Za granicą ciała
Jak się nazywasz? Kto jest twoim ojcem, kto matką? Na zaciemnionej scenie postać w białym fartuchu zadaje pytania drugiej, ubranej w szpitalną koszulę. Tyka zegar. Kaspar Hauser - pada z trudem wyartykułowana odpowiedź. To bohater wieczoru, którego sensacyjne losy dziś na pewno świetnie by się sprzedały. Przetrzymywany niemal całe dzieciństwo w piwnicy przez nieznanego oprawcę, być może z powodów politycznych. Autentyczna historia z początku XIX wieku na deskach Lubuskiego Teatru w Zielonej Górze znalazła się za pośrednictwem książki Jakoba Wassermanna.
Na scenie gabinet ginekologiczno-dentystyczno-internistyczny. Odpowiednie "meble", a w tle wiszące na ścianie szpitalne łóżka. Kaspara trzeba zbadać - w powieści nacisk pada na duszę, w teatrze - na fizyczność. Otaczający go ludzie rozbierają i ubierają jego ciało, molestują je i ranią. Dawid Rafalski w tytułowej roli jest miękki, uległy. W momentach aktywności brakuje mu charyzmy, nie pamiętam, co krzyczy, nuży, kiedy się miota. Najwyraźniejsza okazuje się jego niema obecność. Gdy śpi, nie wie, co ze sobą począć, poddaje się innym. Hauser jako cud nieskażony jeszcze światem jest drażniąco kuszący przez chwilę. Później musi wyrecytować wiersz, coś zrobić. Gdy zostanie zaatakowany, tym lepiej. Wtedy dziennikarka może przeprowadzić wywiad z burmistrzem i podniecić obywateli wzmianką o politycznym układzie. Dla widza Kaspar jest tylko jedną z atrakcji przewijającego się przez scenę wieloosobowego popkulturowego cyrku (peruki, szczudła, fantazyjne stroje). Trudno go czasem znaleźć w barwnej mieszaninie. Nie czuje się dla niego współczucia, raczej litość.
Postać Hausera nie wystarcza do zbudowania dramatu, ale utopienie jej w wizualnym bogactwie ma swój sens, mimo że chaos w pierwszej części spektaklu jest przytłaczający. Gdzieś gubi się rytm. Muzyka, duża liczba osób na scenie, dużo ruchu. Brakuje ciszy, wybrzmienia słów, które giną zagłuszone obrazem. Plastyczna oprawa, złączona zresztą w wysmakowany sposób tonacją barwną, światłem, mimo iż podyktowana teatralnymi modami, jest spójna z wymową spektaklu. Muzyczny miszmasz to trochę za dużo, zatraca się porządek scen, tempo przebiegu całości, jedność dzieła. Czuję się jak Hauser, który opuścił bezpieczną piwnicę i cierpi od nadmiaru wrażeń.
Pojawiają się sceny równoległe do historii Kaspara, prowadzące wątek naszych cielesnych obsesji: odchudzanie, walka z cellulitem i zmarszczkami. Duża część zadań aktorskich wymaga użycia ciała, a nie wszyscy radzą sobie z tym tak samo dobrze. Wątek fizyczności jest pełen erotyzmu, ale też śmieszności, niestety nie zawsze, z winy aktorów, wykorzystanej. Na tym tle świetnie wypadają duety męsko-damskie z Elżbietą Donimirską, groteskowo cierpiącą Panią Behold. Słowa są mniej ekspansywne, gdzieś obok. Niewielu aktorów potrafi skupić na nich uwagę widza. W pamięć zapada kilka zaledwie dialogów, m.in. scena, w której nauczyciel (Ernest Nita) stara się wydobyć z Hausera "prawdę".
