Rej z dystansu
"Kupiec" Mikołaja Reja jest nie lada wyzwaniem nie tylko dla czytelnika, ale także dla adaptatora tekstu. Dzieło to jest zapomniane głównie ze względu na jego trudną i długą treść. Przebrnięcie przez tysiące wersów jest wyczynem heroicznym, ale pokazanie wszystkiego na deskach teatru byłoby już szaleństwem. Jak z tym problemem poradzili sobie twórcy?
Michał Zadara stworzył na podstawie tekstu bazowego projekt. Jest to raczej streszczenie zawartości dzieła Reja niż jego przedstawienie. Cóż, na pewno niewierne. Zadara traktuje tekst z przymrużeniem oka i narzuca taki punkt widzenia aktorom. Zygmunt Józefczak oraz Krzysztof Zarzecki dokonują rozbioru tego dzieła na oczach widzów. Wielokrotnie łamią iluzję teatralną. Właściwie zastanawiające jest, czy w ogóle ją budują. Od samego początku widzowie zdają sobie sprawę, że "coś tu jest nie tak", że nie będą świadkami czegoś konwencjonalnego.
W jaki sposób aktorzy traktują tekst dzieła? Jak wcześniej zostało wspomniane, w dużej mierze nie wypowiadają się nim, ale opowiadają o nim. Rzeczywiście, czasem niczym kameleony zamieniają się w postacie dramatu, wypowiadając treści zawarte w tekście. Z drugiej strony niekiedy całkowicie ten tok zaburzają. Wydaje się, jakby wchodzili wtedy w rolę reżysera, który stwierdza, co będzie zamieszczone w sztuce, a czego nie przedstawią. Wygłaszają informacje reżyserskie, manewrując, sterując treścią dzieła. Wzbudza to ogromny dystans do tekstu, wywołujący niekiedy śmiech u widzów. Czasem aktorzy wypowiadają takie kwestie, które odpowiadałyby myślom widzów. Łagodzą nasz lęk przed dziełem Reja. Neutralizują strach przed nudą, ale także podsycają ciekawość. Skoro już aktorzy z reżyserem przeszli tę granicę szoku wywołanego innowacyjnym potraktowaniem tekstu, to jesteśmy gotowi na nowe propozycje.
Oczekiwanie na nowe doznania estetyczne zostało zaspokojone nowym środkiem przekazu artystycznego. Tym razem to przestrzeń została potraktowana frywolnie. Widzowie byli ustawieni, jak się później okazało, naprzeciwko ogromnego okna wychodzącego na ulicę Jagiellońską. W pewnym momencie zasłona je odsłania, a za nią ukazują się dwaj aktorzy. Akcja przenosi się więc na ulicę. Otwiera się pierwsza "szkatułka". Postacie prowadzą ze sobą dialog (w języku staropolskim, oczywiście), czasem nad wyraz donośnie. Chociaż skomplikowanie tekstu i jego archaiczność nie zawsze pozwalała na jego zaangażowane śledzenie, to na aktorów patrzyło się z niezmiernym zaabsorbowaniem. Przede wszystkim ze względu na interakcje z przechodniami na ulicy, które w nas, widzach, wzbudzały dreszczyk emocji, a zwłaszcza śmiech. Aby JESZCZE urozmaicić, miejsce akcji sztuki zostało przeniesione dalej. Otworzyła się kolejna "szkatułka". Aktorzy zaanektowali do gry okno, znajdujące się w budynku naprzeciwko teatru. Weszli do mieszczącej się tam restauracji i stamtąd grali. Wszystko, oczywiście, było słyszalne bez zarzutu, dzięki przyczepionym mikrofonom.
Konkludując, sztuka została stworzona z ogromnym dystansem. Z rezerwą reżysera do tekstu i aktorów do sztuki. Niekiedy dystans ten pozornie załamywano, by doprowadzić się do stanu zmęczenia sztuką. Zmęczenie aktorów warunkowało z kolei zmęczenie widzów. Ale działo się tak tylko w niektórych momentach. Wszystko zostało przedstawione w atmosferze dowcipu, z wykorzystaniem sytuacyjnych żartów, do czego nastrajała jeszcze kolorowa scenografia. Jednak pewien aspekt dzieła bardzo przeszkadzał. W ferworze nowych środków artystycznych ginął w świadomości widza pierwotny tekst sztuki. Był on niemal niezauważalny. Ten dystans, z góry założony, w pewnym momencie stanął nie w przymierzu z dziełem, a przeciwko niemu.
Aleksandra Pyrkosz
Teatralia Kraków
3 lipca 2009
Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie
Mikołaj Rej
"Kupiec"
projekt Michała Zadary
asystent reżysera: Jakub Porcari (WRD PWST)
współpraca: Paweł Sztarbowski
obsada: Zygmunt Józefczak, Krzysztof Zarzecki
premiera: 8 maja 2009 r., Muzeum