Człowiek w atramencie
Antoni Pawłowicz Czechow naznaczył swoje dłonie lekarza atramentem. Dokładność badania przekładał na zwięzłość pisania, a precyzję diagnozy na bolesną celność słów. Odkładał stetoskop i piórem diagnozował człowieka. Nie bez poczucia humoru przeprowadzał artystyczną sekcję człowieczeństwa przy pomocy atramentu.
Człowieczeństwo utrwalone zostało przez Czechowa dość brutalnie. Ze świecą bowiem szukać w jego prozie czy dramatach bezwzględnie pozytywnych bohaterów. Wszędzie i w każdym obecna jest skaza, tkwi odłamek nikczemności. Bez cienia sentymentalizmu dawał w swoich utworach wyraz szarości nieodłącznie wpisanej w Człowieka, stawiając jednocześnie "godność ludzką" nie tylko w centrum swojej twórczości, ale przede wszystkim życia. Pisał, ponieważ uważał, że "człowiek stanie się lepszym wtedy, gdy zobaczy, jakim jest.".
"Nie, Czechow nie był ani aniołem, ani ascetą, ale był człowiekiem w pełnym tego słowa znaczeniu" - pisał o nim przyjaciel J. N. Potapienko. Nie miał powodu, żeby w swoich tekstach oskarżać, czy moralizować, gdyż uważał się za takiego samego człowieka jak inni. Jego talentem był przede wszystkim zmysł obserwacji i umiejętność dostrzegania, dopiero potem nieskazitelne posługiwanie się słowem. Ukończył medycynę na uniwersytecie w Moskwie i żartował, że ona jest jego żoną, a pisanie kochanką. Z biegiem lat coraz więcej czasu poświęcał kochance, chociaż początkowo traktował swoją twórczość przede wszystkim jako źródło zarobku, dzięki któremu był w stanie wspomagać finansowo potrzebującą rodzinę. Pisane wówczas pod pseudonimem Antosza Czeczonte krótkie opowiadania do ulotnych magazynów humorystycznych odznaczały się rozpoznawalnym stylem czechowowskim, w którym już wówczas królowała najwyższa prostota, a właściwe słowo znajdowało się na właściwym miejscu.
Zanim spróbował sił w materii dramatu, a jego nazwisko rozsławiły spektakle MCHAT-u pod kierownictwem Stanisławskiego i Danczenki, zajmowały go przede wszystkim opowiadania. Wydany w 1888 roku "Step" sprawił, że środowisko artystyczne zaczęło uważać jego autora za pisarza wielkiej miary, "Człowiek w futerale" stał się natomiast jednym z najbardziej rozpoznawalnych tytułów. Mimo licznych zachwytów i pochwał nie szczędzono mu też uwag krytycznych, zarzucając niesceniczność dramatom, brak kierunku poglądowego czy politycznego całemu jego pisarstwu. Tymczasem jego pisanie ukierunkowane było niezmiennie na Człowieka i wymierzone przeciwko zakłamaniu. Tyle wystarczyło, aby zaprzyjaźniony z nim Tołstoj powiedział: "Oto pisarz, samo mówienie o nim jest rozkoszą" i nazwał go "Puszkinem w prozie". Jeszcze zanim Antoni Czechow zyskał przyjaźń Tołstoja, Gorkiego czy Stanisławskiego genialność jego tekstów dostrzegł Grigorowicz - pisarz wówczas szanowany i ceniony, przyjaciel Dostojewskiego. Zachwycił się do tego stopnia, że w datowanym na 1886 r. liście pisał: "Jestem pewien, że jest pan powołany do tworzenia doskonałych dzieł, prawdziwej literatury. Popełni pan wielki grzech, jeśli nie da pan odpowiedzi na to, czego od pana można oczekiwać. Oto co należy czynić: szanować talent, który jest rzeczą rzadką. Niech pan zarzuci pisanie dorywcze, pośpieszne." Oszołomiony młody Antoni kończył swoją odpowiedź tymi słowami: "Mam zaledwie 26 lat. Możliwe, że zdążę jeszcze coś zdziałać, choć czas tak szybko ucieka..."
Nie mylił się w ani jednym słowie, zdążył zdziałać na gruncie literatury bardzo wiele, chociaż czas uciekał mu w zawrotnym tempie. Długo chorował na gruźlicę, a rok 1897 i silny krwotok z gardła, który miał wówczas miejsce, stały się początkiem ciężkiego stadium choroby i schyłku życia. Stan zdrowia zmusił go do zamieszkania na Jałcie, gdzie z dala od centrum życia literackiego i teatru czuł się bardziej samotny niż kiedykolwiek. Mimo to, nie przestawał pisać. Właśnie w tym najtrudniejszym dla niego okresie napisał "Trzy siostry", "Wujaszka Wanię" i "Wiśniowy Sad". Planował kolejny dramat, gdy w noc z 15 na 16 lipca 1904 roku umarł w Niemczech w Badenweiler, gdzie pojechał z żoną Olgą Knipper, aby poddać się kolejnej kuracji.
Mija właśnie 105 lat od śmierci Antoniego Czechowa. Zanim zmarł przewidywał: "Czytać mnie będą lat siedem, siedem i pół, a potem zapomną. Ale potem minie jeszcze jakiś czas i zaczną mnie znowu czytać i wtedy będą czytać długo." Można by zarzucić próżność temu Człowiekowi, który nie był aniołem - ale to kwestia interpretacji. Natomiast nie można odmówić mu racji - a to już kwestia faktów. Dzieła Czechowa są nie tylko czytane na całym świecie i grane na deskach najróżniejszych teatrów, ale stały się trwałym punktem odniesienia w historii literatury. Dziś odwołują się do niego chociażby Cecille Loweid w swoim dramacie "Mewożercy" bezpośrednio nawiązującym do "Mewy", czy na scenie polskiej Paweł Demirski i Monika Strzępka w spektaklu "Diamenty to węgiel, który wziął się do roboty. After Czechow: Wujaszek Wania." Niezaprzeczalnie zapomnienie mu nie grozi, zostawił po sobie nieusuwalny ślad z atramentu. Utrwalił w literaturze Człowieka takim, jakim jest.
Kamila Bubrowiecka
Teatralia Kraków
15 lipca 2009
105. rocznica śmierci Antoniego Czechowa.
Bibligorafia:
René Śliwowski, Antoni Czechow, Warszawa 1965.
Elsa Triolet, Antoni Czechow jego życie i twórczość, Warszawa 1961.