Spektakl biegnie dwoma torami: duszy i ciała, oba zbliżają się do odkrycia tożsamości głównego bohatera na granicy wnętrza i otaczającego świata, w którym żyć znacznie trudniej niż w ciemnym więzieniu. Szkoda, że nie zmierzają one w bardziej zdyscyplinowany sposób ku końcowi. Zawieszenie, czekanie Hausera jest pełne napięcia. W filmie Herzoga opartym na tych samych wydarzeniach mieliśmy sielski krajobraz, tu szalony szpital, ale wiadomo, że Kaspar jest skazany przez swoje niedostosowanie do rzeczywistości na szybki koniec. Nikt nigdy go nie pozna, a co ważniejsze - on nie znajdzie odpowiedzi na swoje pytania. Nie bardzo wie, co ze sobą zrobić... Słyszy, że coś, na co czeka, coś się wreszcie wydarzy za rok, jutro... Umiera, nic się nie dzieje, nie to, czego on chce. Jutro już go nie ma.
Kaspar to ktoś, kto szuka dopiero swojego miejsca. Poddaje się innym lub buntuje przeciwko światu, kierowany przez zewnętrzne siły. Poszukiwanie matki: źródła i domu, nie kończy się nigdy. Jego wołanie jest pytaniem o pochodzenie i szukaniem schronienia. Kobietę, która oddaje mu się, nazywa matką: ona nie będzie jednak jego domem, nie schowa się w jej ciele, jest sam. Śmierć Kaspara to odejście nagiego człowieka, bez kostiumu, symbolu maski i mody, fałszu naszej zewnętrzności. Dobrze, że to nie ostatnia scena, bo zrobiłoby się banalnie. Pojawia się łóżko, na nim kobieta, obok masażysta. Jego magiczne zabiegi mają dać jej szczęście. "Jestem szczęśliwa" - ni to stwierdzenie, ni to pytanie, wyrzucone ochrypłym głosem, to ostatnie słowa spektaklu.
Świat odkrywany przez Hausera wcale mu się nie podoba. Każdy próbuje coś z nim zrobić. Wtłoczyć w niego wartości i przekonania z pozycji siły, sztucznie wspomaganego autorytetu (Proboszcz na drabinie), wykorzystać dla swoich celów, nawet zgwałcić. Kaspar nie potrafi rozróżnić prawdy od kłamstwa. Pijacka orgia sąsiaduje z fałszywym grupowym wyznaniem winy. Jest bezbronny i zagubiony. Ze sceny sączy się pesymistyczna wizja. Zestawienie cudu życia z groteskowym, ale niebezpiecznym obliczem świata.
Niedostatki aktorskie i chaos na scenie rekompensują mocne obrazy. Ich przewaga nad słowem, dominacja ciała to nasza rzeczywistość. Taniec, trening, odchudzanie, masowanie, joga - współczesne obrzędy oswajające ciało, próby osiągnięcia jedności i spokoju. Próbujemy je opanować, zdobyć władzę nad cząstką naszego istnienia. Czy to rzeczywiście prowadzi nas troszkę bliżej ku tajemnicy? Na pewno śmierć przywróci nam ciało, ale czy obdarzy wiedzą? Tyka zegar, ale znowu nie dane nam będzie posłuchać ciszy, za szybko rozlegają się oklaski.
Magdalena Kostuś
Teatralia Poznań
27 kwietnia 2009
Lubuski Teatr im. L. Kruczkowskiego w Zielonej Górze
"Kaspar Hauser"
wg Jacoba Wassermana
adaptacja: Sławomir Batyra i Julia Holewińska
kostiumy i aranżacja przestrzeni: Elżbieta Terlikowska
opracowanie muzyczne: Damian Neogenn Lindner
opieka reżyserska: Robert Czechowski
ruch sceniczny: Julian Hasiej
światło: Piotr Pawlik
Obsada:
Kaspar Hauser - Dawid Rafalski
Daumer - Marek Sitarski
Burmistrz - Jerzy Kaczmarowski
Profesor - Ryszard Faron
Pani Behold - Elżbieta Donimirska
Córka Pani Behold - Olga Paszkowska
Magister - Ernest Nita
Proboszcz - Tomasz Ciachorowski
Profesorowa - Anna Chabowska
Dziennikarka - Magdalena Bochan
Clown /Posłaniec - Piotr Lizak
Lord Stanhope - Janusz Młyński
Laborant - Przemysław Kosiński
Diagnostyk - Radosław Chabowski
Masażysta - Robert Gulaczyk
Fizjoterapeutka - Marta Frąckowiak
Radiofarmaceutka - Karolina Honchera
premiera: 21 marca 2009 r.