zwykła czcionka większa czcionka drukuj

Anielska cierpliwość do anielskich głosów

Festiwal Genius Loci zakończył się spektaklem "Potwory i cuda" w wykonaniu Certain Inhabitants' Theatre z Meksyku. Spektakl ten, podobnie jak wcześniejszy "Szary Automobil" autorstwa tego samego reżysera, zaskoczył odmienną stylistyką wypowiedzi teatralnej. Na scenie Łaźni Nowej potwory zaczęły opowieść o cudach, cuda stawały wobec potworów. Potworności to czy cudowności?

Jeśli sięgnąć do etymologii słowa "potwór", dowiemy się, iż oznacza ono łacińskie monstrum, czyli zły omen, cud. W jaki sposób jeden stwór może być cudem i potworem jednocześnie? Aktorzy meksykańskiego teatru opowiadają o historii kastratów, takich właśnie potwornych cudów o anielskich głosach.

Zza drewnianej bramki słychać stukot końskich kopyt, z ciemności wyłania się człowiek z bujnymi ciemnymi włosami, opadającymi mu na plecy i nagą klatkę piersiową. Chwileczkę, czy to aby na pewno jest człowiek? Przed widzami stoi, ukrywając za ogrodzeniem końską część swojej cielesności, Centaur we własnej osobie. To właśnie on wywołuje z mroków niepamięci tragiczną historię kastratów. Jego monstrualna obecność panoszy się na scenie przez całe przedstawienie, lecz rolę narratora szybko przejmują ekscentryczni bracia syjamscy, mówiący jednym głosem, a jego gra sprowadza się dalej do porykiwania i wydawania odgłosów zachwytu.

Potwory i cuda CERTAIN INHABITANTS' THEATRE

"Potwory i cuda"

Połączeni ze sobą mężczyźni wyjaśniają zawiłości i specyfikę kastracji. Z ich ust wypływają niepokojące, zdawałoby się zapomniane i przemilczane fakty. Nie boją się wymawiać nazwisk papieży, akceptujących, więcej - pochwalających proceder kastrowania małych chłopców, w celu uzyskania czystego sopranu lub altu, wydobywającego się z ich chłopięcych gardeł. Dziewczętom nie wolno było znieważać swoją obecnością kościelnych chórów, dlatego to właśnie chłopcy służyli swoim wokalem kościołowi. Kiedy dowiemy się już, jak dokonywano kastracji, jak szkolono głosy eunuchów, nadchodzi czas na występ. Na scenę wkracza anielski głos w chłopięcym ciele, a każdą pieśń wykonuje w coraz to bujniejszych i bardziej kolorowych przebraniach. Kolejne wystąpienia uświetnia coraz to większy kapelusz, a wysokość ostatniego pióropusza przekracza bagatela metr. Pod miłą dla oka i ucha operową rozrywką, za przepychem stroju, schował się człowiek pozbawiony płci, ograbiony z męskości, wyzuty z człowieczeństwa w służbie sztuce, ku chwale Boga.

Inscenizacja ta nie tylko dotyka ciemnych stron chrześcijaństwa, jej tematem bardziej niż kastracja narządów płciowych jest kastracja człowieczeństwa. Równolegle do historii opery w pigułce, widzowie są świadkami poniewierania czarnoskórym niewolnikiem, a analogia z używaniem człowieka jako przedmiotu nasuwa się sama. Można dopatrzeć się niewygodnego pytania, czy aby sztuka nie jest między innymi wyzbyciem się natury.

Statycznie i linearnie opowiadaną historię (spektakl jest bowiem bardziej narracją niż akcją), przerywa gwałtowny wybuch rewolucji. Bracia syjamscy zostają rozerwani. Jeśli do tej pory na scenie działo się niewiele, to w tym momencie rozpoczyna się panowanie chaosu. Były niewolnik wykrzykuje hasła rewolucji francuskiej, wykonując przy tym lubieżne gesty w kierunku kobiet. Gdzieś po scenie chodzi Napoleon. Widownia zostaje utożsamiona z widzami włoskimi spragnionymi opery i przeciwstawiona walczącym o prawa człowieka. Trzeba nieźle się natrudzić, żeby uniknąć uderzenia jednej z całej salwy, rzucanych przez aktorów w stronę widzów, bułek. W tle słychać ogłuszający wystrzał z armaty. Z tumanów kurzu wynurzają się aktorzy, którzy tym razem śpiewają urywki z różnych piosenek popowych, tak zwanych utworów popularnych, które choć nie są lubiane przez wszystkich, to zna je każdy. Między anglojęzycznymi szlagierami usłyszeć można nawet swojsko brzmiące "jesteś szalona".

Artyści z Meksyku podeszli do rewolucji nieprzeciętnie i zagnieździli ją w sztuce, poruszając drażniące i często przemilczane problemy. Gorzej niestety jest z realizacją sceniczną, zbyt tautologiczną i przybierającą formę streszczenia wydarzeń. Nie trzeba szaleństwa, lecz anielskiej cierpliwości, aby najpierw przetrwać długie acz kolorowe, wyliczane przez aktorów fakty, a później skontrastowany z większą częścią spektaklu wybuch rewolucji, zwłaszcza, że anielskie głosy brzmią tutaj nadzwyczaj ziemsko.

Kamila Bubrowiecka
Teatralia Kraków
3 listopada 2008

Certain Inhabitants' Theatre (Meksyk)
"Potwory i cuda"
reżyseria: Claudio Valdés Kuri
Festiwal Genius Loci, Łaźnia Nowa Kraków, 24-29 października 2008 r.

© "teatralia" internetowy magazyn teatralny 2008 | kontakt: redakcja@teatralia.com.pl | projekt i administracja strony: admin@teatralia.com.pl | projekt logo: jepe oyen