Pan Jasiek, czyli krew na poduszce
Pierzasty pan bawi się w dobro i zło. Ponieważ życie jest udręką, trzeba się spieszyć. Odwiedzać dzieci, mieć dla nich coś dużo lepszego niż bajka czy kołysanka, mieć dla nich słodką propozycję: nie chcesz być jak dorosły. Spójrz, jak się męczą dorośli. Ty nie musisz, zapraszam w sen daleki. Znasz taki sen, z którego się nie budzisz? No widzisz, spróbuj. I dzieci próbują. Pan Poduszka też spróbuje, ale po kolei.
Na razie znaleziono kilka ciałek zabitych dzieci, ze śladami brutalnych okaleczeń. Recenzent uzbroił się w łapczywą ciekawość i oprawiony w garażową pleśń ciepłej sali, czeka węzła intrygi.
Intryga wkracza na scenę pewnym krokiem detektywa, refrenicznym marszem asystenta i przepraszającym dreptem trzeciego; dreptem, który z miejsca obsadził go w roli ofiary. Suchy trzask zatrzymania, raczkująca rdza procesu.
Kiedy przywołać legendarnego Pana Ka, oskarżony Khaturian blednie. Jego struchlała przymilność ciąży ku mdłemu mazgajstwu, ale to wszak zrozumiałe, "nigdy kłopotów z policją", z tym, że owo "nigdy" rzeczowy detektyw opatruje błyskawicznie okrutnym "dotąd", i od tej chwili każda głoska oskarżonego poci się duszącym strachem. W opowiadaniach pozwanego mieszkają uśmiercone dzieci - udręczeni chłopcy, zaszczute dziewczynki. Brat artysty, dotknięty dziwnym schorzeniem jaźni, dzieli z pisarzem status zatrzymanego. Czuwa nad nim z prostacką werwą zachwycająco wulgarny asystent detektywa. Tymczasem główny śledczy z przekornym wdziękiem pociesznego kata odwija supły zagadki. I tak, pod mistrzowską batutą stopniowanego napięcia, poznajemy imię oskarżenia z chwilą demaskacji małego pudełka. W pudełku zamiast zapałek sczerniałe dziecięce paluszki. Twarz pisarza oblewa trwoga. Trwoga nakazuje wyparcie się czynu.
Bracia częstują się wzajem solidarnością zakochanych, ale zakochaniu przygrywa braterstwo pijanej krwi, szalone przymierze dwóch obłąkań. Co to za obłąkania? Zdają się obaj zakładnikami wampirycznej symbiozy. Ich krwawe fabułki - spijane z ust do ust namiętnością maniakalną i ujmującą, tchnące narkotyczną upojnością - tkają teatrzyk nieznośny, wspaniały, deliryczny. Hipnotyczna poetyka makabreski na przemian rozbraja salwy śmiechu i strugi dreszczu. Rozbrajanie znaczy tu nieustanne podważanie, policzek dla zastygłych póz odbioru - granice nie tyle miesza, co rozsadza. Rytualne "opowiedz, opowiedz" stroi ten osobliwy obrzęd, mieląc na drobne kawałki czas i przestrzeń, jawę i sen, "świat umowy" i "świat naprawdę". Rumieniec gorączki przeplata zdrowe z chorym, świadome i śnięte - tak, że nic nie jest świadome, nic śnięte w zachłannym kosmosie demolki.
W automacie z domowymi zwierzątkami śmiertelny wyrok niszczarki podzielą pies i ślepy chłopiec bez nóg. Trzask umierania jest spoiwem mitu, mitu pokracznej destrukcji, w którym spotyka się naiwna furia dziecka miażdżącego piaskowy zamek z wściekłą jatką dorosłych, łaknących negacji jedynej, wolnej od praw logiki i wolnej od bezprawia chaosu. Próżno rozdzielać jawę i sen, skoro sen może jawę przydusić poduszką do ściany, skoro sen chyli się pod aktem oskarżenia jawnego trybunału. Michał musi umrzeć, jeśli ożywił literacką rzeźnię: za wcielanie w życie płaci się śmiercią wcielenia. Doprawdy: dobre opowiadanie to opowiadanie z martwym Michałem.
Khaturian nie jest, podług okrzyku detektywistycznego asystenta, najobrzydliwszą z kreatur. Khaturian to poseł absurdalnej konieczności, urzędnik przypadku, strażnik przerażenia. "Jeśli ktoś umiera, to jest zawsze przypadek", cedzi osaczony serią oskarżycielskich dopytań, i zdanie to nie jest li tylko cienką linią obrony, ale i manifestem udręczenia sprzecznościami, jakie zsyła toksyczny romans narodzin i śmierci. "Zawsze przypadek". Przypadek, który przydarza się zawsze.
Pan Poduszka podlewa swoje pierzaste ciało benzyną. Po krótkim festiwalu ognia i dymu zostają tylko guziki oczu.
Sute brawa należą się aktorskiemu kwartetowi może najbardziej tytułem pasji zanurzonej bez reszty w samej krwi opowieści. Ta pasja jest tkanką teatralnej obietnicy, zapewnia uczestnictwo, wymusza odpowiedź bez ucieczek w kukiełkowy festiwal sztuczek. Między sceną a widownią to samo powietrze.
Pan Poduszka też klaszcze, już z drugiego świata. Dzieci strzelają radosnym śmiechem. Śledczy pali bajkę o chińskim chłopcu.
Adam Buszek
Teatralia Kraków
7 lipca 2009
Teatr Nowy w Krakowie
Martin McDonagh
"Pan Jasiek"
reżyseria: Bogdan Hussakowski
scenografia: Łukasz Błażejewski
obsada: Dominik Nowak, Juliusz Chrząstowski/Andrzej Rozmus/Kuba Falkowski, Piotr Sieklucki
premiera: 3 luty 2007 r.