bogom ducha winna. Wszystko na jeden rozkaz ojca. A kto niby w dzisiejszych czasach zarządza pokojem na świecie? Kto wciska klawisze i wywołuje wojny, wymaga, żeby dla jakiegoś kaprysu, kompleksu niższości, czy traconej wyższości, tysiące ludzi poszło na wojnę, nie wiedząc właściwie dlaczego? Kto daje im moralne prawo do rozporządzania życiem rzeszy ludzi?
Tak, przy wtórowaniu przeraźliwego buczenia ogromnego wiatraka, ukazana została wizja dzisiejszego świata, widziana oczami Michała Zadary i Pawła Demirskiego. To rzeczywistość, w której mamy złudzenie demokracji, a tak naprawdę władza działa w sposób ukryty. Funkcjonuje przebiegle i sprytnie, w sposób niemalże niezauważalny.
Aleksandra Pyrkosz
Teatralia Kraków
19 listopada 2008
Teatr Stary w Krakowie
Michał Zadara, Paweł Demirski
"Ifigenia. Nowa Tragedia" (wg wersji Racine'a)
reżyseria, scenografia, wideo, światła: Michał Zadara
asystentka reżysera: Justyna Kowalska
trening Krav Maga: Robert Mikulski
Obsada:
Eryfila - Ewa Kaim
Klytamnestra - Anna Radwan-Gancarczyk
Ifigenia - Barbara Wysocka
Doris - Małgorzata Zawadzka
Achilles - Arkadiusz Brykalski (gościnnie)
Eurybates - Juliusz Chrząstowski
Ulisses - Roman Gancarczyk
Agamemnon - Jan Peszek
Egon - Andrzej Rozmus
Arkas - Krzysztof Zawadzki
premiera: 27 czerwca 2008 r.